Azoty pewnie pokonały Śląsk

Azoty pewnie pokonały Śląsk

Nie było absolutnie żadnej niespodzianki w meczu 2. kolejki PGNiG Superligi pomiędzy Azotami a Śląskiem. Jednak czy mogła być mowa o sensacji, gdy goście przyjeżdżają w dziewięciu zaledwie dziesięć minut przed pierwszym gwizdkiem? Mimo wszystko jednak Śląsk postawił się Azotom.

Śląsk Wrocław zagrał przeciwko KPR-owi Legionowo niezwykle ambitnie i w dość okrojonym składzie. Wówczas w składzie znalazło się dziesięciu graczy, dziś – zestawienie było jeszcze bardziej niepełne. Co ciekawe, na parkiet w Puławach, goście wybiegli o 17:50 – dziesięć minut przed planowanym pierwszym gwizdkiem. Start został opóźniony o dwadzieścia minut. Co ciekawe – goście już o 16:28 anonsowali swój przyjazd nad Wisłę na facebookowym fanpage'u.

Ryszard Skutnik w środę nie skorzystał z usług Jakuba Krupy, który wciąż zmaga się z urazem kolana. Mimo to do gry została desygnowana pełna szesnastka  – znów między innymi z Mateuszem Antolakiem Kamilem Mielczarskim. Wyjściowa siódemka niczym nie różniła się od tej, którą desygnowano do gry przeciwko Górnikowi Zabrze trzy dni temu.

Na pierwszego gola dla gospodarzy przyszło fanom w hali MOSiR czekać blisko dwieście sekund. Wynik po stronie gości otworzył wcześniej Jakub Łucak, któremu odpowiedzieli Nikola Prce oraz dwukrotnie (w tym raz z rzutu karnego) Jan Sobol. Goście prezentowali się całkiem korzystnie, bo w pierwszym kwadransie ani razu nie przegrywali wyżej niż trzema bramkami.

W 16. minucie wrocławianie zdobyli nawet gola kontaktowego na 8:7. Puławscy szczypiorniści grali w środę z pewnością nie na miarę swoich możliwości. Skutnik próbował dokonywać zmian, wpuszczając między innymi Pawła Grzelaka Rafała Przybylskiego. Handicap Azotów powoli się zwiększał, a na przerwę brzmiał 15:9. Sobol trafił niemal równo z syreną kończącą pierwszą odsłonę.

Sześć goli straty Śląska to rezultat jak najbardziej zgodny z oczekiwaniami, choć samo spotkanie stało na przeciętnym poziomie. Fani klubu z Puław mogli jednak liczyć na to, że ich pupile będą „odjeżdżać” – Piotr Przybecki do Puław przywiózł dwóch zmienników z pola, a dodatkowo lider – Michał Adamuszek miał na koncie dwie kary. Choć pierwsze dwa gole zdobyli gospodarze, to pierwsze minuty drugiej odsłony miały dość niespodziewany przebieg – w pewnym momencie było już tylko 19:14.

Kwadrans przed końcem Azoty wygrywały sześcioma bramkami. Różnica byłaby mniejsza, gdyby nie dwukrotnie interweniujący po rzutach karnych Sebastian Zapora. Skutnik dawał pograć zmiennikom, a ci raz po raz przegrywali pojedynki z Krzysztofem Szczeciną lub zbyt wcześnie oddawali rzuty. Zapora i Szczecina grali zresztą oddzielny mecz – przez ponad siedem minut gracze z pola zdobyli bowiem zaledwie jedną bramkę. W 49. minucie było 23:16, a mecz zakończył się wynikiem 26:20.

Za trzy dni dla puławian prawdziwy sprawdzian – mecz z Orlen Wisłą w Płocku.

Azoty Puławy – Śląsk Wrocław 26:20 (15:9)

Azoty: Bogdanow, Zapora – Orzechowski 5, Sobol 4, Prce 4, Krajewski 4, Masłowski 4, Petrovsky 2, Kuchczyński 2, Kubisztal 1.
Karne: 3/4
Kary: 8 minut (Kowalczyk, Kubisztal, Przybylski, Grzelak – po 2 min.)

Śląsk: Szczecina – Zabić 5, Adamuszek 4, Łucak 3, Golubović 3, Białaszek 2, Andreou 1, Koprowski 1, Witkowski 1.
Karne: 0/3
Kary: 6 minut (Adamuszek – 4 min., Koprowski – 2 min.)

Widzów: 600
Sędziowali: Jacek Moskalczyk i Marcin Pazdro (Podkarpacki ZPR)

0 0 vote
Article Rating