„Dzień świra nie jest o mnie”

Budowlani Lublin są jedynym klubem w Lublinie, który spośród męskich sportów zespołowych dostarcza reprezentacji Polski kadrowiczów praktycznie na wszystkich szczeblach. Do pierwszej kadry Biało-Czerwonych systematycznie powoływany był Stanisław Powała-Niedźwiecki, zanim doznał poważnej kontuzji (zerwanie więzozrostu piszczelowo-strzałkowego i więzadła trójgraniastego oraz złamanie strzałki). Rugbista, który obecnie leczy uraz, opowiedział o swoich pasjach, karierze zawodowej i sportowej. Takiego Stanisława Powałę-Niedźwieckiego znają tylko bliscy koledzy i przyjaciele.

Bartłomiej Olek – LUBSPORT.PL: Pewnie nie wszyscy wiedzą, czym zajmuje się Stanisław Powała-Niedźwiecki, rugbista, zawodnik Budowlanych Lublin, reprezentant kraju poza sportem…

Stanisław Powała-Niedźwiecki: Jestem z wykształcenia polonistą, skończyłem filologię polską ze specjalnością nauczycielską, ale zawodowo zajmuję się korektą tekstów: książek, czasopism. Mam swoją firmę korektorską. Obecnie jestem też na studiach doktoranckich, właśnie zdałem drugi rok i zacząłem trzeci. Jak wszystko pójdzie dobrze, to za dwa lata powinienem mieć doktorat.

O, na jaki temat?

Mówiąc szeroko – na temat języka rugbistów, chcę dokładnie opisać tzw. socjolekt rugbistów.

Korektę jakiej książki robiłeś ostatnio?

Książki historycznej. Najczęściej moje zlecenia dotyczą książek historycznych o tematyce lotnictwa, bo wiąże się to z moim hobby.

Twoje hobby to lotnictwo?

Od dziecka interesuję się przede wszystkim przedwojennym lotnictwem polskim i ogólnie historią drugiej wojny światowej.

Jak wygląda zainteresowanie dziecka lotnictwem, drugą wojną światową?

W rodzinie były tradycje lotnicze. Dziadek był pilotem aeroklubowym w Świdniku, obecnie lata również stryj. Temat lotnictwa od zawsze przewijał się w moim domu. Kiedy słyszałem lecący samolot, to koniecznie musiałem go zobaczyć i rozpoznać typ, dojrzeć rejestrację, zostało mi to do dziś. Później myślałem o kursie szybowcowym, ale wtedy już trenowałem rugby, rozpoczęły się różne wyjazdy i był wybór: albo wyjazd na mecz, albo kurs. Wybrałem rugby i dlatego lotnictwo zostało tylko moim hobby.

Od dłuższego czasu leczysz kontuzje, masz więcej czasu na zainteresowania?

Niestety na hobby nie, bo studia są obecnie priorytetem. Jednak gdy uda się znaleźć kilka wolnych godzin to chętnie coś poczytam na temat lotnictwa. Mam nadzieję, że kiedyś to sobie odrobię.

Jako polonista i w związku ze swoim zawodem, na pewno czytasz bardzo dużo książek, co ostatnio przeczytałeś ciekawego, co mógłbyś polecić?

Ostatnio jednym tchem przeczytałem całą serię o Hannibalu Lecterze. Jeśli ktoś lubi kryminały i thrillery, to książki Thomasa Harrisa mogę śmiało polecić.

To twoje ulubione gatunki?

Niekoniecznie. Zazwyczaj czytam książki wojenne, zwłaszcza wspomnienia pilotów. Poza tym lubię literaturę obozową. Czytam bardzo dużo o obozach koncentracyjnych, nie tylko wspomnienia więźniów, ale także publikacje dokumentalne czy naukowe, pisane na bazie raportów i zeznań świadków.

Jak to się w ogóle stało, że akurat polonistyka?

To może nie był wybór przypadkowy, bo zawsze byłem dobry z polskiego i lubiłem ten przedmiot, ale rozważałem też anglistykę. Pomyślałem jednak, że skoro i tak będę dużo wyjeżdżał – mogłem tak przypuszczać, bo już wtedy rozpoczęły się różne wyjazdy w związku z uprawianiem rugby – to nie będę miał dużo czasu na czytanie książek, więc lepiej robić to już po polsku niż po angielsku. Myślę, że dobrze wybrałem, bo po anglistyce zapewne nie miałbym teraz własnej firmy, nie robiłbym tego co robię. W Polsce z wykształceniem humanistycznym można sobie poradzić w życiu, jak widać nie skończyłem jak Adaś Miauczyński z „Dnia Świra” (śmiech).

