Pech dalej trwa. Górnik o włos od podbicia Sosnowca

Pech dalej trwa. Górnik o włos od podbicia Sosnowca

– Wierzę w mój zespół. (…) Zagłębie Sosnowiec jest drużyną, która lubi grać w ofensywie, ale trochę mniej w defensywie. Spróbujemy to wykorzystać – mówił tuż przed spotkaniem Sławomir Nazaruk. W ostatniej kolejce rundy jesiennej Górnicy zaprezentowali solidny futbol i zremisowali z faworyzowanym Zagłębiem 2:2. Choć jest to już dziewiąty mecz z rzędu, w którym łęcznianie nie potrafili wygrać, to z pewnością pozostawili po sobie dobre wrażenie.

Gracze z Lubelszczyzny przystąpili do spotkania z Zagłębiem z dwoma zmianami w składzie. Na ławce usiedli Dariusz Jarecki i Radosław Pruchnik. Na ich miejsce do podstawowego składu wskoczyli Tomasz Makowski i Filip Szewczyk. Jako najbardziej wysunięci zawodnicy zagrali Grzegorz Bonin i Patryk Szysz.

Zielono-czarni już od pierwszych minut ruszyli na rywala. W 4. minucie strzał Bonina z pierwszej piłki z trudem na rzut rożny wybił Dawid Kudła. Po chwili przyjezdni cieszyli się już z bramki. Po dograniu z kornera najlepiej w polu karnym odnalazł się Arkadiusz Kasperkiewicz. 23-latek wykorzystał błąd Szymona Lewickiego i pewnym strzałem po ziemi otworzył wynik. W 13. minucie zagotowało się w polu karnym Górnika. Najpierw defensywa łęcznian zablokowała strzał Lewickiego, a potem dobitkę Arkadiusza Jędrycha. Następnie w sytuacji sam na sam znalazł się Vamara Sanogo. Francuz nazywany sosnowieckim Anthonym Martialem spudłował, nieudolnie próbując lobować Sergiusza Prusaka. Bohaterem następnych wydarzeń boiskowych był Adam Banasiak. Popularny Banan najpierw uderzał z rzutu wolnego, ale jego strzał nie zrobił większego wrażenia na Prusaku. Gdy Górnik wyszedł z kontrą, zawodnik Zagłębia popełnił fatalny błąd w obronie, dzięki czemu Szysz znalazł się w idealnej sytuacji, mając przed sobą praktycznie tylko Kudłę. Niestety, 19-latek nie potrafił zaskoczyć dobrze dysponowanego golkipera. Sosnowiczanie atakowali, próbując strzelać z dystansu (strzały Tomasza Nawotki i Banasiaka), ale czas mijał, a wynik nie ulegał zmianie. W 39. minucie Łukasz Tymiński świetnie wypatrzył Bonina. Ten zwiódł Mateusza Cichockiego i kąśliwie uderzył. Na posterunku stał jednak Kudła, którego nie zaskoczyła także poprawka Roberta Pisarczuka. W samej końcówce pierwszej odsłony po strzale Tomasza Nowaka piłka odbiła się od ręki Kasperkiewicza. Sędzia Piotr Idzik bez wahania podyktował jedenastkę, tyle że obrońca z Łęcznej wyraźnie trzymał rękę przy ciele i nie powiększył obrysu ciała. Niemniej, rzut karny w stylu Roberta Lewandowskiego wykorzystał Lewicki.

W pierwszej odsłonie Górnicy grali swoje, a wśród gospodarzy najlepiej wyglądał ich dwunasty zawodnik, czyli… kibice, którzy co raz skandowali ”Sosnowiec! Sosnowiec!”. Mniej do powiedzenia mieli sami piłkarze z województwa śląskiego, ale po wątpliwej jedenastce schodzili na przerwę z wynikiem 1:1.

W ciągu następnych 45 minut znów nacierali gracze z Sosnowca. Groźnie było choćby w 57. minucie, kiedy to Konrad Wrzesiński w sobie wiadomy sposób spudłował w doskonałej sytuacji. W szeregach Górnika na boisku pojawili się Jarecki i Filip Karbowy. Kluczową rolę odgrywał wciąż Kasperkiewicz, który doskonale wyłączył z gry Sanogo. Po drugiej stronie wykazywał się Kudła, który w kapitalnym stylu wybronił strzał ze szczupaka wspomnianego Jareckiego. Jednak w 67. minucie nie miał już szans przy świetnym uderzeniu z woleja Rafała Kosznika. Były reprezentant kraju przymierzył po dograniu z rzutu rożnego. Choć piłkę po drodze musnął jeszcze Banasiak, to strzał był na tyle soczysty, że golkiper Zagłębia nie sięgnął futbolówki. Kilka minut później role się odwróciły. Po z pozoru niegroźnym przecinającym defensywę Górnika podaniu piłka odbiła się między obrońcami łęcznian niczym między pachołkami. Wślizgiem interweniował Kasperkiewicz i niefortunnie nabił Kosznika, a ten zaliczył swojaka. Nim więc zielono-czarni zdążyli nacieszyć się prowadzeniem, było już 2:2. Na 15 minut przed końcem regulaminowego czasu gry groźnie strzelał Bonin, a następnie Karbowy. W 85. minucie trzecią bramkę po stałym fragmencie gry mogli zdobyć przyjezdni. Tym razem w dogodnej sytuacji z pierwszej piłki spudłował wprowadzony chwilę wcześniej Sebastian Szerszeń. W tej sytuacji kolejnym genialnym dograniem popisał się Tymiński. W doliczonym czasie gry nie działo się już nic godnego uwagi prócz nieporadnej próby z dystansu autorstwa Zarko Udovicicia. Szósty remis Górnika stał się faktem.

Nie wymyśliłby prochu ten, kto po spotkaniu stwierdziłby, że łęcznianie znów nie potrafili wygrać, bo brakowało im tyleż skuteczności, co zwykłego boiskowego szczęścia. Zagłębie wyrównało klubową serię dziewięciu meczów bez porażki, którą wyśrubowało jeszcze za czasów pracy Jacka Magiery. Na przeciwległym biegunie znajdują się Górnicy, którzy spędzą przerwę zimową w strefie spadkowej.

W następnej kolejce Górnik Łęczna zmierzy się u siebie z Wigrami Suwałki. Spotkanie odbędzie się wiosną przyszłego roku.

Zagłębie Sosnowiec – Górnik Łęczna 2:2 (1:1)
Bramki: Szymon Lewicki 45+1′ (rzut karny), Rafał Kosznik 71′ (gol samobójczy) – Arkadiusz Kasperkiewicz 4′, Rafał Kosznik 67′

Zagłębie: Kudła – Sulewski, Jędrych, Cichocki, Udovicić – Wrzesiński (86′ Łuczak), Banasiak, Nowak, Nawotka (59′ Mularczyk) – Sanogo (73′ Nuno Malheiro), Lewicki.

Górnik: Prusak – Pisarczuk, Sosnowski, Kasperkiewicz, Kosznik, Szewczyk (62′ Jarecki) – Makowski, Tymiński, Sasin (62′ Karbowy) – Bonin, Szysz (80′ Szerszeń).

Żółte kartki: Konrad Wrzesiński, Vamara Sanogo, Nuno Malheiro – Robert Pisarczuk, Filip Szewczyk, Rafał Kosznik, Arkadiusz Kasperkiewicz.
Sędziował: Piotr Idzik (Poznań).