Marcin Sasal: Motor to przykurzona marka, którą trzeba odbudować (Wywiad)

Marcin Sasal: Motor to przykurzona marka, którą trzeba odbudować (Wywiad)

Marcin Sasal jest trzecim trenerem, który w sezonie 2016/2017 poprowadzi piłkarzy Motoru Lublin. Nowy szkoleniowiec żółto-biało-niebieskich po raz ostatni na podobnym poziomie rozgrywkowym pracował blisko dziesięć lat temu, ale nie obawia się przeskoku o kilka szczebli w dół. Były coach Pogoni Siedlce wraz z prezesem Leszkiem Bartnickim chcą wprowadzić do klubu z Koziego Grodu nową jakość i usprawnić funkcjonowanie akademii. W wywiadzie dla portalu Lubsport 47-letni coach opowiada m.in. o tym, jak przyciągnąć kibiców na trybuny Areny Lublin, dlaczego zdecydował się przyjąć propozycję z III ligi oraz o planowanej przebudowie zespołu. Zapraszamy do lektury!

Bartosz Biernacki – LUBSPORT.PL: Jak to się stało, że trener z takim CV wylądował w III lidze?

Marcin Sasal: W swoim życiu pracowałem w różnych ligach, może poza B klasą i II ligą. Poziom rozgrywkowy nie ma dla mnie żadnego znaczenia. Ważniejsza jest jakość. Motor ma potencjał. Zarówno kibicowski, ale też, jeżeli chodzi o warunki pracy. To przykurzona marka, którą trzeba odbudować. Wraz z prezesem mamy podobne pomysły jak naprawić ten klub. Ja żadnej pracy się nie boję, więc III liga to dla mnie żadna ujma. Perspektywicznie patrzę wprzód. Spójrzmy choćby na Pogoń Szczecin, gdzie również pracowałem. Zaczynali od IV ligi, a grają w Lotto Ekstraklasie. Widziałem od środka, jak funkcjonował ten kub. Moje doświadczenie w tym przypadku może mieć znaczenie, dlatego dałem się namówić. Lubię ciekawe wyzwania.

O tym, że zostanie Pan trenerem Motoru Lublin, głośno było już w listopadzie ubiegłego roku. Kiedy po raz pierwszy nawiązano z Panem kontakt?

Faktycznie w listopadzie. Potem sprawa umarła, zająłem się czymś innym, ale pewne argumenty przyczyniły się do tego, że wróciliśmy do rozmów. Wspólnie z prezesem przedstawiliśmy koncepcję radzie nadzorczej, wkrótce dowie się o niej także opinia publiczna. Powiem tylko, że chcemy usprawnić akademię. W takim mieście i w takim klubie nie może być problemów z młodzieżowcami. Chcemy, by najzdolniejsi młodzi piłkarze tu zostawali.

Jakie znaczenie dla zaakceptowania propozycji klubu z Lublina miała osoba prezesa Leszka Bartnickiego?

Na pewno bardzo duże. Dużo czasu zajęło, zanim ustaliliśmy koncepcję naszych działań. Z wysokości trybun wspólnie oglądaliśmy mecz z Resovią i zastanawialiśmy się nad tym, co można zrobić. Jestem osobą, która chce mieć duży wpływ na funkcjonowanie klubu i w tym przypadku tak będzie. Firmuję projekt swoim nazwiskiem, nigdy nie pracuję na siłę. W Podbeskidziu Bielsko-Biała mieliśmy rozbieżne zdania z prezesem Wojciechem Boreckim i dlatego się rozstaliśmy. Za to z prezesem Leszkiem Bartnickim mamy bardzo zbieżne poglądy na temat kształtu drużyny. Chcemy wprowadzić zmiany, ale nie mogą one zostać przeprowadzone w pięć minut. Potrzeba czasu.

30 maja 2016 roku przestał Pan pracować w Pogoni Siedlce. Co od tego czasu działo się z Marcinem Sasalem?

Pracuję w Komisji Kształcenia i Licencjonowania Trenerów PZPN, gdzie zajmuję się szkoleniem trenerów. Mam duże doświadczenie, zarówno w pracy z seniorami, jak i z młodzieżą. Wiele nauczyłem się od trenerów niemieckich i holenderskich i chcę przekazać tę wiedzę. Dodatkowo jestem związany z Mazowieckim Związkiem Piłki Nożnej i ze Stowarzyszeniem Trenerów Piłki Nożnej, które próbujemy reaktywować. Przez ten czas na pewno się nie nudziłem.

Po raz ostatni na podobnym poziomie rozgrywkowym pracował Pan blisko dziesięć lat temu. Nie obawia się Pan tego?

Przeglądałem składy z meczów Motoru z Dolcanem Ząbki, który prowadziłem w tamtych czasach. Dwukrotnie zremisowaliśmy 0:0 i w tamtych spotkaniach wystąpiło trzech zawodników, którzy wciąż grają w Lublinie, także nie są to aż tak zamierzchłe czasy. Wiadomo, że będzie to dla mnie nowe doświadczenie. Dość mocno wyspecjalizowałem się w I lidze, gdzie jako trener prowadziłem drużyny w ponad dwustu meczach. Piłka nożna jest na tyle podobna na każdym poziomie, że nie można się obawiać. Chcę przenieść na poziom III-ligowy system gry z wyższych lig, może z nieco mniejszymi obciążeniami. Nazwy klubów i nazwiska zawodników nie mają tu dużego znaczenia. Przymierzając się do pracy w Motorze, zakryłem dwie jedynki rzymskie, żeby to lepiej wyglądało (śmiech).

