Szczęście jest tak bardzo blisko!

Szczęście jest tak bardzo blisko!

Rewelacyjną wiadomość dla fanów handballu na Lubelszczyźnie mają szczypiorniści Azotów Puławy! Podopieczni Ryszarda Skutnika – choć bukmacherzy dawali im niespełna 20% szans – wygrali w Zabrzu z Górnikiem 33:30 i są tym samym bardzo blisko awansu do półfinału mistrzostw Polski! Przypieczętowanie tego sukcesu może nastąpić w sobotę w Puławach.

Azoty Puławy do Zabrza udawały się z osłabieniami znanymi od dawna – na środku rozegrania Piotra Masłowskiego musiał zastępować Marko Tarabochia, którego ostatnio wspomagali w pojedynczych akcjach Krzysztof ŁyżwaNikola Prce czy nawet Przemysław Krajewski. Trener gospodarzy nie mógł za to skorzystać z Michała Kubisztala, który swoją klasą zdecydowanie przewyższa dublerów.

Początek spotkania był nieco inny niż ostatnie dwie konfrontacje między tymi ekipami – w ligowym pojedynku w Zabrzu padło sześćdziesiąt siedem trafień, a w sparingu na Lubelszczyźnie – nawet o pięć więcej. Tym razem gościom pierwszy raz golkipera Górnika udało się pokonać dopiero w 7. minucie. Taka zła passa bywa w tak ,,ciężkich” gatunkowo pojedynkach zabójcza, jednak nie tym razem. Do tego czasu bowiem Mariusz Jurasik i spółka pokonali Sebastiana Zaporę tylko raz, a uczynił to – oczywiście – sam Jurasik. – Trochę go ,,wyłączaliśmy”, trochę odpuszczaliśmy jego krycie, w końcówce podpuszczaliśmy go, a on sam nam pomógł, niecelnie rzucając – ocenia dobrą postawę swoich zawodników wobec ,,Józka” Jerzy Witaszek.

Kolejne minuty płynęły pod dyktandem trójkolorowych z Zabrza, którzy odskoczyli nawet na trzy gole (8:5). Znów jednak ekipa Ryszarda Skutnika zaliczyła bardzo dobry fragment gry i z wyniku 10:7 zrobiło się 10:11 na korzyść puławskiej siódemki. Właśnie jednobramkowym prowadzeniem zakończyła się pierwsza odsłona, choć niedługo wcześniej było 15:12.

Po zmianie stron znów lepiej ,,weszli w mecz” goście, zwiększając swoją przewagę do nawet pięciu goli (17:22). Niestety, tak doświadczona drużyna jak Górnik nie podłamała się tym i potrafiła dojść nawet na jedno trafienie, a sygnał do walki dał Mariusz Jurasik. Do bramki po kilku trafieniach gospodarzy wrócił Bogdanow. – Nie był to oszałamiający mecz bramkarzy, obaj trenerzy często dokonywali zmian na tej pozycji. U nas zaczął Sebastian Zapora, potem wszedł Wadim, drugą połowę rozpoczął zaś Vilius Rasimas. Każdy z bramkarzy na początku odbijał piłki, ale później radził sobie gorzej, stąd te zmiany – relacjonuje drugi szkoleniowiec drużyny z Puław Marcin Kurowski.

Od tego czasu wbrew temu, czego oczekiwali fani zgromadzeni w hali, gospodarze tracili kolejne bramki, a sami mieli duże kłopoty z ich zdobywaniem. W efekcie tego puławianie uzyskali bezpieczne, 4-bramkowe prowadzenie, które na sześć minut przed końcem dawało ogromny komfort gry. Doskonale zdający sobie sprawę z otrzymanej szansy gracze gości grali bardzo rozważnie w ataku, a w defensywie unikali kar dwuminutowych. Ostatecznie mecz zakończył się bardzo ważnym triumfem Azotów Puławy 33:30.

Okazja do przypieczętowania sukcesu i zakończenia rywalizacji już w najbliższą sobotę. Rewanż Azotów z Górnikiem zapowiada się rewelacyjnie. Puławianie na pewno zrobią wszystko, żeby nie doszło do trzeciego spotkania, na które zespoły musiałyby wracać do Zabrza. – Jesteśmy coraz silniejsi, zaczynam wierzyć, że będziemy grali o medale. Istnieje takie niebezpieczeństwo, że zawodnicy poczują się zbyt pewnie. Kto zagrał najlepiej? Wszyscy! Każdy zawodnik pokazał dobre umiejętności i serce do walki – cieszy się Witaszek.

Górnik Zabrze – Azoty Puławy 30:33 (14:15)

Bramki dla Azotów: Sobol 8, Krajewski 6, Prce 6, Tarabochia 5, Kus 3, Skrabania 2, Przybylski 2, Savić 1.

0 0 vote
Article Rating