Bartłomiej Kowalik: Będę chciał robić to, co potrafię najlepiej (Wywiad)

Bartłomiej Kowalik: Będę chciał robić to, co potrafię najlepiej (Wywiad)

W szczerej rozmowie z nowym opiekunem Łady 1945 Biłgoraj – Bartłomiejem Kowalikiem – zapytaliśmy naszego rozmówcę o to, czy ciężko będzie mu zastąpić legendę klubu Ireneusza Zarczuka. Szkoleniowiec podzielił się z nami także swoimi przemyśleniami na temat wprowadzania zdolnych juniorów do pierwszej drużyny. Nie zabrakło również pytań o plany zespołu na okres przygotowawczy. Zapraszamy do lektury!

Michał Wójcik – LUBSPORT.PL: Dokładnie od 28 listopada jest Pan już oficjalnie opiekunem Łady 1945 Biłgoraj. W uzasadnieniu tej decyzji wystosowanym przez zarząd klubu czytamy m.in. że ,,zawodnicy wszystkich prowadzonych przez Pana drużyn podnosili swoje umiejętności sportowe”. Zakładając, że ten trend zostanie podtrzymany, na którym miejscu w lidze widzi trener Ładę na koniec sezonu?

Bartłomiej Kowalik (trener Łady 1945 Biłgoraj): Chcielibyśmy uplasować się gdzieś  w środku tabeli, a przede wszystkim utrzymać się w IV lidze. Myślę, że jest to nie tylko mój główny cel, ale też całej społeczności biłgorajskiej i zawodników.

Pański poprzednik – Ireneusz Zarczuk – cieszył się ogromnym szacunkiem w Biłgoraju. Poprowadził zespół w 268 spotkaniach, a jako zawodnik wystąpił w niemal 500 meczach w biało-niebieskich barwach. Czy uważa trener, że zastąpienie żywej legendy klubu stwarza na Panu dodatkową presję?

Na pewno, ponieważ tak jak Pan powiedział, trener Ireneusz Zarczuk jest żywą legendą i tego, co osiągnął z Ładą jako zawodnik i trener nikt nie może kwestionować, ani tym bardziej zapomnieć. Z pewnością ciężko wejść w buty Irka Zarczuka. Myślę, że jakieś porównania między nami się pojawią, natomiast ja będę chciał robić to, co potrafię najlepiej. Mam duży szacunek do Irka. Jesteśmy znajomymi i akurat tak wyszło, że on zrezygnował, a ja wskoczyłem na jego miejsce. Tak czasem w życiu bywa.

Ireneusz Zarczuk w rozmowie z naszym portalem stwierdził wprost, że Pańska nominacja to swoista nagroda za pracę wykonaną z drużyną juniorów młodszych i jednocześnie dodał, że to dobry ruch ze strony zarządu.  

Dziękuję za takie słowa. Mam nadzieję, że moja nominacja będzie z korzyścią dla wszystkich – i dla mojej osoby, ponieważ jest to pewnego rodzaju rozwój zawodowy i przede wszystkim dla Łady Biłgoraj.

Sięgnijmy do początków tego sezonu. Kiedy 19 lipca tego roku w przedsezonowym sparingu wewnętrznym juniorzy młodsi ograli juniorów starszych (2:0), nikt raczej nie sądził, że będzie to omen na następne miesiące. Zespół Krzysztofa Pardo osiągał dużo słabsze wyniki niż Pańscy podopieczni.

Powiem tak: jeśli chodzi o moją grupę juniorów, to naprawdę spotkały się dwa fajne roczniki, bo wcześniej chłopcy grali tak jakby oddzielnie. Mam na myśli to, że juniorzy młodsi połączyli się z juniorami starszymi. Przyznam, że na początku nie wiedziałem, jak to będzie wyglądało, ale okazało się, że ta grupa ma spory talent i dużą chęć do pracy. Jeżeli dalej będą tak podchodzić do swoich obowiązków, to myślę, że będzie to korzystne dla Łady Biłgoraj. Mam nadzieję, że wielu zawodników będzie reprezentować IV-ligową Ładę. Jeżeli chodzi o grupę juniorów starszych, to Krzysiek Pardo miał trochę problemów. Starsi zawodnicy mieli np. wyjazdy zagraniczne, natomiast ci młodsi rzadziej byli w rozjazdach. Nie chcę jednak wynosić jednej grupy nad drugą. Obie wzorowo pracowały podczas obozu w Mielniku (w lipcu tego roku – przyp. red.). Ogromna praca, którą wtedy wspólnie wykonaliśmy, przełożyła się na wyniki w lidze.

