Dariusz Bonisławski: Wszystko jest w naszych rękach (Wywiad)

Dariusz Bonisławski: Wszystko jest w naszych rękach (Wywiad)

Za nami pierwsza runda fazy play-off na II-ligowych parkietach. Siatkarze LKPS-u Politechnika Pszczółka Lublin, po niezwykle emocjonującej rywalizacji z AKS-em V LO Rzeszów, zdołali awansować do najlepszej czwórki w rozgrywkach grupy VI. Dotychczasowe dokonania lublinian podsumowaliśmy z libero ekipy Sławomira Czarneckiego Dariuszem Bonisławskim.

Sylwia Słomkowska – LUBSPORT.PL: Tłumacz się – co się takiego wydarzyło, że w ciągu tygodnia Pszczółka zaprezentowała dwa różne oblicza?

Dariusz Bonisławski (libero LKPS-u Politechnika Pszczółka Lublin): Przyznam szczerze, że ciężko jest znaleźć sensowne wytłumaczenie. Nie chcę tutaj zrzucać winy na system play-offów, ale rządzi się on swoimi prawami. Na tym etapie praktycznie jedno spotkanie decyduje o być albo nie być. Nawet faworyt może przegrać jeden decydujący mecz i jest poza czwórką. Wydaje mi się, że w tym drugim spotkaniu z AKS-em V LO Rzeszów troszeczkę zjadła nas presja. Wiem to z autopsji… Myślałem, że mnie to nie dotknie, ale to nieprawda. Nerwy nas troszeczkę zgubiły i wszystko potoczyło się tak, a nie inaczej.

Wróćmy do pierwszego pojedynku z drużyną z Rzeszowa. Byliście stawiani w roli faworyta i bez większych problemów udało Wam się to udowodnić. Co według Ciebie przyczyniło się do tej wygranej?

W meczu w Rzeszowie wystąpiłem w roli rezerwowego, bowiem nabawiłem się kontuzji stawu skokowego. Miałem więc możliwość popatrzeć z boku na grę kolegów i muszę przyznać, że zagraliśmy dobre spotkanie. Przyjmowaliśmy trudne zagrywki przeciwników, dodatkowo nasz rozgrywający Krzysiu Pigłowski co i rusz skutecznie rozrzucał blok rywali. W każdym secie mieliśmy przewagę. Myślę, że to jednak nas troszeczkę zgubiło, bowiem wówczas w naszych szeregach pojawiała się chwila rozluźnienia, przez co nasze przewagi szybko topniały i w końcówkach musieliśmy nadrabiać. Na szczęście w ważnych momentach to nasz zespół wychodził cało i udało nam się odnieść cenne zwycięstwo 3:1. Było ono naprawdę bardzo istotne. Gdybyśmy na wyjeździe stracili dwa sety lub przegrali, to nie chcę nawet myśleć, co by się działo w drugim starciu.

Przeciwstawmy do tego Waszą postawę w drugim, gładko przegranym spotkaniu.
Powiedz, co Twoim zdaniem zaszwankowało?

Uważam, że nie było pozytywnego elementu w naszej grze. Naprawdę ciężko cokolwiek powiedzieć. Zagraliśmy najsłabsze spotkanie w całym sezonie. Mnie również grało się bardzo ciężko i nierówno. Nie chcę tego tłumaczyć kontuzją, bo to nie jest żadna wymówka.

Jedno zwycięstwo i jedna porażka – tak przedstawiał się Wasz bilans. W tym przypadku o losach rywalizacji musiał zadecydować “złoty set”, w którym wszystko zaczęło się od nowa…

Przed tym “złotym setem” zdołaliśmy się pozbierać. W szatni przeprowadziliśmy, jak się później okazało, skuteczną rozmowę. Na spokojnie wytłumaczyliśmy sobie, dlaczego tak jest. Zdaliśmy sobie sprawę, że nie możemy dopuścić, żeby ten sezon zakończył się bezsensownie w tak nieodpowiednim momencie. Dodatkowo stres już nieco opadł, wyszliśmy na to decydujące rozstrzygnięcie w ostrym gazie i się udało. Jak to mówią, szczęście sprzyja lepszym i ostatecznie wszystko ułożyło się po naszej myśli.

Spodziewaliście się, że młodzi zawodnicy z Rzeszowa tak wysoko zawieszą Wam poprzeczkę?

Przed sezonem nasz drugi trener Maciej Kołodziejczyk mówił, że jedyną drużyną, na którą nie chciałby trafić w play-offach, jest właśnie Rzeszów. Jest to drużyna bardzo młoda i nieobliczalna. W rundzie zasadniczej dwukrotnie gładko ograliśmy tego rywala, dlatego nie przypuszczaliśmy, że będzie nam tak ciężko. Teraz rzeszowianie są w fazie przygotowań do mistrzostw Polski, więc było widać ich siłę fizyczną. Dodatkowym atutem tej ekipy jest zgranie. Trzeba przyznać otwarcie, że młodzi gracze z Podkarpacia zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i postawili nam poprzeczkę strasznie wysoko, zwłaszcza w rewanżu. Zaskoczyli nas praktycznie w każdym elemencie. Przeciwnicy rozegrali bardzo dobre zawody, a my spisaliśmy się najsłabiej w ostatnich miesiącach.

