Puchar Polski ponownie wędruje do Kielc. Dobra pierwsza połowa Azotów

Puchar Polski ponownie wędruje do Kielc. Dobra pierwsza połowa Azotów

Szczypiorniści Azotów Puławy mieli przed niedzielnym finałem z PGE Vive Kielce jeden cel – powtórzyć wczorajszy sukces MKS-u Perła Lublin. Arena Kalisz tym razem nie okazała się szczęśliwa dla klubu z województwa lubelskiego, choć azotowcy prowadzili po pierwszej części gry.

Pierwszy w historii klubu z Puław finał Pucharu Polski to dopiero początek wojny, jaką puławianie stoczą z mistrzem Polski w ciągu najbliższego tygodnia. W ramach półfinału PGNiG Superligi mężczyzn zespoły te zmierzą się w środę (16 maja) i kolejną niedzielę (20). W drodze do finału PP Azoty pokonały kolejno: SRS Czuwaj Przemyśl (41:25), Sandrę SPA Pogoń Szczecin (28:19), Energę MKS Kalisz (28:18) oraz KPR Gwardię Opole (31:28).

Początek finału wydawał się dość zaskakujący. To puławianie wyglądali na pewniejszych siebie w pierwszych minutach. Dzięki konsekwencji w grze prowadzili po dziesięciu minutach dwoma bramkami (7:5). Premierowa kara minutowa pojawiła się dopiero w 12. minucie. Na 120 sekund został wykluczony Michał Jurecki. Po chwili jego brat – Bartosz – trafił na 6:9. Mistrzowie kraju próbowali odgryzać się indywidualnymi akcjami, tak jak w przypadku Deana Bombaca, który w jednej z akcji popisał się znakomitymi zwodami i pięknym rzutem. Puławianie byli jednak czujniejsi w obronie i pilnowali wypracowanej przewagi. Kapitalne zawody rozgrywali Bartosz Jurecki, Marko Panić i Paweł Podsiadło, którzy aż 14 razy pokonywali bramkarzy rywali. Dzięki temu Azoty prowadziły po pierwszej części 20:18.

Przed rozpoczęciem drugiej odsłony chyba wszyscy zadawali sobie pytanie, czy dominacja kielczan w pucharze zostanie przerwana. W końcu wygrywali oni to trofeum aż dziewięć razy z rzędu. Kolejne partie meczu potwierdzały, że defensywa w jednej i drugiej drużynie była tego dnia fikcją. Drużyny rzucały ze skutecznością na poziomie ponad 85%. Niestety po przerwie lepiej radziło sobie Vive. W 40 minucie celny rzut Bombaca wyprowadził kielczan na prowadzenie 25:24. Był to przełomowy moment spotkania, ponieważ drużyna Tałanta Dujszebajewa nie pozwoliła już puławianom na nawiązanie walki. Mistrzowie kraju regularnie powiększali swoją przewagę. Na 10 minut przed końcem wynosiła ona już pięć bramek (31:26). W 57. minucie czerwoną kartkę zobaczył Marko Mamić, ale była to jedyna zła informacja dla Vive. Ostatniego gola w kapitalny sposób rzucił syn trenera – Alex Dujszebajew – i ustalił wynik na 35:29. Doświadczenie kielczan przyniosło im kolejny sukces na krajowym podwórku.

W pierwszym meczu półfinału PGNiG Superligi Azoty zagrają z PGE Vive Kielce już w środę (16 maja, 18:30).

Azoty Puławy – PGE Vive Kielce 29:35 (20:18)

Azoty: Bogdanow, Koszowy – B. Jurecki 7, Panić 7, Podsiadło 4, Łyżwa 3, Masłowski 3, Prce 2, Grzelak 1, Kuchczyński 1, Ostrouszko 1, Gumiński, Kowalczyk, Seroka, Skrabania, Titow.

Vive: Ivić, Szmal – Dujszebajew 7, Jachlewski 5, Bielecki 4, Janc 4, M. Jurecki 4, Strlek 4, Bombac 3, Aguinagalde 2, Jurkiewicz 1, Zorman 1, Djukić, Kus, Mamić.

Żółte kartki: Krzysztof Łyżwa, Piotr Masłowski – Mateusz Jachlewski, Michał Jurecki, Mariusz Jurkiewicz, Marko Mamić x2
Czerwona kartka: Marko Mamić 57’ (za drugą żółtą)
Widzów: 1 200
Sędziowali: Bartosz Leszczyński oraz Marcin Piechota (Płock).

fot. PGE VIVE Kielce/facebook.com