Kuba Piątek wspomina rajd Dakar

Kuba Piątek wspomina rajd Dakar

Marzenie Kuby Piątka zakończyło się na ósmym etapie. Zawodnik KM Cross Lublin i Orlen Teamu musiał wycofać się z dalszej rywalizacji w rajdzie Dakar z powodu defektu motocykla. Najprawdopodobniej zaszkodziła słona woda. Po siedmiu etapach lublinian był na 40. miejscu. Jak ten wyścig wspomina motocyklista po powrocie do kraju i Lublina?

Kuba Piatek - Dakar 4 - źródło KM Cross LublinBartłomiej Olek – LUBSPORT.PL: Jaka była twoja pierwsza reakcje, kiedy dowiedziałeś się, że dla ciebie rajd Dakar już się zakończył?

Kuba Piątek: Nie dowierzałem, czułem ogromne rozczarowanie, straszny smutek, bo nie sądziłem, że to tak się skończy. Cały czas liczyłem na to, że dojadę na metę. Oczywiście miałem z tyłu głowy taką myśl, że może się nie udać, ale na pewno nie przez to, że motocykl stanie, a ja będę próbować go naprawiać przez 6,5 godziny.

Nie pojawiła się przez chwilę ulga, że to już koniec morderczych tras?

Nie. Przez cały czas próbowałem naprawić ten motocykl. Nawet kiedy przyjechała ciężarówka, która sprząta z trasy motocykle, to powiedziałem, żeby jeszcze zaczekali 30 minut, że podejmę jeszcze ostatnią próbę. Oni poczekali, dali mi swoje dodatkowe paliwo, bo brałem też pod uwagę, że moje może być złe. Kiedy wymieniłem to paliwo, motocykl odpalił, ale przejechałem 5 km i znów stanął. I wtedy to był już koniec, musiałem się spakować i wrócić z nimi.

To stało się na ósmym etapie, wtedy przez warunki atmosferyczne dużo zawodników zakończyło rajd. Pogoda była fatalna jeszcze przed startem, nie było możliwości odwołania tego odcinka?

Rzeczywiście tak było. Kiedy rano wszyscy wstaliśmy okazało się, że bardzo pada, warunki były naprawdę niesprzyjające jeździe na motocyklu. Z samym deszczem można było jeszcze sobie poradzić, chociaż w motorach mieliśmy opony typowo pustynne i na śliskim w ogóle się nie trzymały. Tak więc ryzyko kontuzji było bardzo duże. Nawet najszybsi zawodnicy, mówili, że nie ma szans na ściganie. Rozmawialiśmy z dyrektorem sportowym całego wyścigu, ale organizator nie mógł odwołać tego etapu, ponieważ były podpisane umowy z rządem boliwijskim, nawet sam prezydent był na starcie i puszczał nas. Tak więc organizator trochę miał związane ręce, bo pewnie straciłby sporo pieniędzy, gdyby odwołał ten odcinek. Z drugiej strony wysyłając nas w takie warunki naraził się też zawodnikom i musi się liczyć z tym, że ci zawodnicy w przyszłym roku mogą tam nie wrócić.

Kuba Piatek - Dakar 7 - źródło KM Cross Lublin
fot. KM Cross Lublin (żródło)

W jakich jeszcze warunkach jechałeś i po jakich terenach?

W Buenos Aires, gdzie zaczynał się rajd było słonecznie, temperatura wynosiła około 35-40 stopni. Na początku jechaliśmy po równinach, między polami, po szutrowych drogach. W Argentynie czekał nas jeszcze przejazd przez Andy, gdzie jechaliśmy na wysokości 4800 km i temperatura tam wynosiła – 5 stopni. Następnie jazda przez pustynie Atakamę, piaskowe wydmy. To jest jedno z najbardziej suchych miejsc na ziemi. Tam znów temperatura sięgała 40 stopni. Kiedy masz do czynienia z amplitudą temperatury 45 stopni, to jest bardzo ciężko. W dodatku teren był bardzo zróżnicowany, bo były i twarde szutrowe drogi, miękkie wydmy i skaliste góry, tak więc było tam wszystko.

Miałeś jakieś upadki?

Takie sytuacje na motocyklu się zdarzają, wystarczy zwolnić za bardzo, bo ten sprzęt jest chwiejny. Jednak miałem też dwie poważniejsze kraksy. Wynikały one tylko i wyłącznie z braku mojego doświadczenia. Na przykład raz w kurzu za szybko chciałem wyprzedzić jednego quada, zabrakło mi cierpliwości. Można powiedzieć, że zielony, młody, narwany nie poczekałem, zrobiłem wszystko za szybko i przewróciłem się. Motocykl trochę ucierpiał, bo straciłem sprzęgło. Potem musiałem radzić sobie bez niego. Na szczęście mi nic się nie stało.

O czym się myśli na pięćsetnym kilometrze?

O jejku ciężko jest. Na odcinku specjalnym jeszcze jest dobrze, ponieważ cały czas walczysz, jest adrenalina, myślisz o tym, żeby pokonać najbliższy kilometr, więc wszystkie myśli są skupione wokół rajdu. Natomiast na tych odcinkach dojazdowych przed odcinkiem specjalnym, albo po, kiedy wraca się na biwak, to już myśli się o wszystkim. Wtedy jedzie się zazwyczaj po asfalcie, jest ograniczenie prędkości do 110 km/h, za przekroczenie którego są karne minuty. I kiedy właśnie jedzie się pięćsetny kilometr po takiej drodze cały czas z prędkością 110 km/h, to już nie masz o czym myśleć. Przemyślałeś sobie całe życie, wszystko co robiłeś, co będziesz robił i naprawdę wymyślasz sobie tak głupie rzeczy i historie, że aż szkoda mówić, bo wstyd się przyznać (śmiech).

Kuba Piatek - Dakar 8 - źródło KM Cross Lublin
fot. KM Cross Lublin (żródło)

A miałeś moment kryzysowy, jeśli tak to kiedy?

Czekałem na niego, bo wiedziałem, że się zdarzy kiedyś. W sumie zdarzały się takie chwile, w których myślałem “ale jest ciężko”, jednak takiego typowego silnego kryzysu na zasadzie, że marzyłem o tym, żeby ten dzień już się skończył, to nie miałem. Ewentualnie raz, kiedy jechaliśmy w Boliwii. Zaczął padać bardzo mocny deszcz, błyskało się, byłem pewien, że odwołają końcówkę tego odcinka, ponieważ gdyby ktoś z nas się przewrócił, to nawet pomoc medyczna nie mogłaby dotrzeć na miejsce, helikoptery bowiem w takich warunkach na pewno nie latają. W dodatku zaczął padać ogromny grad, później śnieg. To był w ogóle szok, że jednego dnia jechałem w słońcu, deszczu, gradzie i śniegu. I wtedy miałem największy kryzys. Jednak to było tak, że raz myślałem sobie “jest bardzo źle”, a za chwilę żartowałem z siebie “jejku ale ty jesteś popaprany, ale ty jesteś głupi, że jeździsz w takich warunkach”. I takie śmianie się z siebie pomagało.