Było tak blisko… Motor na remis w Rzeszowie!

Było tak blisko… Motor na remis w Rzeszowie!

Ten mecz miał ostatecznie odpowiedzieć na pytanie o co piłkarze Motoru Lublin będą walczyli w końcówce tego sezonu? W przypadku porażki, gracze Mariusza Sawy, mogliby stracić szansę na podium. Zwycięstwo dawało im cień nadziei na podłączenie się do walki o pierwszą lokatę. Ostatecznie zawodnicy z Koziego Grodu do domu wracają w mieszanych nastrojach. Przy Hetmańskiej co prawda nie przegrali, ale do pełni szczęścia zabrakło raptem dwóch minut…

Dzisiejszy przeciwnik żółto-biało-niebieskich mocno depcze po piętach Karpatom Krosno i myśląc o nawiązaniu walki o awans – bezwzględnie musiał pokonać Motor. Sztab szkoleniowy lubelskiego zespołu doskonale zdawał sobie sprawę z sytuacji, w jakiej byli rywale. – Presja jest na nich. My chcemy wygrać, oni muszą – mówił Paweł Kamiński. Drugi trener piłkarzy z Koziego Grodu w takim podejściu widział szansę dla swojego zespołu. – Na pewno czeka nas ciężki mecz, ale mamy nadzieję, że może nam się grać trochę łatwiej, bo rywal zagra otwartą piłkę i nie będzie się bronił – tłumaczył coach.

Asystent Mariusza Sawy miał sporo racji, bowiem przeciwnik posłał do gry praktycznie najmocniejszą jedenastkę, w której prym mieli wieść bramkostrzelni napastnicy – Łukasz Szczoczarz i Piotr Prędota. Rzeszowianie nie zamierzali kalkulować, chcąc przerwać dobrą passę przyjezdnych. Piłkarze Motoru w nogach i w głowach mieli jeszcze środowy finał Pucharu Polski LZPN, w którym 2:1 pokonali Lubliniankę. Paweł Kamiński nie jeden raz podkreślał jednak, że żółto-biało-niebiescy do rundy wiosennej przygotowani są bardzo dobrze, więc granie co trzy dni nie stanowi dla nich większych problemów.

W podstawowym składzie lublinian nie zaszło zbyt wiele zmian. Niestety uraz Piotra Karwana okazał się na tyle poważny, że kapitana gości zabrakło dziś na boisku. Zastąpił go Robert Kazubski, który pod nieobecność Walerija Sokolenki – był pierwszym wyborem Mariusza Sawy. Zgodnie z zapowiedziami, od początku grał też Grzegorz Szymanek, a w środku pola operował nie Dawid Ptaszyński, a Piotr Piekarski. Co ciekawe zmiana zaszła również w bramce lubelskiego zespołu. Pomiędzy słupkami stanął bowiem nie Maciej Zagórski i nie Kacper Skrzypek, a nieco zapomniany Paweł Lipiec.

Od pierwszego gwizdka sędziego Piotra Buraka z Zamościa na stadionie w Rzeszowie działo się niewiele. Piłkarzy obu zespołów sparaliżowała chyba nieco stawka tego spotkania, bo płynnych i składnych akcji było jak na lekarstwo. Gra toczyła się głównie w środowej strefie boiska, a żadna z drużyn nie kwapiła się, by na poważnie zagrozić bramce rywala. Lublinianie chcieli zaskoczyć Miłosza Lewandowskiego stałymi fragmentami gry, jednak albo precyzji brakowało Piotrowi Piekarskiemu, albo czujnością wykazywała się defensywa gospodarzy kierowana przez doświadczonych – Arkadiusza Barana i Dominika Bednarczyka. Pierwsze dwa kwadranse meczu były dość wyrównane, jednak z minuty na minutę klarowała się lekka przewaga przyjezdnych. W 20′ gry do akcji ofensywnej lewą flanką podłączył się Ivan Dikij, ale żaden z jego kolegów nie potrafił skorzystać z dobrego zagrania na piąty metr. W kolejnych pięciu minutach swoje sytuacje mieli Paweł Myśliwiecki, Rafał Król i Grzegorz Szymanek, ale wszystkim trzem zdecydowanie brakowało precyzji, a golkiper gospodarzy nie musiał nawet interweniować. Były napastnik m.in. Górnika Łęczna miał z resztą najlepszą okazję, by otworzyć wynik meczu. W 41′ piłkarze Stali Rzeszów w prosty sposób stracili piłkę przy wyprowadzaniu ataku pozycyjnego. Motor przeprowadził szybką kontrę, Szymanek miał przed sobą tylko bramkarza, ale ponownie nie potrafił trafić w światło bramki.