W debiucie na ławce trenerskiej seniorów Pański zespół przegrał z Tomasovią (1:4) mimo prowadzenia 1:0 w pierwszej połowie, z kolei w Wojewódzkiej Lidze Juniorów Młodszych również Tomasovia stanęła na drodze do uplasowania się na pierwszym miejscu w rundzie jesiennej. Pół serio, pół żartem zapytam więc, czy można mówić o jakimś fatum?

Myślę, że w tym przypadku nie może być mowy o fatum. Tak się po prostu złożyło. Mecz seniorów dobrze nam się układał, potem pojawiła się kontuzja Grześka Mulawy (w 42. minucie zastąpił go Michał Skubis – przyp. red.). Trochę bojaźliwie zagraliśmy początek tego spotkania. Summa summarum rywale zasłużenie wygrali. W tabeli przeciwnik wyprzedzał nas o kilka pozycji. Podejrzewam, że patrząc przed meczem na jedną i drugą drużynę, mało kto zakładał, że ogramy Tomasovię, aczkolwiek uważam, że różnie mogło się to potoczyć. Natomiast w przypadku juniorów młodszych fakt faktem przegraliśmy z Tomasovią walkę o pierwsze miejsce, tyle że mieliśmy swoje problemy, podobnie jak drużyna juniorów starszych. Część zawodników nie trenowała systematycznie z różnych powodów: szkoła, różnego rodzaju kontuzje itd. Tak naprawdę to mecze rozgrywane w październiku zadecydowały o tym, że zajęliśmy drugą pozycję. Dlatego moim zdaniem nie było to fatum, tylko kwestia tego, że takie były możliwości i stąd tak, a nie inaczej to wyglądało.

Bardzo dobre zawody w tamtym meczu zagrał 17-letni Paweł Świątek, strzelec dwóch bramek dla zespołu z Tomaszowa. Czy w szerszym kontekście odnosi trener wrażenie, że Łada również powinna śmielej stawiać na równie młodych zawodników?

Jestem w Ładzie tak naprawdę pół roku i patrząc z tej perspektywy czasu, mogę powiedzieć, że jeżeli jakiś chłopak będzie się wyróżniał, to w każdej z naszych drużyn szkoleniowiec będzie na niego stawiał. Akurat w Tomasovii trafił się Paweł Świątek i dostał swoją szansę. U nas też trenerzy zawsze robili to samo, jeżeli tylko była taka możliwość. W Ładzie nikt nie patrzy na nazwiska, tylko jeżeli jest zdolny chłopak, to daje mu się możliwość gry.

Trzeba jednak przyznać, że w Biłgoraju myśl o juniorach sięga bardzo głęboko. Sztandarowym dowodem jest zainicjowany w październiku projekt “Karta Piłkarza”, dzięki któremu młodzież Łady może korzystać z różnorodnych zniżek i rabatów. Czy zdaniem trenera tego typu działania mogą się przyczynić również do rozwoju pierwszej drużyny w przyszłości?

Myślę, że tak i właśnie po to robi się tego typu akcje. Zarząd wykonał tę inicjatywę, żeby zachęcić jak najwięcej chłopaków z regionu do gry w naszych barwach. Nie skupiamy się tylko na tym, co mamy w tej chwili. Chcemy też nakłonić zdolną młodzież, przede wszystkim z okolicznych miejscowości, do spróbowania swoich sił. Moim zdaniem, im więcej będzie takich chłopaków, tym wyższy będzie poziom drużyny. To może tylko zaprocentować na rzecz drużyny seniorskiej.

