Lu(źne)belskie myśli – #1 Rozgrzewka

Lu(źne)belskie myśli – #1 Rozgrzewka

Nowy cykl na Lubsport! Na początek należy się kilka słów wyjaśnienia. Ot, żeby się nie pogubić i wiedzieć, o co biega. Cykl będzie miał charakter luźnych przemyśleń dotyczących lubelskiego i regionalnego basketu. Co tydzień będę się starał zwrócić Waszą uwagę na element, który mnie w jakiś sposób zainteresował i przedstawić go w kontekście rozgrywek na naszych podwórkach. Premierowa kwestia dotyczy ogólnej kondycji lubelskiej koszykówki.

Jak zapewne zauważyliście, Lublin reprezentują cztery ekipy na różnym szczeblu rozgrywek. Ciężko to wszystko porównać, bo to trochę tak, jakby zestawić obok siebie Kobego Bryanta i jakiegoś amatora podwórkowego. Nie ujmując nikomu, to dwa zupełnie inne światy. Nie znaczy, że gorsze. Po prostu inne. Każdy powinien zarządzać tym, co ma i to najlepiej jak potrafi, a nie patrzeć i zazdrościć innym. Ktoś, kto reprezentuje barwy II-ligowego zespołu, nie powinien czuć się gorszy od zawodnika z NBA. Owszem, warto się inspirować i pracować, aby być coraz lepszym, ale bez popadania w rozpacz.

Wracając do Lublina, warto pochylić się chwilę nad każdą z ekip. W II lidze mamy AZS i rezerwy Startu. Akademicy radzą sobie naprawdę przyzwoicie i hala MOSiR staje się powoli twierdzą, którą mało komu udało się w tym sezonie podbić. Jeśli chodzi o zawodników Andrzeja Dubielisa, to nie będę wchodził w szczegóły, bo chciałem poświęcić im osobny tekst. Na razie są w dolnej części tabeli, ale ostatnio wygrali dość pewnie i oby to był trend.

Pszczółki też grają dość solidnie. Mają dobrą rozgrywającą, która potrafi zdobywać punkty na różne sposoby. Mam wrażenie, że to taka zawodniczka o charakterze first shoot. Zdaje się, że notuje prawie 18 punktów i 4 asysty na mecz. Przeglądając statystyki Basket Ligi Kobiet, zauważyłem, że to całkiem sporo. Są koszykarki, które rozdają prawie 9 kluczowych podań w każdym spotkaniu, ale to odbija się na zdobyczach punktowych, tak więc cieszmy się z tego, co mamy. A mamy 6 miejsce i bilans 7-4. Oby tak dalej.

Na koniec trzeba wspomnieć o TBV Starcie Lublin. Miejsce w tabeli może nie do końca oddaje potencjał tej ekipy, lecz warto chociaż raz zobaczyć duet James Washington-Chavaughn Lewis. Ten drugi jest zresztą liderem w lidze pod względem ilości zdobywanych punktów w każdym meczu. Chciałbym, żeby lublinianie grali jeszcze bardziej zespołowo, bo większość ekip zdaje sobie sprawę, że kluczowe do zwycięstwa z Koziołkami jest zatrzymanie amerykańskiego duetu. Na szczęście od teorii do praktyki jest długa droga, a Lublin się trzyma. Oby trzymał się dalej i wspinał po kolejnych stopniach w tabeli.

Reasumując, fani lubelskiego basketu nie mają powodu do narzekań. BLK i PLK obecne, a II-ligowi akademicy zaczęli naprawdę fajnie. Szkoda trochę młodych chłopaków z rezerw TBV, ale myślę, że w sztabie szkoleniowym są ludzie, którzy wiedzą więcej ode mnie i mają długofalowy plan działania. Nie pozostaje mi nic innego jak zaprosić Was na kolejny odcinek cyklu, a w międzyczasie będziecie mogli przeczytać relacje, zapowiedzi i dużo innych tekstów ze wszystkich dyscyplin. Po(lub)cie sport, bo da się lubić, na Lubelszczyźnie też. Do napisania!