Padwa nie złamała twierdzy Biała Podlaska. AZS AWF górą w Derbach Lubelszczyzny

Padwa nie złamała twierdzy Biała Podlaska. AZS AWF górą w Derbach Lubelszczyzny

Dziewięć zwycięstw w dziewięciu meczach to był bilans domowych starć szczypiornistów AZS-u AWF Biała Podlaska przed spotkaniem 20. kolejki I ligi grupy C piłki ręcznej mężczyzn, w którym podopieczni Dmitrija Tichonia mierzyli się przed własną publicznością z MKS-em Padwa Zamość. Pierwsze derby w tym sezonie, w Zamościu biało-zieloni wygrali 33:28. Drugie spotkanie derbowe również padło łupem akademików, którzy pewnie pokonali szczypiornistów z Zamościa 32:23, dopisując tym samym dziesiątą wygraną we własnej hali w sezonie 2018/2019. Najskuteczniejszym zawodnikiem ekipy z Białej Podlaskiej w tym spotkaniu był Przemysław Urbaniak. Skrzydłowy zapisał na swoim koncie siedem trafień. Najwięcej bramek dla zamojskiej drużyny rzucił Tomasz Fugiel, który pokonał bramkarzy rywali dziewięć razy.

Marcin Stefaniec (skrzydłowy AZS-u AWF Biała Podlaska): – O zwycięstwie zadecydowała nasza bardzo dobra postawa w obronie, a także fajne interwencje Krzysztofa Kozłowskiego w bramce, który zanotował wysoki procent skuteczności obron. Dzięki temu skrzydłowi biegali do kontrataku w pierwsze tempo, a chłopaki w drugiej linii podłączyli się z rzutem. W drugiej połowie w nasze szeregi wkradło się trochę rozluźnienia i brak skuteczności, ale mieliśmy tę konfrontację pod kontrolą. Trudnym momentem były trzy kary dwuminutowe dla nas, bo przez pewien fragment spotkania graliśmy we trzech przeciwko sześciu rywalom. Wytrzymaliśmy to i bezpieczną przewagę utrzymaliśmy do końcowego gwizdka. Mamy na tyle dobrych zawodników na rozegraniu, że potrafiliśmy zakleić lukę spowodowaną brakiem Denisa Wołyncewa. Jeżeli chodzi o mój występ w tym starciu, to zawsze mogłoby być lepiej. Nigdy nie jest się w 100% zadowolonym. Jednak najważniejsze jest to, że wygraliśmy ten mecz.


Marcin Czerwonka:  

Porażka dziewięcioma bramkami mówi wszystko. Do przerwy rywale prowadzili różnicą sześciu trafień. Spodziewaliśmy się, że gospodarze postawią trudne warunki, ale uważam, że to my nie stanęliśmy na wysokości zadania. Zgodziliśmy się z tabelą i z przewagą punktową AZS-u AWF. Myślę, że trochę przeszliśmy obok tego meczu, nie podejmując walki, tak jak bym to sobie wyobrażał. Jest to porażka wkalkulowana w sport. Zespół z Białej Podlaskiej nie przegrał u siebie pojedynku w tym sezonie, ale absolutnie nie chce mówić, że przyjechaliśmy zakładając przegraną. Powinniśmy zaprezentować się dużo lepiej. Trudno teraz powiedzieć na ile by to wystarczyło. Rywale przystąpili do tego spotkania osłabieni, ponieważ kontuzja wykluczyła ich kluczowego zawodnika Denisa Wołyncewa. O jego klasie świadczy, chociażby mecz z SPR-em PWSZ Tarnów, kiedy to rozegrał bardzo dobre zawody i było widać, ile stanowi dla tego zespołu. Mimo tego jego brak był na boisku niemal niezauważalny. AZS AWF w pełni kontrolował przebieg tej konfrontacji. Ich atutem od zawsze była gra zespołowa, więc gdy zabrakło ich nominalnego lidera, pokazali ją w jeszcze większym stopniu. Przeciwnicy nie grali fajerwerków, lecz powtórzę, że my nie zmusiliśmy ich do wysiłku. Mając świeżo w pamięci mecz w Zamościu z ekipą z Tarnowa i porównując nasze nastawienie oraz wolę walki, widać było sporą różnicę. Stać nas na zdecydowanie więcej nawet na boisku rywala potencjalnie silniejszego, a jak pokazuje tabela mocniejszego i lepiej grającego w tym sezonie.

AZS AWF Biała Podlaska – MKS Padwa Zamość 32:23 (16:10)

AZS AWF: Adamiuk, Kozłowski – Urbaniak 7, Bekisz 6, Łazarczyk 5, Stefaniec 4, Kruchkou 3, Maksymczuk 3, Niedzielenko 2, Małecki 1, Ziółkowski 1, Nowicki.

MKS Padwa: Drabik, Wnuk – T. Fugiel 9, Szymański 3, Gałaszkiewicz 3, S. Fugiel 3, Bigos 2, Puszkarski 1, Kłoda 1, Samoszczuk 1, Sałach, Mroczek, Teterycz, Misalski.

fot. Kazimierz Chmiel (archiwum)