Mariusz Plewik: Trzeba umieć spojrzeć zawodnikowi w oczy (cz.1)

Drodzy Czytelnicy, przedstawiamy pierwszą część wywiadu z trenerem siatkarskiego zespołu KS CKFiS Bełżyce – Mariuszem Plewikiem. W tej odsłonie opiekun bełżyczan analizuje sytuację w grupie „B”, jednocześnie podsumowując grę własnego zespołu. Szkoleniowiec zarysowuje także plany na noworoczny mecz z ESKĄ Janów Lubelski. Z poniższej lektury dowiecie się również, jak zareagował nasz rozmówca na informację, że jego podopieczni zachowali matematyczne szanse na zajęcie 3. pozycji na koniec zmagań w fazie zasadniczej.

Michał Wójcik – LUBSPORT.PL: Przed wami ostatni mecz rundy zasadniczej. 10 stycznia zagracie na wyjeździe z Eską Janów Lubelski. Janowianie po dwóch ostatnich porażkach w stosunku 0:3 z Cisami i LKPS-em są zmuszeni do obrony drugiej pozycji, ponieważ MKS Kraśnik traci do nich tylko jeden punkt. Czy uwzględniając czysto sportową kalkulację, która nakazuje Esce zagrać z pełną determinacją, spodziewa się Pan ze strony rywali walki o każdą piłkę?

Mariusz Plewik: Trudno powiedzieć, pewnie tak. W którymś z ostatnich meczów zagrali drugim składem i przegrali ten mecz, bodajże z Nałęczowem. Następna kolejka też będzie zacięta, więc jak to się mówi: muszą zagrać na maksa. Jeśli Eska walczy o awans, o tę pierwszą trójkę, to jest raczej jasne. Gdybyśmy my też wygrali ostatni mecz 3:0, to mielibyśmy lepsze tzw. ratio, a tak nie wyprzedzimy Kraśnika, a Eska musi grać z Kraśnikiem swoje ostatnie spotkania jak najmocniej, bo przecież będą one zaliczane, także mają o co grać. Dzięki temu, że 13 grudnia stało się coś, czego nikt się raczej nie spodziewał, czyli Nałęczów wygrał 3:0 z LKPS-em, spadliśmy na ostatnie miejsce w tabeli. Szczerze powiedziawszy, bardzo mocno zdziwił mnie ten wynik. Trzeba będzie zrobić wszystko, żeby to ostatnie miejsce opuścić, Nałęczów przecież mógł wygrać z Janowem, także my będziemy bardzo walczyć.

Powróćmy do sytuacji w tabeli i kwestii wspomnianego ratio. W ostatniej naszej rozmowie wspominał Pan, że jeśli Cisy nie sprawią niespodzianki, to unikniecie ostatniego miejsca, jednak niespodziewanie LKPS uległ nałęczowianom. Z drugiej strony mamy do czynienia z sytuacją, którą również teoretycznie Pan omawiał. Jeśli 10 stycznia Pszczółka wygra z MKS-em 3:0, a wy ogracie w takim samym stosunku Eskę, to zrównacie się z Kraśnikiem punktami. Wówczas bilans setów MKS-u brzmiałby 14:18, a wasz 15:18. Oznacza to, że mielibyście lepsze ratio niż kraśniczanie, a tym samym przeskoczylibyście na trzecią pozycję.

Kraśnik 14:18, a my 15:18? Czyli my mamy lepszy bilans?

Tak, gdyby te spotkania zakończyły się takimi wynikami, to ratio byłoby korzystniejsze dla was. Ten bilans byłby korzystniejszy o jeden set dla was.

W takim razie trochę pomyliłem się w kalkulacji i to jest dobra informacja.

Mielibyście wtedy dokładnie po 10 punktów, ale Pański zespół uzyskałby przewagę, jeśli chodzi o bilanse setów.

Tak, tak, no to chyba byłaby to niespodzianka kolejki, gdyby udało się wyprzedzić Kraśnik [śmiech].

Delikatnie pomylił się Pan w obliczeniach…

Tak, kalkulowałem po meczu, na gorąco, gdzie było jeszcze trochę emocji, ale to, co Pan mówi to dobra wiadomość. Na treningach rozmawiałem z chłopakami o tej sytuacji, okazuje się, że na szczęście mieli rację i trzeba zrobić małą korektę. Chcemy po prostu dokończyć ligę i nie ma też, co się stresować.

Mecz z Kraśnikiem miał jednak znaczenie dla waszej pozycji w tabeli, ponieważ wygrana za trzy punkty ułatwiłaby wam zadanie.

