Jerzy Witaszek: Robimy wszystko by pokazać, że piłka ręczna nadal żyje (Wywiad)

Jerzy Witaszek: Robimy wszystko by pokazać, że piłka ręczna nadal żyje (Wywiad)

W związku z pandemią koronawirusa władze PGNiG Superligi zdecydowały o przedwczesnym zakończeniu ligowych zmagań w sezonie 2019/2020. O tej decyzji, minionych rozgrywkach i nowym trenerze Azotów porozmawialiśmy z prezesem puławskiego klubu Jerzym Witaszkiem. Zapraszamy do lektury!

Kacper Ciuksza – LUBSPORT.PL: Decyzją władz ligi rozgrywki zostały zakończone. Azoty Puławy zajęły w obecnym sezonie czwarte miejsce w tabeli. Czy to pozycja, która Pana satysfakcjonuje?

Jerzy Witaszek: To nie jest miejsce, które nas satysfakcjonuje, tym bardziej że drużyna Azotów, która przed sezonem została gruntownie przebudowana, od początku tego roku zaczęła grać coraz lepiej. Trenerzy przekonywali mnie, że najlepsza forma zawodników miała przyjść na fazę play-off. Sądzę, że mieliśmy realne szanse, by zająć w tym sezonie trzecie miejsce, ale pogodziliśmy się z decyzją, jaką podjęły władze ligi.

Czy według Pana decyzja o zakończeniu rozgrywek jest słuszna?

Od samego początku byłem za tym, by przerwać rozgrywki i nie narażać naszych zawodników i ich rodzin. To była jedyna słuszna decyzja. Sport jest ważny dla wielu ludzi, ale uważam, że zdrowie i życie są sprawą nadrzędną.

Jak obecna sytuacja wpływa na działania klubu?

Przede wszystkim dzień po meczu z PGE Vive Kielce (to spotkanie zostało rozegrane 11 marca – przyp. red.) zawodnicy dostali informację, że zostają w domach i przygotowują się indywidualnie. Poinformowaliśmy ich, że dla bezpieczeństwa powinni trenować pojedynczo. Od 16 marca biuro klubu jest zamknięte. Pracujemy zdalnie, a osoby, które dysponowały laptopami, zabrały je do domu. Komputery m.in. księgowej także zostały przeniesione do domów pracowników zgodnie z regułami, jakich wymaga praca zdalna. Mamy trochę więcej zadań, ponieważ dokumenty są przesyłane drogą elektroniczną. Sekretariat biura działa jedynie w sytuacji, gdy listy przychodzą drogą tradycyjną. Okazuje się, że można pracować zdalnie. Nie wiem jak długo, ale można. Obecnie to jedyna droga, aby przerwać rozprzestrzenianie się tego wirusa. Na tę chwilę wszyscy w klubie są zdrowi i to dla nas bardzo ważne.

Wiele klubów zmniejsza zawodnikom oraz pracownikom pensję. Jak to wygląda w Azotach Puławy?

Nie wiem, dlaczego wszyscy chcą zabierać zawodnikom i pracownikom pieniądze. Każda z tych osób ma umowę albo kontrakt i to nie jest ich wina. Gdyby epidemia się zakończyła, to zawodnicy pozostają w gotowości. Poczyniliśmy pewne korekty dotyczące graczy. Ich forma rosła i zbliżali się do jej apogeum, więc przedłużyliśmy okres roztrenowania na cały kwiecień. Szczypiorniści mieli urlopy najczęściej w czerwcu, a my zamieniliśmy okres urlopowy na maj. Przygotowania rozpoczniemy wcześniej, bo już w czerwcu, a od 1 lipca zespół przejmie trener Lars Walther. Każdy w klubie wykonuje swoją pracę. Zawodnicy ćwiczą, a trenerzy monitorują i doradzają, jak to ma wyglądać, co zresztą można śledzić w naszych mediach społecznościowych. W domu trenują nie tylko seniorzy, ale także druga drużyna i grupy młodzieżowe. Nie widzę możliwości, żeby komuś zabierać pieniądze, bo nie ma za co. Robimy wszystko by pokazać, że piłka ręczna nadal żyje. Od 30 marca rozpoczęliśmy w puławskiej telewizji kablowej cykl „Przeżyjmy to jeszcze raz”, w którym są transmitowane nasze mecze z tego sezonu. Chcemy dać kibicom namiastkę tego, co mogłoby nadal trwać, gdyby nie wirus.

