Żadnego zabitego, za to dwóch rannych. Eko z Sokołem na remis

Żadnego zabitego, za to dwóch rannych. Eko z Sokołem na remis

Wygrana 2:1 z Chełmianką w rozgrywkach Pucharu Polski ChOZPN z pewnością rozbudziła apetyty kibiców Eko Różanka na kolejne triumfy. Gdy w niedzielę na Eko Arenie pojawił się Sokół Adamów, zielono-żółci uchodzili za faworyta potyczki. Tym razem niespodziankę sprawili podopieczni Dariusza Dziewulskiego, urywając gospodarzom dwa oczka. Podział punktów bardziej ucieszył miejscowych. Jarosław Romaniuk musiał sobie radzić bez Władysława Magdysza, Sławomira Skorupskiego i Patryka Błaszczuka. Z kolei Sokół potwierdził, że wciąż jest groźniejszy na wyjazdach niż w Adamowie. Co więcej, opiekun przyjezdnych czuł duży niedosyt po spotkaniu, żaląc się na – jego zdaniem – błędne decyzje sędziowskie.

POMECZOWE KOMENTARZE

Antoni Kruk (kierownik Eko Różanka): – Byliśmy mocno zmęczeni po meczu z Chełmianką, który był w środę. Zostawiliśmy na boisku dużo zdrowia. Pojawił się jeszcze dodatkowy problem, bo zabrakło kilku zawodników z podstawowego składu. Sławomir Skorupski jest kontuzjowany, Władysław Magdysz musiał wyjechać do rodziny, ponieważ urodziło mu się dziecko. Natomiast Patryk Błaszczuk uległ wypadkowi. Wracał wczoraj samochodem z Lublina i łoś wyszedł mu na drogę. Uderzył w niego autem i zaliczył dachowanie. Dzięki Bogu nic się nie stało, ale Patryk jest w szpitalu. Nagle trzech ludzi wypada ze składu… i jest problem. Najważniejsze, że jakoś pozbieraliśmy się po tych stratach osobowych. Co do samego meczu, pierwszy groźny strzał oddał w 15. minucie Wojtek Więcaszek. W 30. minucie Kuba Gołąb strzelił z rogu, a bramkarz złapał piłkę w koszyczek i w zasadzie sam wsadził sobie ją pod krótki słupek. Zrobiło się 1:0. Potem w 36. minucie z wolnego ładnie uderzył Paweł Jędrzejuk, ale golkiper wypluł piłkę, dobijał to jeszcze Karol Sobów, a ten znakomicie to wybronił. Następnie w 40. minucie Więcaszek podawał do Pavlo Sheluka. Jego strzał niestety też został obroniony. Potem bramkę zdobył Adamów. Adam Wiraszka urwał się bokiem, uderzył po długim rogu i było 1:1. W 70. minucie Więcaszek pięknie wrzucił piłkę w pole karne, a po długim rogu strzelił Łukasz Jankowski, tyle że trafił w poprzeczkę. Piłkarze Sokoła zobaczyli, że jesteśmy podmęczeni i zaczęli strasznie dużo biegać. My byliśmy wolniejsi, w dodatku boisko było tragiczne. Niestety trzeba było rozegrać ten mecz, żeby już go nie przekładać. Powiem jedno: biorąc pod uwagę aspekt sportowy, bardzo cieszę się, że jest 1:1, a nie 1:2. Cieszymy się z tego punktu, chociaż byliśmy faworytem u siebie, może nie zdecydowanym, ale byliśmy. Sokół na pewno zasłużył na remis. Pomimo tego, że mieliśmy kilka sytuacji, to liczy się przecież to, co zostaje w siatce. Trzeba oddać przeciwnikowi chwałę. Goście starali się przez całe 90 minut. Z reguły nie oceniam pracy sędziów, lecz w tym meczu nie miałem zastrzeżeń do ich postawy, bo nie popełnili kardynalnych błędów, które wypaczałyby wynik. Rywale zobaczyli, że mogą nas ograć i rzeczywiście pojawiło się parę spornych sytuacji. W pewnym momencie sędzia nie wytrzymał, bo zwracał wcześniej kilka razy uwagę rywalom, ponieważ trochę się denerwowali. To normalne w piłce, arbiter jest rozjemcą i musi podejmować decyzje. Po drugiej stronie trenerem był młody człowiek, więc mógł się zdenerwować, a ja już mam swoje lata, więc inaczej reaguję (śmiech). Interpretacja spalonego w końcówce była słuszna. Powiem wprost: moim zdaniem sędzia gwizdał tak samo dla nich, jak i dla nas.    

Dariusz Dziewulski: – Gra układa nam się lepiej i jesteśmy bardziej efektywni na wyjazdach niż u siebie. W dzisiejszym spotkaniu przy odrobinie szczęścia mogliśmy wywieźć z Różanki trzy punkty. W pierwszej połowie badaliśmy rywala, ale w drugiej odsłonie przewaga mojego zespołu była już zdecydowana. Zabrakło nam tylko kropki nad „i”. W trakcie meczu zmieniliśmy ustawienie na bardziej ofensywne. Przegrywaliśmy już wtedy 0:1, więc nie broniliśmy wyniku, bo nie było czego bronić. Do przodu został przesunięty Adam Wiraszka. Zagraliśmy na trzech napastników. Efektem tego zabiegu była właśnie bramka Adama. W końcówce zrobiło się nerwowo. Mieliśmy rzut wolny, po którym piłka wpadła do siatki, trafił Bartek Goździołko, ale arbiter odgwizdał spalonego. Mam troszeczkę zastrzeżenia do sędziów, z tego względu, że ich inicjatywa była za bardzo po stronie gospodarzy. Po prostu sędziowali po gospodarsku i o to mam żal. W jednej sytuacji Karol Borkowski był mocno przytrzymywany za koszulkę w polu karnym i upadł na murawę. Wiedział, jak się zachować w takich okolicznościach i przypuszczam, że każdy napastnik tak by się zachował. Arbiter był bardzo blisko tego wydarzenia, ale tego nie zauważył. Największy żal mam o tę decyzję. Zagraliśmy bardzo dobre spotkanie i mamy niedosyt. Chłopaki mówili mi to samo w szatni, gdy analizowaliśmy mecz na gorąco. Cieszymy się chociaż z tego jednego punktu. Wiosna będzie ciężka, ale wszystko przed nami.

NASTĘPNA KOLEJKA

W 16. serii gier Eko zagra przed własną publicznością z liderem, czyli kraśnicką Stalą. Z kolei Sokół uda się do Żmudzi na spotkanie z tamtejszą Victorią, a jednocześnie sąsiadem w tabeli IV ligi lubelskiej. Oba mecze odbędą się wiosną przyszłego roku.

Eko Różanka – Sokół Adamów 1:1 (0:0)
Bramki: Jakub Gołąb 30’ – Adam Wiraszka 67’    

Eko: Witkowski – Prus, Żakowski, Jędrzejuk, Kruk (46’ Romaniuk) – Bartnik (80’ Mikulski), Walaszek (60’ Jankowski), Sobów, Sheluk – J. Gołąb (85’ Łobko), Więcaszek.

Sokół: Dzido – K. Nowicki (70’ P. Nowicki), Szymański, Zdunek, Łukasik – Wiraszka, Goździołko, Cąkała (80’ Mat. Baran, 88’ Grochowski), Buga, Sokołowski – Borkowski.

Żółte kartki: Paweł Jędrzejuk – Marcin Sokołowski.  
Sędziował: Tomasz Ostrowski (Zamość).