Jest ciekawie, bo ostatnią potyczkę udało nam się wygrać z Kraśnikiem 3:2, co było pierwszym zwycięstwem w oficjalnym meczu o punkty. Ciekawa rzecz, bo zagraliśmy trochę inaczej, skład przeszedł pewne korekty. Jeśli chodzi o skład wyjściowy, to na przyjęciu pojawił się Mateusz Bartnik, na którego temat udzielałem bardzo pozytywne opinie. Nawet w tym bardzo słabym ostatnim meczu z LKPS-em on bardzo dobrze zagrał na siatce, jak i w obronie. Ogólnie może było trochę problemów z motywacją, było tak, że w pierwszej szóstce wychodziło kilku nowych graczy. Była pozytywna zmiana Macieja Grzegorczyka, która też trochę wniosła do gry, ustabilizowało się przyjęcie. Łukasz Szawracki też uruchomił trochę rozegranie. Krążą rozmowy, że to będzie podobny mecz, jak ten w Kraśniku, więc trzeba też zagrać na wyższym pułapie, a właśnie Maciek Grzegorczyk doskonale radzi sobie z blokiem, obijaliśmy ten blok i przez to mecz był wygrany. Jeżeli mowa o przerwie świątecznej, czy noworocznej, to jeśli chodzi o chłopaków, to chciałbym rozpocząć z Łukaszem Szawrackim na rozegraniu rozpocząć ten mecz. Chcemy zacząć ten mecz tak, jak kończyliśmy ten mecz z Kraśnikiem. Środkowy, kapitan zespołu Piotr Potakiewicz zagrał wtedy też dobre spotkanie, może Paweł Abramowicz, który też dołożył trzy-cztery większe bloki. Generalnie też zagrywka nam pomogła, bo Łukasz Szawracki, Mateusz Bartnik doprowadzili dosłownie do serii i dzięki silniejszej zagrywce udało się również włączyć bloki i z tego, co liczyłem w statystyce, było chyba 12 bloków punktowych, czyli sporo. Także, jeśli chodzi o ten element, to bardzo dobrze to funkcjonowało, bo była duża skuteczność pojedynczych bloków, gra była dzięki temu na dużo wyższym poziomie i to oczywiście rokuje na przyszłość. Dyspozycja chłopaków w pierwszej szóstce nie zawsze będzie wyrównana, dlatego liczy się długa ławka i teraz jest trudno, żeby wyczuć moment dobrej dyspozycji i żeby trafić ze składami, bo skład jest wyrównany i każdy, który wchodzi, wnosi coś do gry. Trochę spokoju by się przydało, którego, przyznam szczerze, niestety nie wniosę zbyt dużo do gry zespołu [śmiech], to jest chyba największy minus dla mnie. To chyba muszę zmienić, bo raczej nie tego chłopcy oczekują, jakichś emocji, w kolejnym sezonie, który naprawdę decyduje o stawce, jaką jest awans do wyższej ligi. Dużo pracy mentalnej przede mną i psychologicznej.

Zwróćmy uwagę na poszczególne personalia. Po ostatnich spotkaniach z Kraśnikiem i Lublinem wyróżniał Pan Mateusza Bartnika. Skupmy się na indywidualnym wkładzie w grę drużyny. Czy jest to zatem zawodnik, który miał największy wpływ na waszą grę w meczach rewanżowych?

Szczególnie jeśli chodzi o Mateusza, czy Macieja Grzegorczyka, wiem, że na odprawie przedmeczowej, jak rozpoczynali mecz, mówiliśmy o obronie, były założenia, więc przyczyną wyróżnień była realizacja założeń taktycznych. Krzysiek Kasiura i przyjmujący Piotr Krysiak mieli również występ udany, co sprawiło, że mecz był bardzo zbliżony poziomem. Tylko cała kwestia polega na tym, że zwykle przegrywamy końcówki, a gdy już prowadzimy, to coś się zacina. Jeden błąd na zagrywce, potem atak kierunkowy, czy po prostej i punkty uciekają. Przeciwnik zdobywa piłki i ucieka, ale to są sytuacje, które w rezultacie prowadzą do porażki. Nakłada się na siebie kilka błędów. Akurat te ostatnie mecze, w których pojawiało się nazwisko Mateusza Bartnika, wynikają z troszeczkę innej charakterystyki naszego ataku, który był poprowadzony w sposób bardzo urozmaicony na siatce, a nasi przeciwnicy byli przygotowani na te warianty, którymi zwykle, na ogół gramy. Zagraliśmy inną szóstką, wyszła szóstka, która potrafiła wygrać, więc trzeba szukać dalej. Grę na siatce ułatwił też Łukasz Chlebicki, wzmocnił przyjęcie, warunki, którymi dysponuje, mocniejsza zagrywka, sprawiły, że odrzuciliśmy przeciwników troszkę od siatki. Łukasz Szawracki to też dobry zmiennik, także każdy ma swoje mocne strony, z każdym można popracować nad jakimś schematem gry i staramy się to robić. Przykładowo, jest 23:20, wchodzi chłopak i ma zagrać trudniejszą zagrywką i wiadomo, że jest to sytuacja bardzo trudna psychologicznie, co więcej wchodzi się z ławki, dochodzi presja, więc, żeby to zrobić z marszu, trzeba być świetnie wyszkolonym. Podświadomie każdy wie, że nie zawsze to wychodzi, ale próbować trzeba. Ważne, żeby nie pojawiła się frustracja, jak nie wyjdzie. Ważna jest praca dla zespołu i takie poczucie gry, więc zawodnicy, którzy wchodzą z ławki, mają bardzo trudne zadanie, tym bardziej, gdy trzeba gonić wynik, ale tak jak mówię, wtedy trzeba szukać różnych rozwiązań.

