Rykoszet na wagę trzech punktów

Rykoszet na wagę trzech punktów

Tomasovia Tomaszów Lubelski na koniec rundy jesiennej zachowała bezpieczny dystans do podium i wygrała na własnym boisku z Kłosem Chełm. O zwycięstwie niebiesko-białych zadecydowała niefortunna interwencja Łukasza Adamskiego, który zaliczył trafienie samobójcze. Trener przyjezdnych – Andrzej Krawiec – żałował, że nie udało się urwać punktów gospodarzom. Przed zimową przerwą obie drużyny zakotwiczyły w pierwszej szóstce IV-ligowej stawki (Tomasovia – 4. miejsce, a Kłos – 6.).

POMECZOWE KOMENTARZE

Piotr Orzechowski (kierownik Tomasovii Tomaszów Lubelski): – Mecz był ciężki, nie brakowało walki. Nierówne boisko nie ułatwiało gry. Wczoraj rywalizowali na tej murawie juniorzy, co też zrobiło swoje. Zły stan podłoża sprawiał, że ciężko było operować futbolówką. Wydaje mi się, że z przebiegu spotkania mimo wszystko zasłużyliśmy na zwycięstwo. Byliśmy częściej w posiadaniu piłki i mieliśmy optyczną przewagę. Mogliśmy nawet strzelić więcej bramek. W 45. minucie w stuprocentowej sytuacji nie trafił Tomasz Kłos. Ostatecznie byliśmy o jednego gola lepsi. O końcowym rezultacie zadecydowały tak naprawdę detale. To był po prostu mecz walki.

Andrzej Krawiec: Nie było to super widowisko, ale uważam, że mój zespół zagrał ambitnie. Przyjechaliśmy do Tomaszowa Lubelskiego, żeby rozegrać otwarte spotkanie. Nie cofnęliśmy się zdecydowanie pod pole karne, a próbowaliśmy coś wykreować. Stworzyliśmy sobie kilka sytuacji. Może nie było ich dużo, ale tanio skóry nie sprzedaliśmy. Przy pierwszej bramce dla rywali zawodnik chciał dośrodkować z bocznej linii. Uderzył piłkę prawie z zerowego konta i strzelił gola. Odpowiedzieliśmy szybko trafieniem Patryka Gierczaka. Drugi gol dla Tomasovii padł po ewidentnym rykoszecie. Jeden z graczy kopnął piłkę z 30 metrów w stronę bramki. Ta odbiła się od Łukasza Adamskiego i zmyliła bramkarza. Tak naprawdę Tomasovia stworzyła sobie jedną stuprocentową sytuację pod koniec pierwszej połowy. Natomiast w drugiej odsłonie był to mecz walki. W mojej ocenie remis byłby sprawiedliwszy. Zagraliśmy w nieco przemeblowanym składzie. Mieliśmy kilka kontuzji, a część zawodników nie mogła przyjechać. To nas wcale nie usprawiedliwia. Mimo wszystko zmiennicy pokazali się z niezłej strony.

NASTĘPNA KOLEJKA

W następnej serii gier Tomasovia podejmie MKS Ryki, z kolei Kłos będzie pauzował. Mecz tomaszowian odbędzie się wiosną przyszłego roku.

Tomasovia Tomaszów Lubelski – Kłos Chełm 2:1 (1:1)
Bramki: Marcin Żurawski 9’, Łukasz Adamski 72’ (gol samobójczy) – Patryk Gierczak 11’ 

Tomasovia: K. Krawczyk – Szuta, Piątkowski, Karwan, Tetych – Żurawski, Staszczak, Karólak (75’ Mruk), Baran (87’ Łeń) – Kłos (63′ Świątek) , Gęborys (46’ Krosman).  

Kłos: Porzyc – Adamski, Kowalski, Poznański, Ciechoński – P. Gierczak (72’ K. Gierczak), Siatka, Bala (46’ Stepaniuk), Chmiel, Bryk (53’ Wojtal) – Drzewicki.

Żółte kartki: Damian Szuta, Tomasz Kłos, Paweł Piątkowski – Michał Siatka, Alan Chmiel, Kacper Kowalski, Krystian Gierczak
Sędziował: Michał Wasil (Lublin).