Globus nadal niezdobyty. Kolejny beniaminek ograny!

Globus nadal niezdobyty. Kolejny beniaminek ograny!

Po blisko miesiącu przerwy koszykówka na najwyższym ligowym poziomie powróciła do stolicy województwa lubelskiego. Po trzech meczach na wyjeździe i trzech porażkach czerwono-czarni liczyli na przełamanie, a jednocześnie podtrzymanie zwycięskiej, domowej passy. Beniaminek z Gliwic po niezłych 10. minutach ostatecznie musiał uznać wyższość podopiecznych Davida Dedka. Gospodarze wygrali wysoko, bo aż 90:65.

Początek spotkania nie zwiastował gładkiej wygranej. TBV Start Lublin miał spore problemy na tablicach. GTK Gliwice panowało nad sytuacją pod koszem. Po niecelnych rzutach przyjezdni mieli mnóstwo ponowień. Tylko ich nieskuteczność sprawiła, że nie zbudowali przewagi w pierwszych minutach. Premierowa kwarta pokazywała dobitnie, jakie problemy trapią obie drużyny. Grę próbował uspokoić James Washington. Robił to głównie przez dokładne podania do Romana Szymańskiego. Środkowy lubelskiej drużyny z łatwością je wykańczał i po pierwszej ćwiartce był najskuteczniejszym zawodnikiem na parkiecie z 7. punktami na koncie, a Start prowadził 19:18.

Początek drugiej kwarty to te same problemy po stronie lublinian. Sporo niedokładności i kłopotów w obronie. GTK z łatwością dostawało się na otwarte pozycje rzutowe. Skuteczność gości wzrosła, przez co utrzymywali oni korzystny wynik. Dopiero po około 5. minutach drugiej ćwiartki czerwono-czarni szarpnęli. Kolejna seria podań Washingtona, dobre minuty i punkty z ławki Marcina Dutkiewicza oraz skuteczność Chavaughna Lewisa były decydujące w tym fragmencie meczu. Efektem było wypracowanie 8. oczek przewagi. Koszykarze z Górnego Śląska z każdą minutą mieli coraz mniej argumentów. Do przerwy przegrywali oni już 11. punktami (36:47).

Następne 20 minut to już duża przewaga podopiecznych Davida Dedka. Goście stracili wigor, który było widać w pierwszej kwarcie. Z każdą minutą gasła gwiazda Jonathana Williamsa, który był bezapelacyjnie najlepszym graczem po stronie Gliwic w pierwszej połowie. Natomiast Washington wziął na siebie nie tylko asysty, ale zaczął seryjnie punktować. Rzucał za trzy, z półdystansu, grał bardzo uważnie i mądrze. W całym meczu do 15. punktów dodał aż 11 ostatnich podań. Nie forsował własnych rzutów, jeśli nie miał odpowiedniej pozycji. Był liderem pełną gębą na parkiecie. Po 30. minutach Start prowadził już 18. oczkami.

Ostatnia odsłona to gra na dużym spokoju. Przyjezdni opuścili rękawicę. Przewaga dalej rosła i dało to możliwość trenerowi Dedkowi wpuszczenia na parkiet dwóch juniorów. Swoje minuty po raz kolejny otrzymał Bartłomiej Pelczar. Szansę debiutu dostał również Wojciech Matysek. Ostatnie sekundy to spore rozprężenie i dużo pomyłek. Mecz był już jednak rozstrzygnięty.

Ciężko jednoznacznie ocenić ten pojedynek. Wysoka wygrana, jednak rywal nie powalał swoją siłą. Mimo takiej klasy przeciwnika widać było problemy, które uniemożliwiają triumfy na wyjazdach. Przed trenerem Dedkiem i zespołem sporo pracy. W grudniu czeka ich 6 meczów, które zdefiniują w dużej mierze obecny sezon i cele, o jakie będzie grał Start.