Tak jak Pan wspomniał, od 1 lipca nowym szkoleniowcem drużyny zostanie Lars Walther. Czy zmiana trenera jest sygnałem, że Azoty chcą walczyć o najwyższe cele?

Sygnał dawaliśmy już kilkukrotnie, bo cztery razy z rzędu zakończyliśmy rozgrywki ligowe na trzecim miejscu. Zdecydowaliśmy się na przebudowę zespołu, bo nie satysfakcjonuje nas ciągle trzecia pozycja. Odmłodziliśmy drużynę, wprowadzając nowych zawodników. Zespół jest wyrównany, a trener Walther zaakceptował prawie wszystkich graczy. Są tylko dwie pozycje, które musimy uzupełnić. Aktualnie jestem blisko spełnienia pierwszego życzenia nowego szkoleniowca, natomiast drugie będzie trudne do zrealizowania. Nie tylko zawodnicy i trenerzy mają takie ambicje, bo ja też nie chciałbym całkowicie pogodzić się z tym, że klub, który prowadzę, będzie grał tylko o trzecie miejsce. Uważam, że z trenerem Waltherem uda nam się stworzyć drużynę, która podejmie walkę z Vive Kielce i Wisłą Płock. Nie mówię, że ogramy te zespoły w pierwszych meczach, ale sport wielokrotnie udowadniał, że przy dobrej pracy można sprawić wiele niespodzianek.

Druga drużyna Azotów Puławy zajęła jedenaste miejsce w tabeli I ligi z bilansem trzech zwycięstw i dziewięciu porażek. Czy wymagania wobec zespołu opartego na juniorach były większe?

Druga drużyna jest oparta przede wszystkim na naszych juniorach. Najzdolniejsi z nich, kiedy kończą wiek juniora, zostają w klubie i mają szansę rozwijać się do 23. roku życia. Pomimo awansu, w tamtym roku podziękowaliśmy trzem szczypiornistom, którzy osiągnęli ten wiek. Nie zależy nam na tym, aby drugi zespół powielał sukcesy pierwszego. Dążymy do solidnej pracy z młodzieżą. Jako były trener wiem, że po skończeniu wieku juniora nie często zdarza się, żeby zawodnik mógł się przebić do pierwszej siódemki czy nawet czternastki i odgrywać znaczącą rolę w klubie z ambicjami do walki o medale. W drugiej drużynie mamy wielu wartościowych graczy. Wspomnę, że bramkarz Wojciech Borucki jest w kręgu zainteresowań nawet pierwszej reprezentacji. Mamy także Kacpra Adamczuka, który prawie cały czas trenował z pierwszym zespołem. Jest też leworęczny Mateusz Flont, który gra w I lidze, ale mogę zdradzić, że znajduje się na liście szczypiornistów, z którymi chciałby pracować nowy trener. Podobnie jak Kamil Konieczny z rocznika 2001, lider drugiej drużyny, na którego mocno stawia kadra szkoleniowa. Praca z młodzieżą daje szansę zbudowania w Puławach zespołu, który nie tylko będzie polski, ale w większości oparty na wychowankach. W 1994 roku Wisła Puławy awansowała do najwyższej klasy rozgrywkowej przy pomocy samych wychowanków i marzę o tym, żeby w Azotach było jak najwięcej zawodników z Puław. Druga drużyna nie ma celu, żeby wygrywać na siłę, a dawać szansę szczypiornistom, który w przyszłości mogliby zasilić kadrę pierwszego zespołu.

fot. Azoty Puławy (archiwum)