Jeśli brać pod uwagę dotychczasowe siedem spotkań, czy potrafiłby Pan wskazać zawodników, którzy pozytywnie Pana zaskoczyli, ale dla równowagi także tych, od których można by wymagać więcej?

Nie mam takich możliwości, żeby oceniać w ten sposób poszczególnych zawodników, bo po rozmowach z zawodnikami wiem, że po prostu trzeba wyciągnąć wnioski. Chodzi o to, żeby chłopcy mieli kwestię wyboru, podjęcia decyzji. Kadra jest szeroka, a chłopaki za przyjazdy na treningi, na mecze, nie mają żadnego ekwiwalentu, więc zdają sobie sprawę, że robią to dla przyjemności. Ważne, że chcą to robić i nie można ich za to krytykować. Ja to zawsze podkreślam, że mogę im tylko podziękować za to, że w ogóle chcą przyjeżdżać, chwała im za to. Mają rodziny, jest praca zawodowa, to sprawia, że może nie zawsze jest tak, jakby się chciało, ale to są takie sprawy, o których się nie mówi. Również wychodzi czasami brak tego treningu, ale to jest także kwestia finansowa, kwestia pewnej organizacji. Ten brak czasu też wpływa na naszą grę. Na tym polega moja rola, żeby ich zmotywować, przywrócić do dyspozycji. Trzeba umieć spojrzeć zawodnikowi w oczy i wiedzieć, czy on jest dzisiaj dysponowany, czy nie. Chodzi o to, żeby oni mieli przede wszystkim tę przyjemność z gry, bo to jest siatkówka. Musimy pamiętać o takich sytuacjach pozasportowych, ale najważniejsze to umieć zmotywować się na mecz. Każdy zespół ma swoją specyfikę. Nie chcę więc oceniać ogólnie, bo każdy wnosi coś do gry.

Powracając ponownie do przyszłego meczu z Eską, który jak ustaliliśmy, nadal będzie dla was ważny – jakie mocne strony dostrzega Pan w obozie rywali, krótko mówiąc, które elementy ich gry należy zneutralizować, by móc myśleć o pozytywnym wyniku?

Czy są mocniejsi w jakimś elemencie gry? Ciężko mi na ten temat rozmawiać, bo mam jeszcze do obejrzenia nagrania z ich meczów i jak je obejrzę, to będzie czas, żeby to przeanalizować. Także materiał mam. Na każdy mecz zawsze ustawiam kamerę i mam nagranie z tego pierwszego meczu. Zawsze staram się opierać skład wyjściowy na podstawie pewnych statystyk, wyliczeń i obserwacji w poprzednich meczach. Jeśli chodzi o ich mocne strony, to jest taka sytuacja, że po prostu obejrzę sobie spokojnie mecz, jeszcze raz i będzie można jakieś wnioski przygotować. Myślę, że jeśli zagralibyśmy na swoim normalnym, optymalnym poziomie, to mielibyśmy duże szanse. Musimy zagrać, unikając prostych błędów, takich jak zagrywka w siatkę, czy błędów w przyjęciu, albo ataków w aut, co jest naszym przekleństwem, czyli tego, czego było bardzo mało w ostatnim meczu z Kraśnikiem, czy nawet w poprzednich meczach, biorąc pod uwagę pojedyncze wygrane sety. W skrócie – musimy wejść po prostu we własny rytm i nie przerywać go własnymi błędami. Dobra zagrywka, przyjęcie w każdej akcji, skuteczny blok, to się da zrobić, jak pokazał ostatni mecz, także to nie są czary. Myślę, że jeśli to wyjdzie sprawnie, to Eska nie ma aż tyle atutów, które by powodowały, że stoimy na przegranej pozycji. Jeśli wejdziemy dobrze w mecz, a chłopcy pokażą taką normalną dyspozycję, to powinno dać dobry wynik. Naprawdę, przepaścią był mecz z LKPS-em, tam zagrywka zdecydowała, ale jeśli chodzi o Eskę, nie przypominam sobie, żeby był jakiś element, w którym byśmy jakoś zdecydowanie odstawali. Po prostu o porażce cały czas decydowały nasze błędy, cały czas nasze błędy. Drobna korekta ustawienia, porządna gra obronna i współpraca – to tylko, albo aż tyle zdecydowało, choć na pewno aż [śmiech].

Zagracie o wszystko, a przecież często wspomina Pan o blokadzie mentalnej swoich zawodników. Czy nie będzie ona problemem w tym skądinąd ważnym dla was meczu?

To będzie mecz na wyjeździe, a wie Pan, chłopaki lubią grać na wyjeździe i nie jest to dla nich żadne obciążenie psychologiczne.

(…)*

*Ciąg dalszy wywiadu opublikujemy wkrótce.

0 0 vote
Article Rating