A jeśli chodzi o sport, to twój tata był rugbistą i brat zresztą też, chyba nie miałeś wyboru?

Tato był trenerem reprezentacji Polski seniorów i juniorów, więc rzadko był w domu, bo ciągle wyjeżdżał gdzieś z kadrą. Trenował też Budowlanych. Brat rozpoczął treningi w wieku żaka. Cóż mogłem robić sam jako dziecko? Chodziłem z nimi na treningi gdy miałem 5 lat, bawiłem się piłką i tak już zostało. W wieku 8 lat zagrałem w pierwszym turnieju, ale nigdy nie byłem zmuszany do rugby. Nigdy też nie ciągnęło mnie do innego sportu. Owszem pływałem sam dla siebie, w liceum brałem nawet udział w zawodach międzywojewódzkich, gdzie oczywiście szybko odpadłem, bo startowali tam już prawdziwi pływacy, a ja pojechałem jako rugbista, który umie dobrze pływać. To było doskonałe uzupełnienie treningów.

Zawsze udawało ci się łączyć sport z polonistyką?

Nie było łatwo, to mogę powiedzieć na pewno. Zwłaszcza że studiowałem zaocznie, a mecze ligowe też są w weekendy. Miałem więc problemy z nieobecnościami, a dla wykładowców podstawą zaliczenia bardzo często są przede wszystkim obecności na zajęciach. Jednak moja uczelnia nie robiła mi problemów. To nie tak, że wymagano ode mnie mniej, bo wymagano tyle samo co od wszystkich, ale pani z dziekanatu, pani dziekan czy rektor nie robili mi problemów z dodatkowym terminem lub przedłużeniem sesji. Może połączenie rugby z polonistyką było dla nich tak nietypowe, że właśnie dlatego okazywali mi większą sympatię i zrozumienie.

Obecnie podczas wracania do zdrowia pomagasz trenerowi Sebastianowi Berestkowi w prowadzeniu pierwszej drużyny jako asystent. To dla ciebie nowe doświadczenie, jak się czujesz w tej roli?

To prawda, to dla mnie zupełnie nowe doświadczenie, bo wcześniej trenowałem i wciąż trenuję żaków, czyli zawodników w wieku 11–12 lat. Mam nadzieję, że seniorzy czerpią z tego korzyści, zresztą wyniki pokazują, że nasza wspólna praca z Sebastianem daje efekty. Staram się dzielić swoimi doświadczeniami z boiska. Miałem kontakt z drużyną narodową, miałem okazję uczestniczyć w bardzo dobrych rugbowych treningach i widzieć różne zagrania, którymi teraz się dzielę. Ale zdecydowanie łatwiej jest grać niż denerwować się przy linii. Czasami jak coś nie idzie mam ochotę wybiec i pomóc chłopakom, ale na razie nie mogę nawet biegać.

Chciałbyś po skończeniu kariery zostać trenerem?

Na razie chcę karierę wznowić. Podejrzewam, że jak skończę grać, to nie przestanę trenować i nagle zostanę tylko kibicem. Organizm tego nie zrozumie, więc będę musiał dalej biegać, pływać, ćwiczyć na siłowni dla własnego dobrego samopoczucia. Myślę, że rugby jest już w mojej krwi i zostanę przy nim jako działacz, menadżer, czy trener. Opcji jest dużo, ale na razie chcę wrócić na boisko i pograć 10 lat na dobrym poziomie.

To jak zdrowie, kiedy wracasz do gry?

W przyszłym tygodniu mam rentgen i okaże się, czy doszło już do pełnego zrostu strzałki. Jeśli tak to zaczniemy powoli mocniej obciążać nogę, a jeśli nie to nadal muszę czekać. Nie mogę zacząć trenować za wcześnie.

Ale nie ma żadnego niebezpieczeństwa, że nie wrócisz?

Nie ma. To była ciężka kontuzja, ale wciąż za lekka żeby mnie usadzić na dobre.

Dzięki za rozmowę i życzę powrotu do zdrowia.

Dziękuję.

ZOBACZ FAN-PAGE STANISŁAWA POWAŁY NIEDŹWIECKIEGO

0 0 vote
Article Rating