17 listopada o godzinie 19:00 czerwono-czarni zagrają na wyjeździe z Polskim Cukrem Toruń.

POMECZOWY KOMENTARZ ROBERTA SZYMAŃSKIEGO

O meczu z GTK Gliwice:

Do przerwy mecz był zacięty z obu stron. Po zmianie stron trener powiedział nam, że decydujące będzie pierwsze pięć minut. Mieliśmy dalej utrzymywać naszą grę. Wyszliśmy mocno zmotywowani, nasi rozgrywający świetnie obsługiwali wysokich pod koszem, czym rozbijaliśmy obronę gości. Przewaga powiększała się. Każda dobra akcja nas napędzała, przeciwnik zaczął się gubić i dowieźliśmy to zwycięstwo do końca. Ostatnie trzy mecze nam nie wyszły. Potrzebowaliśmy tej wygranej, aby odbudować nasze morale i pewność siebie. Niższi zawodnicy świetnie obsługiwali dzisiaj wysokich graczy. My robiliśmy to, co do tej pory. Ścinaliśmy w stronę kosza, stawialiśmy zasłony. Wielkie brawa dla nich. Taka gra napędza cały zespół, bo łatwe asysty dodają skrzydeł zarówno tym wyższym, którzy punktują, ale również tym, którzy podają. Skupiliśmy się na zespołowej grze. Na wyjazdach tego brakowało, piłka nie krążyła, tylko zawodnicy starali się ją klepać, a jak piłka krąży, to każdemu się łatwiej gra. Uważam, że to było głównym czynnikiem naszej dzisiejszej, wysokiej wygranej. Teraz jedziemy do Torunia i będziemy walczyć jak równy z równym bez żadnych kompleksów. 

O problemach w grze obronnej:

Nie uważam, abyśmy grali słabo na zbiórce i w obronie w tym meczu. Wymuszaliśmy dużo niecelnych rzutów. Problem ze zbiórkami mieliśmy tak naprawdę tylko w pierwszej połowie. Nie ma wątpliwości, że musimy się poprawiać w tym elemencie i wyciągać wnioski z popełnianych błędów. Musimy obejrzeć wideo z tego meczu i jak najbardziej zniwelować pomyłki. W tym spotkaniu pokazaliśmy jednak sporo pozytywnych rzeczy, problem ze zbiórkami był tylko chwilowy.

O trzech porażkach i końcówce z Asseco:

Pogubiliśmy się w końcówkach. To była dobra lekcja dla nas. Tak naprawdę już zapomnieliśmy o tym. Obejrzeliśmy dokładnie te mecze i wyciągnęliśmy wnioski. Przed nami kolejne wyzwania i to na nich musimy się skupić, żeby nasza gra wyglądała dużo lepiej. Ciężko trenujemy w tygodniu i chcemy, żeby to przynosiło owoce w czasie spotkań. Każdy daje z siebie sto procent i jesteśmy pełni optymizmu przed kolejnymi potyczkami w lidze. Wiemy, jak mamy nie grać, aby wygrywać na wyjazdach. Nie możemy grać ospale i mieć fragmentów, kiedy podejmujemy głupie decyzje. Powinniśmy zagrać tak jak np. w dzisiejszym spotkaniu, a nawet lepiej, bo na wyjazdach będzie nam dużo ciężej.

TBV Start Lublin – GTK Gliwice 90:65 (19:18, 28:18, 21:14, 22:15)

Start: Lewis 16, Washington 15, Szymański 11, Mirković 11, Czerlonko 9, Reynolds 8, Dutkiewicz 6, Gospodarek 6, Dziemba 5, Ciechociński 3, Pelczar, Matysek.

GTK: Williams 16, Radwański 11, Morgan 8, Ratajczak 6, Salomonik 5, Pieloch 5, Skibniewski 5, Zmarlak 4, Hooker 4, Piechowicz 1, Jędrzejewski.