Rezerwy Azotów poległy w stolicy

Rezerwy Azotów poległy w stolicy

Trzecią ligową porażkę w sezonie 2020/2021 ponieśli szczypiorniści rezerw Azotów Puławy. Podopieczni Piotra Dropka ulegli w stolicy AZS-owi UW Warszawa 22:32. Warszawscy akademicy mocno weszli w mecz i już w 8. minucie prowadzili 4:1. W kolejnych akcjach gospodarze powiększali swoją przewagę. Po pierwszym kwadransie na tablicy wyników widniał rezultat 8:2 na korzyść AZS-u. Słabszy początek zmotywował puławian. W 21. minucie przyjezdni zmniejszyli różnicę do dwóch trafień (8:6), a chwilę później po skutecznym rzucie Dominika Szewczyka stołeczny zespół miał już tylko jedną bramkę przewagi (9:8). Na przerwę warszawianie schodzili, prowadząc 11:9. Od początku drugiej części gospodarze przejęli inicjatywę i narzucili przeciwnikom swój styl gry. W 35. minucie trafienie byłego zawodnika Azotów Witalija Titowa doprowadziło do wyniku 15:10. Chwilę później miejscowi prowadzili już 20:13. W ostatnim kwadransie zespół z Warszawy jeszcze powiększył swoją przewagę i wygrał 32:22. Najwięcej bramek dla reprezentantów Lubelszczyzny rzucił w tym spotkaniu Karol Przychodzeń. Rozgrywający zapisał na swoim koncie sześć trafień. – Pojechaliśmy do stolicy bez dwóch zawodników, którzy wystąpili w poprzedniej kolejce. Wojciech Borucki został przeniesiony do pierwszego zespołu i bardzo fajnie spisał się w meczu z Piotrkowianinem. Można powiedzieć, że w drugiej połowie zatrzymał ekipę z Piotrkowa Trybunalskiego i dzięki jego skutecznej grze odnieśliśmy zwycięstwo. W Warszawie nie zagrał również Mateusz Flont, który w poprzednim spotkaniu doznał urazu kolana. Nie był w pełni sprawny i postanowiliśmy go oszczędzać. Pierwsza połowa tego spotkania była w miarę wyrównana. Trzeba przyznać, że przez cały mecz postawiliśmy się w obronie, lecz dokuczał nam brak skuteczności. Gdy już dochodziliśmy do pozycji rzutowej, to naszym chłopcom brakowało doświadczenia, by opanować emocje i wygrywać pojedynki sam na sam z takimi bramkarzami jak Krzysztof Lipka i Piotr Ner. To zawodnicy, którzy po 20 lat grali w ekstraklasie. Widać, że znajdują się w dobrej formie i praktycznie od początku sezonu stanowią mocny punkt warszawskiego zespołu. Natomiast trzeba cieszyć się z tego, że zagraliśmy bardzo mądrze w obronie i zaprezentowaliśmy kilka ciekawych akcji w ataku pozycyjnym, jednak szwankowała wspomniana już skuteczność. Mamy nad czym pracować przed kolejnym spotkaniem. Po pierwszej połowie nieznacznie przegrywaliśmy, a w drugiej części brak skuteczności pod bramką przeciwnika przyczynił się do tego, że rywale, dysponując zawodnikami z ekstraklasową przeszłością popełnili mniej błędów i zamieniali stuprocentowe sytuacje na trafienia. Stąd też wynika ta dziesięciobramkowa różnica. Jakie działania powinny zostać podjęte wobec rozgrywek w dobie pandemii koronawirusa? Moi zawodnicy chodzą do szkoły. Podejrzewam, że również na zakupach można mieć kontakt z osobą zarażoną. Jednak myślę, że jeśli gracze będą się stosować do zaleceń sanitarno-epidemiologicznych, to mogą zminimalizować ryzyko zarażenia koronawirusem i będziemy mogli dograć ligę do końca. Moim zdaniem nie ma sensu zamykać rozgrywek. Niektóre kluby mocno inwestują w swoje I-ligowe zespoły i starają się uzyskać awans do Superligi. Są też drużyny, które chcą się utrzymać w lidze oparte na zawodnikach grających za stypendia sportowe. Jeśli liga zostanie zamknięta, to może być problem ze sponsoringiem i szczypiornistami, którzy utrzymują się tylko z grania. Zawodnik bez dajmy na to ośmiomiesięcznego dochodu, nie ma racji bytu. Myślę, że rozgrywki powinny być dokończone i gdy zdarzyłaby się sytuacja, że dany gracz ma koronawirusa, to uda się na kwarantannę, a jego ekipa powinna zostać zbadana i poddana testom. Gdy wyniki będą ujemne, to zespół udaje się na mecz bez zarażonego zawodnika, którego traktuje jako kontuzjowanego. Przykładem może być ostatnia sytuacja Gwardii Opole, która w dwunastoosobowym składzie udała się na mecz do Kielc. Ci, którzy mieli negatywne wyniki, pojechali na zawody, a ci, którzy uzyskali pozytywne wyniki, zostali w domu. Sytuacja jest trudna, ale w imię wyższej konieczności liga musi trwać. Sezon musi być zakończony. Na pewno będzie dziwny, pewnie nie do końca sprawiedliwy, ponieważ pandemia może wykończyć najmocniejsze ekipy, ale sądzę, że taki sposób działania byłby najbardziej właściwy – komentuje trener Azotów II Puławy Piotr Dropek. 

NASTĘPNA KOLEJKA

W następnej kolejce szczypiorniści AZS-u UW Warszawa podejmą KS Uniwersytet Radom (24 października, 19:00). Natomiast Azoty II Puławy zagrają na wyjeździe z SCKS Jurandem Ciechanów (24 października, 18:00).

AZS UW Warszawa – Azoty II Puławy 32:22 (11:9)

AZS UW: Lipka, Ner – Pilarski 10, Titow 6, K. Kwiatkowski 4, Szpejna 4, Przybysz 4, Nowakowski 2, Bielawski 1, Bulej 1, Kuc, Urbański, Łepecki, Steć, Salamoński, Bienenda.

Azoty: Wiejak, Stachowiak – Przychodzeń 6, Szewczyk 5, Batyra 3, Baranowski 3, Abramowicz 3, Antoniak 1, Figura 1, Głos, Sekuła.

Kary: 14 minut (Witalij Titow x2, Wiktor Urbański x2, Jacek Łepecki, Dawid Szpejna, Tomasz Bulej) – 6 minut (Dominik Antoniak, Jędrzej Batyra, Kacper Baranowski).

fot. Azoty Puławy (archiwum)

0 0 vote
Article Rating