Azoty zdobyły Kobierzyce

Azoty zdobyły Kobierzyce

Jedenaste zwycięstwo w sezonie ligowym odniosły we wtorek puławskie Azoty. Podopieczni Ryszarda Skutnika wygrali w Kobierzycach z piętnastokrotnym mistrzem Polski, a obecnie przedostatnim zespołem ligowej tabeli – Śląskiem Wrocław 38:27.

Bukmacherzy nie dawali we wtorek „gospodarzom” (pojedynek rozgrywano na niemal neutralnym terenie w Kobierzycach) praktycznie żadnych szans. Analitycy rynkowi przewidywali zwycięstwo przyjezdnych co najmniej dziesięcioma golami, a triumf Śląska wyceniali bardzo wysoko – nawet 25:1. Tak zdecydowanym – według „buków” – faworytem Azoty nie były chyba nigdy.

Pierwsze minuty w żadnym wypadku nie potwierdziły przedmeczowych rozważań. Rozpoczęło się od wymiany cios za cios, po której na dwubramkowe prowadzenie wyszli puławianie. Niespełna sto osiemdziesiąt sekund później to Śląsk był z przodu (7:6 w 10′). Dość długo trwała wymiana cios za cios, którą przerwali – trzema trafieniami z rzędu – podopieczni Ryszarda Skutnika. Wtedy o czas poprosił trener gospodarzy, Piotr Przybecki.

Wydawało się, że w miarę bezpieczna przewaga (14:11) będzie tylko początkiem stopniowego „odjazdu” ze strony azotowców. Trzecia drużyna PGNiG Superligi zaczęła grać dużo lepiej w defensywie, przez blisko siedem minut nie dając się pokonać ani razu. Strzelecką „formą” najwidoczniej zarazili się także rywale wrocławian, którzy przez podobny okres nie byli w stanie wpisać się na listę strzelców. Śląsk zdołał złapać kontakt (14:15), lecz przed przerwą znów przegrywał czterema bramkami.

Team Skutnika wyszedł z szatni z zamiarem szybkiego rozstrzygnięcia zawodów. Już w 35. minucie było 21:15, co dawało spory komfort. Zespół z Lubelszczyzny nie zostawiał oponentowi złudzeń, cały czas trzymając go na dystans, przez całą drugą połowę prowadząc co najmniej pięcioma golami. Przewaga puławian sięgała ośmiu-dziewięciu bramek, a ostatecznie – dzięki wygranej 5:1 końcówce – była dwucyfrowa.

W sobotę do Puław przyjedzie Pfadi Winterthur.

POMECZOWY KOMENTARZ

Marcin Kurowski (drugi trener Azotów): – Prawie cały mecz grali ci, którzy mieli dotychczas mniej szans. Na początku potrzebowali czasu, żeby wejść dobrze w mecz. Od 15. minuty wyglądało to lepiej. W drugiej połowie chłopaki okrzepli, zwłaszcza Bartek Kowalczyk, i pograli dobrze. Dziś na sekundę nie pojawił się Wadim Bogdanow – pierwszą połowę bronił Kuba Krupa, drugą Sebastian Zapora. Jakub nie pojawił się w Szwajcarii nawet na chwilę, „Zaper” dosłownie na moment. Ci co grają mniej – muszą zachowywać rytm meczowy, więc było to dla nich spotkanie, żeby pobronić. Każdy miał możliwość pograć, a jak będzie w sobotę – zobaczymy. Dziś jednak troszkę słabiej funkcjonowała obrona, ale chłopaki nie grali ze sobą wcześniej, widać było brak zgrania. Ale to na pewno zaprocentuje, zwłaszcza zmienników. Śląsk grał wysoką obronę i super zagrał Bartek Kowalczyk, który pokazał, że warto na niego stawiać. Kowalczyk grał bardzo często na zwodzie, ruszał na pełnej szybkości jeden na jeden. Kuba Kosiak zagrał dziesięć minut, rzucił brameczkę, solidnie zagrał w obronie. Janek Sobol chyba nie zagra. My dopiero wracamy do Puław, ale Czech pisał, ze 30 listopada ma konsultację lekarską. Jutro spotkamy się i podejmiemy decyzję.

Śląsk Wrocław – Azoty Puławy 27:38 (14:18)

Azoty: Krupa, Zapora – Kowalczyk 7, Przybylski 6, Krajewski 5, Masłowski 5, Petrovsky 4, Prce 3, Kubisztal 3, Skrabania 2, Kuchczyński 1, Kosiak 1, Orzechowski 1.

0 0 vote
Article Rating