Wypowiedzi pomeczowe: AZS UMCS – Pabiks Pabianice

Wypowiedzi pomeczowe: AZS UMCS – Pabiks Pabianice

AZS UMCS Lublin po dwóch trudnych meczach wyjazdowych w końcu miał okazję grać u siebie. Tę szansę podopieczni Jakuba Ignaszewskiego wykorzystali skrzętnie, zdobywając w bardzo efektownym stylu dwa oczka. Co o tym meczu do powiedzenia miał opiekun lublinian i jeden z liderów zespołu?

Lubsport.pl: Przy stanie 3:7 nie pojawiła się jakaś wątpliwości, strach?

Jakub Ignaszewski, trener AZS UMCS Lublin: Nie, nie pojawiła się. Nawet nie brałem czasu, bo doskonale widziałem, że bramki są przypadkowe. Naszych zawodników na początek zjadła trema, bo to pierwszy mecz przed własną publicznością, które nieraz są trudniejsze niż na wyjazdach, bo przychodzą znajomi, rodzina. Chłopcy po opanowaniu stresu zaczęli grać lepiej. Nie wygrywaliśmy tylko do momentu, w którym graliśmy fatalnie w ataku pozycyjnym. Potem przez naszą obroną nie byli się przebić przez naszą obroną. W ogóle, w lidze niewiele będzie drużyn, które będą w stanie to zrobić. Mecz pokazał jednak, nad czym musimy pracować, jest to oczywiście atak pozycyjny, który pozostawia wiele do życzenia. Przy prowadzeniu 5-6 bramkami to zaczęło dobrze wyglądać, układać się. Nagle było więcej luzu, pojawiła się kreatywność. Jednak dopóki mecz jest na styku, to chłopaki ,,trzęsą portkami” i to jest również rzecz, nad którą należy popracować.

Znów dwanaście bramek zdobył Jakub Buksiński…

Przy zawodnikach pierwszej linii trzeba liczyć również te sytuacje, w których nie pokonali bramkarzy. Kuba Buksiński mógł zdobyć dziś nawet siedemnaście bramek. Kuba robi to, czego od niego oczekujemy. Jest graczem bardzo ogranym i zdawałem sobie sprawę przed sezonem, że na poziomie drugiej ligi będzie w stanie większości skrzydłowym uciec do kontry i tak to się odbywa. Jest to nasz najmocniejszy punkt, najlepsza pozycja. Kuba zdobył dwanaście goli drugi raz z rzędu. Niedługo wróci Arkadiusz Prajzner, który będzie mógł być zmiennikiem Buksińskiego. Każdemu przyda się zmiana.

Po przerwie dobrze grał blok, dobrze grała defensywa, dobrze to współgrało.

Oni nie mieli zbyt dobrego rzutu. Dopóki Pabiks miał siłę, dopóty zdobywali bramki, głównie po akcjach indywidualnych, przez całą pierwszą połowę tak właśnie to wyglądało. Akcje jeden na jeden przynosiły im skutek, mijali moich zawodników, będąc silniejszymi fizycznie. Oni byli słabiej przygotowani fizycznie. Dopóki mieli siły, wygrywali pojedynki jeden na jeden. Po przerwie my już dominowaliśmy, byliśmy mocniejsi. To bierze się z naszego przygotowania, na pewno. Bo jeżeli ktoś pada po trzydziestu minutach, a ktoś nie – to to musi być kondycja.

W kolejnym meczu będzie bardzo ciężko. Nasza taktyka będzie dosyć prosta, jednak ciężka do realizacji. Wisła II Płock ma dwóch zawodników, którzy mierzą ponad dwa metry, grają na środku defensywy i ciężko będzie się przez środek przebić. Będę próbował ustawić grę w ten sposób, żeby kończyć akcje z ,,połówek” czy ze skrzydeł, a nie środkiem. Na pewno oni w pozycyjnym ataku też nie zrobią nam krzywdy. Moja jedyna obawa dotyczy tego. że nie damy sobie rady w ataku, a oni zniszczą nas kontrami.

Dziś miałem już dziesięciu zawodników. Od poniedziałku będę miał trzech-czterech więcej, więc na mecz w Płocku być może zbiorę pełną szesnastkę (Filip SchwandtKamil BernatHubert Obydź – przyp. red). Tak jak powiedziałem przed sezonem, po 6-7 kolejce chcę, żeby ten zespół grał, tak jak sobie to zakładam. Póki co mamy plan wykonany w połowie. Na sześć punktów, mamy trzy. Żałuję drugiego wyjazdu do Łodzi, bo na terenie Anilany nie dało się wygrać, a drugi mecz mieliśmy niemal wygrany.

Nie bałeś się, że powtórzy się sytuacja, w której oddajecie 4-5 bramek przewagi?

Teraz 4-5 bramek mieliśmy w 40. minucie, zaś koło 50. było to już 7-8 goli i był to bezpieczny handicap. Chłopakom przy prowadzeniu 27:18 i czasie dla trenera gości powiedziałem, że gramy do końca, nie odpuszczamy. I bardzo się cieszę, że pomimo dosyć eksperymentalnego ustawienia, bo rywal grał wysoko w obronie, a ja chciałem dać pograć Sebastianowi Sykutowi, z tych 7-8 bramek na koniec zrobiło się dwanaście.

Wynik idzie w świat. Zespół, który przed tygodniem przegrał z Anilaną zaledwie dwoma golami, przyjeżdża do Lublina i przegrywa dwunastoma. Może zaczną nas traktować nieco poważniej, bo przed sezonem czytałem opinię w internecie… ,,Leszcze z Lublina”… Mam nadzieję, że ktoś się jeszcze przejedzie na tej opinii i oby nieraz.


Michał Andrusiewicz, rozgrywający AZS UMCS: Bardzo cieszę się z wygranej, której rozmiary są naprawdę imponujące. Nie uważam jednak, by ten mecz był w naszym wykonaniu świetny. Lepiej graliśmy chociażby z ChKS-em w Łodzi, gdzie lepiej radziliśmy sobie w ofensywie. Zwłaszcza początek w naszym wykonaniu był niemrawy. Wciąż musimy pracować nad naszym atakiem pozycyjnym, gdzie popełniamy sporo błędów i czasami mamy problemy z wywalczaniem rzutowych pozycji. Nawet dobrze wyglądała nasza gra w defensywie, zwłaszcza po przerwie. Nawet nie pamiętam, co mówił trener w przerwie, ale dobrze nas zmotywował i wynik drugiej połowy (20:9 – przyp. red) mówi sam za siebie. Miałem szczęście po starciu z rywalem w drugiej połowie… Przeciwnik ,,wjechał” mi w nogi. Na szczęście skończyło się tylko na strachu mojej mamy, która była obecna na meczu, i rozwalonym bucie.

0 0 vote
Article Rating