Pański poprzednik, trener Jacek Magnuszewski, jest zdania, że w Motorze potrzebne jest przewietrzenie szatni. Podziela Pan ten pogląd?

Efekty naszych działań będą widoczne być może już na pierwszych zajęciach. Szanuję opinie poprzednich trenerów. Po nieudanej pracy szkoleniowcy często nie chcą się wypowiadać. Trener Jacek Magnuszewski to zrobił, ale ja wszystko przyjmuję jednym uchem, a drugim wypuszczam. Być może mój poprzednik ma rację, ale to tylko być może. Sam muszę się przekonać. Niektórzy piłkarze nie dostaną jednak swojej szansy. Proszę jeszcze o odrobinę cierpliwości.

Czy już na pierwszym treningu możemy spodziewać się nowych zawodników?

Na to liczę. Namawiam piłkarzy, by zdecydowali się dołączyć do Motoru. Ci, którzy grali gdzieś wyżej, kręcą nosem, ale staram się ich przekonać.

Na ile zdążył Pan poznać już drużynę?

Wiadomo, że ten zespół jesienią nie osiągnął takich wyników, jakich wszyscy oczekiwali. W Lublinie panuje przekonanie, że Motor nie ma prawa przegrywać. Wiadomo, że porażki mogą się zdarzyć, ale najważniejszy jest styl. Do wypracowania swojego stylu potrzeba dłuższej pracy. Chcę zbudować tę drużynę po swojemu. Ze swoich obserwacji powiem tylko tyle, że nie podobała mi się organizacja gry zespołu w środku pola.

Czy zamierza Pan osobiście porozmawiać z trenerem Magnuszewskim?

Najpierw muszę poznać ten zespół. Znam się i rozmawiam z trenerem Dominikiem Nowakiem. To mój kolega, a wiadomo, że nie tak dawno pracował w Motorze. Zespół nie jest mi obcy. Tak jak wspominałem, opinie innych trenerów są dla mnie cenne, ale sam muszę wyrobić sobie zdanie na pewne tematy. Podkreślam jednak, że wszystkie opinie są dla mnie cenne. Wczoraj rozmawiałem o pierwszej drużynie z trenerem grup młodzieżowych, który oglądał wszystkie mecze zespołu seniorów.

W rundzie jesiennej wyniki Motoru nie były zadowalające, co przełożyło się na spadek frekwencji. Ma Pan pomysł na to, jak ponownie przyciągnąć kibiców na trybuny?

Oczywiście. Ten pomysł to zwycięstwa i nazwiska zawodników, którzy dołączą do drużyny. Wybiegnijmy w przyszłość. Załóżmy, że w rozgrywkach Pucharu Polski Motor zmierzyłby się z Legią Warszawa. Wówczas stadion byłby zapełniony. Musimy doprowadzić do tego, że na meczach Motoru będzie ciekawie. Jak będą wyniki, zainteresowanie będzie wysokie.

Czy możemy spodziewać się dalszych zmian w sztabie szkoleniowym?

Zostaje z nami trener Karol Herda, który będzie odpowiadał za szkolenie bramkarzy. Mamy podobne zdanie, jeżeli chodzi o pracę z bramkarzami. Do poniedziałku prezes negocjuje warunki kontraktu z asystentami. Wiadomo, kto to jest, ale nie chciałbym mówić o nazwiskach. Ponadto, jesteśmy po rozmowach z dwoma maserami. Obaj od wtorku rozpoczną pracę z drużyną. Po dwóch tygodniach podsumujemy ich działania i zadecydujemy, czy ta współpraca będzie kontynuowana. Musimy poprawić jakość, szczególnie jeśli chodzi o pracę z zawodnikami. Wiosną będziemy mieli węższą kadrę, dlatego tym bardziej musimy zadbać o piłkarzy. Chcemy wyrobić sobie markę, żeby łatwiej było przyciągnąć tu zawodników, a jednocześnie poprawić wizerunek Motoru, bo opinia o klubie nie jest dobra. Trudno zwerbować piłkarza choćby z I ligi, ale może moja osoba w tym pomoże.

Czy będą korekty, jeżeli chodzi o plan sparingów i plan przygotowań zespołu do rundy wiosennej?

Nie. Przyjmuję zasadę, że skoro sparingi są już dograne, to z szacunku do rywali nie będę tego zmieniał. Nie chcę rujnować nikomu planu przygotowań. Dodatkowo rozegramy dwa sparingi z rywalami z regionu. Chcemy poznać potencjał zawodników i zobaczyć ich w akcji. Nie przeszkadza nam, że zmierzymy się z IV-ligowcami. Nie mamy aspiracji, by na tym etapie zmierzyć się z drużyną z wyższego poziomu.

Jaki cel został przedstawiony przed Marcinem Sasalem w momencie obejmowania posady trenera Motoru Lublin?

Cel jest prosty. Za półtora roku Motor ma grać w II lidze. Nie ma znaczenia, czy to wydarzy się już za pół roku, czy za półtora. Prezes i ja nie będziemy obiecywali żadnych planów pięcioletnich. Wiemy, że nie mamy czasu, dlatego półtora roku, to absolutne maksimum. Proszę pamiętać, że trener nie wygrywa meczów. Prezes i właściciel klub wiedzą, co muszą zrobić ze swojej strony. Przede wszystkim należy zadbać o jakość zawodników. Poważniejsze sprawy będziemy musieli załatwić latem.