King Szczecin koronował się w hali Globus

King Szczecin koronował się w hali Globus

W ramach 9. kolejki Polskiej Ligi Koszykówki TBV Start Lublin zmierzył się we własnej hali z drużyną King Szczecin. Po bardzo dobrej pierwszej kwarcie w wykonaniu gospodarzy, z każdą minutą coraz mocniej uwidoczniała się przewaga przyjezdnych, którzy zaliczyli premierowe zwycięstwo na wyjeździe (81:77) i sprawili, że hala Globus nie jest już niepokonaną twierdzą czerwono-czarnych.

W czwartek działacze TBV Startu Lublin potwierdzili pierwsze wzmocnienie w trakcie tego sezonu. W celu załatania dziury po Mateuszu Dziembie, którego czeka dłuższa pauza, lublinianie sprowadzili Jakuba Zalewskiego. Zawodnik ten przez długie lata był związany z Radomiem, a w bieżącej kampanii reprezentował barwy I-ligowej Siarki Tarnobrzeg.

Spotkanie rozpoczęło się nieźle dla podopiecznych Davida Dedka. Dobra obrona i skuteczny atak, agresywna walka na tablicach. Krótko mówiąc, postawa Startu zwyczajnie mogła się podobać. Przyzwoicie prezentowali się liderzy. Chavaughn Lewis i James Washington zdobyli 17 z 23 punktów w pierwszej kwarcie. Goście nie mieli recepty na tak skuteczną grę i przegrywali 14:23.

Na drugą ćwiartkę ciężko było patrzeć. Była ona zupełnym przeciwieństwem pierwszej odsłony. O ile jeszcze sam początek był niezły, to z każdą minutą obie drużyny popełniały coraz więcej błędów. Grę uspokoił dopiero Paweł Kikowski. Były reprezentant Polski rzucił siedem punktów w tej części meczu i sprawił, że większość strat została odrobiona. King Szczecin coraz lepiej spisywał się w ofensywie i znalazł sposób, aby bronić akcje gospodarzy. Dobrą zmianę dał Michael Gospodarek, jednak to było za mało, aby utrzymać wysokie prowadzenie. Do przerwy było tylko 34:30 dla Startu.

Trzecia kwarta tego meczu w znaczącym stopniu przyczyniła się do porażki czerwono-czarnych. Goście zwyciężyli dziewięcioma punktami. Ponownie skuteczny do bólu był Kikowski, który trafiał praktycznie każdy rzut, jaki oddał. Przyjezdni zaczęli dominować na tablicach, a ostatnie trzy minuty wygrali 8:3.

Początek ostatniej ćwiartki to ponownie lepsza gra koszykarzy ze stolicy województwa zachodniopomorskiego. Zawodnicy Mindaugasa Budzinauskasa wciąż utrzymywali dobry poziom z trzeciej kwarty. Ostatnie minuty meczu to już rywalizacja punkt za punkt. Mądra gra, skuteczne wyprowadzanie z równowagi Lewisa i Washingtona przez Taurusa Jogelę i Sebastiana Kowalczyka przynosiło skutki. Start próbował i część rzutów znajdowała drogę do obręczy, co pozwoliło gospodarzom utrzymać się w grze do samego końca. Ostatnie fragmenty to agresywna obrona lublinian na całym placu, faule i rzuty osobiste. Taka postawa sprawiła, że czerwono-czarni odrobili część strat, jednak po 40 minutach rywalizacji to goście mieli cztery punkty więcej i wygrali 81:77.

Najskuteczniejszymi zawodnikami na parkiecie byli Lewis i Kikowski. Obaj mieli po 23 punkty i trzy asysty. Jogela była bliski double double, bo do 17 punktów dorzucił dziewięć zbiórek, co było najlepszym wynikiem w drużynie ze Szczecina. Washington do 16 oczek dodał 10 asyst, jednak brakowało jego celnych rzutów w ważnych momentach. Przyzwoicie na tle podkoszowych ze Szczecina wypadł Darryl Reynolds. Osiem punktów, siedem zbiórek i 4/4 z gry.

Dla Startu była to już szósta porażka w dziewiątym meczu Polskiej Ligi Koszykówki. Po piątkowych spotkaniach lublinianie wciąż zajmują 12. miejsce w tabeli.

Kolejna potyczka graczy Davida Dedka to wyjazd na Pomorze i starcie z Treflem Sopot. To spotkanie odbędzie się 9 grudnia o godzinie 17:00.

POMECZOWE KOMENTARZE

Paweł Kikowski (koszykarz King Szczecin): Start grał lepiej w pierwszej kwarcie, natomiast nam nie wychodził atak. W drugiej kwarcie zmieniliśmy obronę na swoją normalną i to poskutkowało, wróciliśmy do gry przed przerwą. W szatni czuliśmy krew, wiedzieliśmy, że można to spotkanie wygrać. W drugiej połowie wyszliśmy na prowadzenie i zupełnie niepotrzebnie doprowadziliśmy do nerwowej końcówki. Cóż taki jest sport, koszykówka to gra runów, jak to mówią Amerykanie i my dzisiaj mieliśmy lepsze runy. To nasze pierwsze zwycięstwo na wyjeździe, bardzo nas to cieszy, szczególnie że teraz czeka nas daleka podróż, a z pewnością milej wraca się z wygraną.

Łukasz Diduszko (koszykarz King Szczecin): Bardzo nas cieszy ta wygrana, bo to nasze pierwsze zwycięstwo na wyjeździe. Bardzo chcieliśmy w końcu przełamać się na wyjazdach. Mocno się do tego przygotowywaliśmy. Wiedzieliśmy, że w dzisiejszym meczu nie będzie łatwo. W pierwszej kwarcie Start zagrał naprawdę mocne zawody. Nie poddaliśmy się. Po słabym początku odrobiliśmy straty w drugiej kwarcie. Już wtedy wiedzieliśmy, że możemy powalczyć z lublinianami, a od trzeciej ćwiartki, że można tutaj wygrać. Daliśmy rzucić gospodarzom tylko dziewięć punktów w trzeciej kwarcie. Dobrą obronę zamieniliśmy na dobry atak i to podtrzymywaliśmy w każdej kolejnej akcji. W pierwszej kwarcie mieliśmy problemy, bo zespół Startu zagrał nieco inaczej, niż się tego spodziewaliśmy. Potrzebne było przemeblowanie naszej strategii, co przyniosło korzyści. Staraliśmy się grać łatwą, prostą i skuteczną koszykówkę. Cieszymy się, że w ważnych momentach udało nam się zatrzymać dwóch liderów gospodarzy, czyli Chavaughna Lewisa i Jamesa Washingtona, a także Marcina Dutkiewicza, który grał dobre zawody.

TBV Start Lublin – King Szczecin 77:81 (23:14, 11:16, 9:18, 34:33)

Start: Lewis 23, Washington 16, Dutkiewicz 10, Gospodarek 9, Reynolds 8, Mirković 7, Czerlonko 4, Ciechociński, Zalewski, Szymański.

King: Kikowski 23, Jogela 17, Bartosz 10, Medlock 9, Diduszko 6, Paliukenas 6, Diesiatnikow 5, Kowalczyk 4, Harris 1.