Sławomir Czarnecki: Chcemy wykonać krok w przód (Wywiad)

Sławomir Czarnecki: Chcemy wykonać krok w przód (Wywiad)

Drużyna LKPS Pszczółki Lublin do sezonu 2015/2016 przystąpiła w roli beniaminka II ligi. Przed startem rozgrywek – zarówno trener, jak i władze klubu – za cel postawili sobie bezpieczne utrzymanie. Zadanie udało się wykonać z nawiązką, bowiem ekipa z Koziego Grodu uplasowała się na szóstej lokacie. Miniony sezon podsumowujemy w rozmowie z trenerem lublinian, Sławomirem Czarneckim.

Diana Kierepko – LUBSPORT.PL: W tym sezonie po raz pierwszy wystąpiliście na II-ligowych parkietach. Co dała drużynie gra na tym szczeblu rozgrywek?

Sławomir Czarnecki (trener LKPS): Po pierwsze na pewno dało to nam taki przegląd zawodników. Pozwoliło też okrzepnąć na tym poziomie niektórym siatkarzom. Mamy teraz dużo materiałów do analizy. Już wiemy mniej więcej na czym stoimy. Wiemy jak wygląda gra na tym poziomie. Dla wielu zawodników był to debiut na tym szczeblu i jest to jakaś baza do ewentualnych ruchów i do dalszego rozwoju sportowego. Mam nadzieję, że taki rozwój sportowy przyjdzie w następnym sezonie.

Wielokrotnie podkreślał Pan, że waszym celem jest pewne utrzymanie. Na koniec rozgrywek zajęliście szóste miejsce, więc chyba jest Pan zadowolony z takiego zakończenia?

Jak najbardziej. Plan został wykonany. Założenia przed sezonem były bardzo ostrożne. Dla mnie był to powrót na ławkę trenerską. Po drugie zespół, który przyjmowałem, to był beniaminek na tym poziomie. Wspólnie z prezesami i zawodnikami nie mieliśmy rozeznania odnośnie poziomu sportowego tej ligi, także to było takie minimalistyczne założenie utrzymania się w tej lidze. W trakcie sezonu zobaczyliśmy, że nie mamy się czego bać.

Były wzloty i upadki. Jak więc oceni Pan ten cały sezon w Waszym wykonaniu?

Wzloty i upadki wynikały z różnych powodów. Od końca pierwszej rundy dopadła nas dosyć duża fala kontuzji. Podstawowy atakujący, który miał być motorem napędowym drużyny, w zasadzie niemal przez całą drugą rundę był kontuzjowany. W trackie sezonu dwóch zawodników dostało pracę w straży i wyjechali – chodzi o Michała Antoszaka i Pawła Toborka. Dużo było więc takich zawirowań personalnych. Poza tym nie ma co ukrywać, że w tym sezonie byliśmy zespołem półamatorskim. Zawodnicy pracują. Dlatego nie było takiego komfortu, że mam zawodników do dyspozycji w stu procentach cztery razy w tygodniu. W taki sposób trudniej jest utrzymać formę sportową. Przez te zawirowania przegrywaliśmy jako drużyna. Zaczynałem z zespołem, który liczył szesnaście osób. W drugiej rundzie – na mecz w Rzeszowie – zabrałem wszystkich zawodników, którymi mogłem dysponować, a było ich dziesięciu. Także ta rotacja na treningach była dosyć duża.

Myśli Pan, że gdyby nie kontuzje i rotacje w składzie, zakończylibyście sezon na wyższej lokacie?