Drugą połowę ponownie lepiej rozpoczęli przyjezdni. Raz jeszcze rzeszowskim kibicom zaprezentował się Szymanek. Tym razem bardzo dobrze wymanewrował Arkadiusza Drożdżala i zagrał piłkę na piąty metr. Tam minął się z nią bramkarz gospodarzy, ale Kazubski nie potrafił trafić do pustej bramki! Kolejne minuty wskazywały na to, że jedni i drudzy nie zadowolą się tutaj remisem. Jeszcze przed przerwą trener Marcin Wołowiec musiał dokonać niewymuszonej zmiany. Na murawie pojawił się Maciej Maślany, który zastąpił Piotra Murawskiego i to właśnie ten zawodnik robił najwięcej “szumu” pod bramką Lipca. Czas upływał, a na tablicy wyników wciąż widniał rezultat 0:0. Ostatni kwadrans dzisiejszego meczu wynagrodził kibicom długie oczekiwanie na prawdziwe emocje. Zaczęło się od nieuznanego gola dla gospodarzy. W 75′ Stal Rzeszów wykonywała rzut rożny. Piłka trafiła na głowę Dominika Bednarczyka, ten przepchnął Dikija i wpakował futbolówkę do siatki. Sędzia Burak zauważył jednak przewinienie na ukraińskim defensorze. Na lublinian podziałało to jak płachta na byka. Motor przeprowadził bowiem szybką kontrę, która skończyła się rzutem wolnym. Do ustawionej na szesnastym metrze futbolówki podszedł Sokolenko i mocnym uderzeniem, obok muru wyprowadził gości na prowadzenie! Po chwili trafieniem odpowiedzieć mogli rzeszowianie. W dobrej sytuacji znalazł się mało widoczny Piotr Prędota, ale Lipiec potwierdził, że nie pamięta już o słabym występie w Wólce Pełkińskiej. W 82′ bramkarz żółto-biało-niebieskich raz jeszcze uratował swój zespół. Tym razem efektowną paradą wybronił uderzenie z rzutu wolnego w wykonaniu Szczoczarza. Bardzo nerwowo na boisku zrobiło się w 85′. Michała Szymańskiego brzydko sfaulował Szymanek. Ofensywny zawodnik gości obejrzał czerwoną kartkę, a na murawie doszło do przepychanek. Po tej sytuacji oba zespoły kończyły mecz w dziesiątkę, bo napastnik Stali – z powodu urazu – nie wrócił już do gry. Rozpaczliwie broniących się graczy Mariusza Sawy pokarał w 92′ wspomniany Maślany. Wychowanek Stali Sanok dośrodkowywał piłkę z rzutu wolnego. Mimo, że do bramki Pawła Lipca było około czterdzieści metrów udało mu się zdobyć gola bezpośrednio ze stałego fragmentu gry! Spory udział przy tym trafieniu miał jednak bramkarz żółto-biało-niebieskich, który źle obliczył tor lotu futbolówki i dał się zaskoczyć. Rzeszowianie mogli jeszcze rozstrzygnąć ten mecz na swoją korzyść, jednak Szczoczarz nie wykorzystał dogodnej okazji w doliczonym czasie gry.

W 28. kolejce Motor wraca na własny obiekt. Na Arenie Lublin żółto-biało-niebiescy zmierzą się z Orlętami Radzyń Podlaski. Ten mecz zostanie rozegrany w sobotę (2 maja), o 19:00.

Stal Rzeszów – Motor Lublin 1:1 (0:0)
Bramki:
Maciej Maślany 90+2′ – Valerij Sokolenko 79′

Motor: Lipiec – Falisiewicz, Sokolenko, Kazubski, Dikij – Piekarski, Król, Szymanek – Stachyra (90′ Paluch), Myśliwiecki (84′ Mroczek), Świech.

Czerwona kartka: Grzegorz Szymanek 85′ (za faul)
Sędziował: Piotr Burak (Zamość).