Kończąc kwestię pracy z juniorami, zapytam jeszcze o to, czy zdaniem trenera o niektórych zawodnikach, z którymi pracował Pan w ostatnich miesiącach, warto pomyśleć w kontekście pierwszego zespołu już teraz?

Nie chciałbym wymieniać nazwisk. Mam już swoje przemyślenia. Na tę chwilę kilku zawodnikom można dać szansę. Jest sześciu-siedmiu chłopaków, którzy w ciągu pół roku, czy roku powinni być spokojnie wprowadzani do drużyny seniorskiej. Z pewnością zasługują oni na to, by grać trochę wyżej. Nie będę jednak operował personaliami, bo po prostu mógłbym kogoś pominąć.

Przed wami specyficzny okres przerwy zimowej. Udowodnił trener w ostatnim półroczu, że szybko aklimatyzuje się w nowych warunkach i równie szybko poznaje możliwości swoich podopiecznych. Czy po wstępnym rekonesansie potrafi Pan powiedzieć, które pozycje w zespole seniorów wymagają wzmocnienia?

W tym momencie ciężko mi oceniać, ponieważ do tej pory nie byłem aż tak blisko drużyny seniorskiej. Można powiedzieć, że rozmijaliśmy się z zajęciami. Miałem też wcześniejsze obowiązki i tak naprawdę nie obserwowałem dość uważnie Łady. Jednego dnia przeprowadziłem dwa treningi i poprowadziłem drużynę w jednym meczu z Tomasovią. Dlatego jeszcze mało wiem o zespole. Nie chciałbym mówić teraz o zmianach na konkretnych pozycjach. Myślę, że jest dosyć dużo czasu, żeby poznać drużynę w okresie przygotowawczym. Gdy go przepracujemy, będę już miał większą wiedzę.

Przygotowania do rundy wiosennej rozpoczynacie 8 stycznia. Na co położy trener nacisk w ich trakcie?

Przede wszystkim chciałbym położyć nacisk na wytrzymałość. Będziemy musieli dobrze się przygotować pod tym względem. Ważne, żeby zespół wyglądał dobrze fizycznie. Oczywiście wcześniej nie było pod tym kątem źle, wprost przeciwnie. Po prostu każda drużyna musi się przygotować pod względem wytrzymałości, żeby grać na pewnym poziomie od pierwszej do dziewięćdziesiątej minuty. Uważam, że to jest najważniejsze w tej lidze. Jeżeli uda nam się to zrobić, to myślę, że spokojnie jesteśmy w stanie rywalizować z większością drużyn i wygrywać z nimi mecze.

Co ciekawe, ostatnim punktem Waszego planu sparingowego jest spotkanie ze Stalą Kraśnik (10 marca). Czy to trenerowi zależało na sprawdzeniu się w meczu przeciwko aktualnemu liderowi IV ligi nieco w myśl powiedzenia ,,jak się uczyć, to od najlepszych”? Czy też może ktoś inny miał wpływ na taki, a nie inny kształt terminarza?

Tak, wyszedłem dokładnie z takiego założenia. Co prawda, w początkowej fazie ustalania planu sparingowego nie miałem na to wpływu. Wynikało to z tego, że trener Zarczuk zaplanował te wcześniejsze sparingi. Ja tego nie robiłem, ponieważ zwyczajnie nie wiedziałem, czy będę trenerem. Musiałem z kolei przygotować grafik dla juniorów młodszych i dla Orionu Dereźnia. Duże słowa uznania chciałbym też skierować dla kierownika drużyny Roberta Cybarta. To on zadzwonił do mnie i zapytał, czy chcę, żebyśmy zagrali ze Stalą Kraśnik, bo jest taka możliwość. Jak najbardziej się zgodziłem, ponieważ wolę rywalizować z lepszym przeciwnikiem, dlatego, że nawet gdybyśmy mieli przegrać taki mecz, to będzie z czego wyciągać wnioski.

fot. Kronika Tygodnia