Po pierwszej rundzie, kiedy z Panią rozmawiałem i mówiłem, że będziemy walczyć o czwórkę, wydawało nam się to jak najbardziej realne. Nie było to mówione pod wpływem emocji. Miałem przegląd zespołów po pierwszej rundzie i wierzyłem w to, że może się udać. Niestety zaczęło się od porażki z Ropczycami u siebie. Wydaje mi się, że to był taki kluczowy moment. Gdybyśmy ich pokonali – bylibyśmy bardzo blisko pierwszej czwórki i gralibyśmy na styku. Przegraliśmy i ciśnienie trochę zeszło. Wtedy spojrzeliśmy w terminarz i wiedzieliśmy, że będzie ciężko. Gdybyśmy mieli zapewnioną stabilizację – sportowo moglibyśmy walczyć o to czwarte miejsce. Może nie wyżej, ale czwarte jak najbardziej. Sanok i Bochnia były poza zasięgiem. Z Niebylcem wygraliśmy u siebie, z Karpatami też mieliśmy dodatni bilans, więc sportowo na pewno nie odstawaliśmy, a przy odrobinie szczęścia można byłoby się pokusić o to czwarte miejsce.

Patrząc na cały sezon – który siatkarski element funkcjonował najlepiej w Pańskiej drużynie?

Mogę być zadowolony z przyjęcia. W niektórych momentach ratowało nam ono sytuację. To był najrówniejszy element. Mieliśmy za to problem z atakiem. Bardzo często nie wykorzystywaliśmy tego dobrego przyjęcia. Były takie mecze, gdzie odbiór był na ponad 60% skuteczności, a w ataku graliśmy na poziomie 30%. Brakowało siły ataku – zarówno na skrzydłach, jak i na środku.

Który mecz z całego sezonu będzie wspominał Pan najlepiej?

Na pewno zwycięstwa z Niebylcem czy z Karpatami to były to dla nas ważne mecze. Bardzo emocjonujące były też oba derbowe spotkania z Avią Świdnik. Bardzo dobrze zagraliśmy w Rzeszowie, gdzie wygraliśmy gładko 3:0. Mimo porażki byłem bardzo zadowolony z meczu u siebie z Sanokiem. Przegraliśmy go 0:3, ale zagraliśmy dobrze. Były też takie mecze, w których zaprezentowaliśmy się źle. Dla przykładu podam spotkania z Bochnią. Ten rywal w tym sezonie nam nie leżał. Bolesna była też porażka ze Strzyżowem u siebie. To nie powinno nam się przydarzyć. No i fatalny mecz w Niebylcu. To są pojedynki, które nie przynoszą nam chluby, ale było też kilka fajnych meczów.

Z którego siatkarza jest Pan najbardziej zadowolony?

Nie chcę wyróżniać jednego zawodnika. Na pewno kilku siatkarzy na przestrzeni całego sezonu pokazało się z dobrej strony. O trzonie drużyny stanowili gracze, którzy byli obecni na większości treningów. Nie ma co ukrywać, że później zaczęły się duże rotacje, ale ten trzon pozostał. Jeśli chodzi o rozegranie – niekwestionowanym liderem był Krzysztof Pigłowski, podobnie libero Dariusz Bonisławski, którego dzielnie wspierał Andrzej Bieńko. Dobrą robotę robił też Konrad Machowicz. Przez większość sezonu w szóstce był Błażej Czarnecki, więc z jego postawy też można być zadowolonym. Skrzydłowi cały czas się zmieniali, a on trzymał równą formę.

Nadal trenujecie?

Po zakończeniu sezonu musimy od siebie trochę odpocząć. Jesteśmy zmęczeni – zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Zaraz po meczu w Krośnie zawodnicy dostali wolne.

Jakie są plany zespołu na najbliższą przyszłość?

Spotykamy się dopiero 4 kwietnia i wtedy wejdziemy w okres roztrenowania. Jednocześnie podejmujemy jakieś działania. Wstępnie rozmawiamy już z zawodnikami i pytamy o ich zainteresowanie dalszą grą w Lublinie i o oczekiwania. Na pewno w zespole dojdzie do kilku zmian. Będziemy chcieli stworzyć jeszcze mocniejszy zespół. Teraz jest taki okres, gdzie trzeba pracować, żeby forma nie spadła do zera, więc musimy się ruszać. Chcemy wykonać krok w przód, a jaki to będzie krok – zależeć będzie od wielu czynników. Mamy ambitny plan zbudowania solidnego zespołu na przyszły sezon, ale na razie jest jeszcze za wcześnie na konkrety.

0 0 vote
Article Rating