Czy patrząc z perspektywy czasu macie poczucie rozczarowania, czy jednak czujecie satysfakcję, że udało Wam się awansować i uniknąć niespodzianki?

Oczywiście w pierwszej kolejności czujemy radość, że awansowaliśmy. Jednak taki wypadek przy pracy nie powinien się nam przydarzyć jako zespołowi, który ma wysokie aspiracje. Taki scenariusz nie powinien mieć miejsca, jednak patrząc na inne grupy, nie jesteśmy jedynym faworytem, który przegrał. Jest to tylko albo aż sport. Ostatecznie jesteśmy zadowoleni z końcowego wyniku.

Przed Wami kolejny rywal. Jak oceniasz KKS Kozienice?

Tak, teraz przed nami misja Kozienice. W rundzie zasadniczej dwukrotnie udało nam się ich pokonać, ale o zwycięstwie decydował dopiero tie-break. Tego przeciwnika znamy dosyć dobrze. Myślę, że jeśli zagramy swoją siatkówkę, to powinniśmy zawalczyć o pełną pulę. Wszystko jest w naszych rękach. Powiem jedno – gorzej niż w ostatnim pojedynku na pewno nie zagramy. So naszych najbliższych spotkań podchodzę optymistycznie i mam nadzieję, że wszystko pójdzie po naszej myśli.

Jak wyglądają Wasze przygotowania do kolejnej rundy? Czy treningi dostosowane są stricte pod specyfikę gry rywala?

Po zakończeniu rundy zasadniczej zaczęliśmy ciężej pracować. Nasze treningi są bardziej intensywne i kładziemy nacisk na siłę fizyczną. Na zajęciach prezentujemy się naprawdę dobrze, ale na mecz z Rzeszowem to niestety się nie przeniosło. Mamy już rozpisanego naszego najbliższego przeciwnika. Myślę, że kozieniczanie niczym nas nie zaskoczą. O wyniku tego dwumeczu zadecyduje tylko i wyłącznie nasza dyspozycja.

Przed rozpoczęciem play-offów napędziłeś kibicom trochę stracha. Co z Twoim zdrowiem?

Na szczęście nie było to poważne skręcenie kostki. Mamy dobrego ortopedę, więc wszystko przebiega bardzo dobrze. Bólu praktycznie już nie odczuwam. Mam jedynie lekki dyskomfort, ale na Kozienice będę już w pełni sprawny.

Jeśli chodzi o cały zespół, czy wszyscy są zdrowi i gotowi do gry?

Na szczęście kontuzje omijają nasz zespół. Odpukać! Oczywiście na przestrzeni całego sezonu są jakieś drobne urazy i bóle, ale jest to wpisane w zawód sportowca. Warto nadmienić, że wrócił do nas Kuba Czubiński, który musiał nas opuścić na dwa miesiące i mamy nadzieję, że będzie to dla nas duże wzmocnienie. Kuba jeszcze nie jest w optymalnej formie, ale chłopak zasuwa na treningach na tyle, że na najbliższe mecze będzie już w pełni gotowy.

Śmiem jednak przypuszczać, że liga dała się już Wam we znaki i czujecie w kościach trudy sezonu…

Zgadza się, za nami już kilka miesięcy intensywnego grania oraz mocnych treningów. Jednak cel, o którym marzymy, daje dodatkową motywację i kopa do działania. Wówczas zapomina się o bólu.

Wróćmy jeszcze do emocji związanych z rywalizacją z AKS-em V LO Rzeszów. Co poczułeś po ostatnim gwizdku sędziego?

Przede wszystkim była to niesamowita ulga. Nie ukrywam, że po końcowym gwizdku i przegranej 0:3 mieliśmy w głowach mętlik negatywnych myśli. Mieliśmy świadomość, że na treningach zawsze staraliśmy się na maksa i myśl, że możemy zakończyć ten sezon poza czołową czwórką, była straszna. Na szczęście motywacyjne słowa trenerów i kapitana dały nam kopa. Na “złotego seta” wyszliśmy niesamowicie naładowani. To przełożyło się na naszą postawę i końcowy wynik.

Ten mecz pozostanie na długo w Twojej pamięci?

Dokładnie tak. Po takim laniu od młodych chłopaków zdołaliśmy się odrodzić i pokazać charakter, ale takie sytuacje się zdarzają. Istotne jest jednak to, że te trudne momenty bardziej cementują drużynę i mogą procentować w przyszłości. Chociaż, mówiąc szczerze, i tak mamy niesamowicie zgraną drużynę. Bardzo dobrze się tu wszyscy dogadujemy i to zwycięstwo w tak trudnym momencie na pewno dodatkowo nas podbudowało.

Jak to często mówicie – małymi kroczkami do celu. No właśnie, jaki jest Wasz cel na najbliższy czas?

Póki co skupiamy się na najbliższym meczu, który rozegramy 25 marca. KKS Kozienice to rywal w naszym zasięgu. To my jesteśmy faworytem tego starcia. Jeśli chodzi o większe cele, to na razie nie chcę o nich mówić. Każdy ma swoje marzenia i mogę zapewnić, że my będziemy do nich dążyć, dokładając wszelkich starań, aby udało się je spełnić.

0 0 vote
Article Rating