Motor Lublin – Chełmianka Chełm 0:0, rzuty karne 3:4 (Wypowiedzi pomeczowe)

Motor Lublin – Chełmianka Chełm 0:0, rzuty karne 3:4 (Wypowiedzi pomeczowe)

W półfinale wojewódzkiego Pucharu Polski Chełmianka Chełm pokonała po serii rzutów karnych Motor Lublin. O opinię dotyczącą tego spotkania zapytaliśmy trenerów i zawodników obu drużyn

.

Relację z meczu przeczytasz TUTAJ.

Mirosław Hajdo (trener Motoru Lublin): – Graliśmy w tym meczu na tyle, na ile było nas stać pod względem fizycznym na trudnym boisku i przy wysokiej temperaturze. Jesteśmy w trakcie takiego treningu, że fizycznie nie mogliśmy dać z siebie więcej. Rzuty karne są loterią. Każdy chciał strzelić i nie mam pretensji do chłopaków. Nie wiem, co z sytuacją, w której zdobyliśmy bramkę nieuznaną z powodu spalonego, ponieważ dopiero będziemy ją oceniać. Niemniej jednak drużyna Chełmianki przechodzi dalej i gratuluję jej awansu do finału. Teraz spokojnie będziemy mogli się przygotowywać do następnego meczu kontrolnego i nowego sezonu.

Sławomir Duda (pomocnik Motoru Lublin): – Każda porażka boli. Gra w Pucharze Polski jest fajną przygodą. Szkoda, że odpadliśmy już na tym etapie, ale zabrakło nam wykończenia. Gdybyśmy wykorzystali jedną, drugą, trzecią okazję, to odbiór meczu byłby zupełnie inny. Już na początku mieliśmy kilka dogodnych szans po składnych akcjach budowanych dzięki pracy całego zespołu. Rzuty karne to już loteria, nie dopisało nam w nich szczęście i tak to się skończyło. Nie ma wytłumaczenia dotyczącego ciężkich treningów, bo każdy ciężko trenuje. Mimo wszystko dochodziliśmy do sytuacji, co jest ważne i brakowało nam konsekwencji w wykończeniu, nad którego poprawą popracujemy na najbliższych treningach. Czujemy złość, świetnie zajść dalej w rozgrywkach pucharowych, ale niestety nie udała nam się ta sztuka. Czas leci szybko, znajdujemy się już na półmetku przygotowań i musimy skoncentrować się na lidze. Zagraliśmy kilka spotkań w krótkim odstępie czasowym, gdzie byliśmy nieprzygotowani do tych starć, ponieważ długo nie rozgrywaliśmy meczów o stawkę. Jednak przeciwnicy też nie rozgrywali tych meczów, tak więc szanse były równe i tak jak już wspomniałem, zabrakło nam wykończenia.

Jan Konojacki (trener Chełmianki Chełm): – Bardzo cieszymy się z tego zwycięstwa. Motor stworzył nam w tym meczu wiele problemów, wysoko stawiając poprzeczkę. Jednak zostaliśmy nagrodzeni za determinację i konsekwencję w grze od pierwszej do ostatniej minuty. Rzuty karne są loterią i równie dobrze to przeciwnicy mogli wyjść zwycięsko z tego starcia. Przede wszystkim cieszymy się z tego, że zagraliśmy na zero z tyłu. Brakowało finalizacji akcji, ale Motor był dobrze zorganizowany, często atakując mniejszą liczbą zawodników, tak aby zabezpieczyć tyły. Liczyliśmy na to, że zerwiemy się i będziemy mieli możliwość zdobycia gola. Lubelski zespół miał swoje sytuacje, ale niestety dla nich, a stety dla nas żadna z tych prób nie skończyła się bramką. Szczęście sprzyjało nam w tym meczu, szczególnie przy rzutach karnych. Końcówka regulaminowego czasu gry była dosyć nerwowa, ale to chyba dosyć uzasadnione. Obie drużyny chciały rozstrzygnąć to spotkanie przed rzutami karnymi, dlatego też doliczony czas gry był bardzo nerwowy. Sam zostałem ukarany żółtą kartką i uważam, że słusznie, bo nie zapanowałem nad emocjami. Natomiast taka jest rola sędziego, aby od początku do końca kontrolować mecz, gdy takie sytuacje się zdarzają.

Grzegorz Bonin (pomocnik Chełmianki Chełm): – To był ciężki mecz pełen biegania i walki, w którym sytuacji było jak na lekarstwo. W pierwszej połowie miałem szansę na zdobycie bramki, z kolei po przerwie to Motor miał dwie okazje. Na pewno to było charakterne starcie. W ostatnim czasie gramy praktycznie co trzy dni i trudno budować formę. Nie ma złotego środka, ponieważ nie wiadomo, jak to wszystko ruszy. W ostatnich meczach wychodzimy jednym składem z kilkoma rotacjami. W środę rozegramy kolejny mecz, a już w najbliższy weekend startuje liga. W kadrze zaszło dużo zmian, a plan sparingów został chyba zaplanowany, gdy była ta poprzednia Chełmianka. Mierzyliśmy się z zespołami z IV ligi i mieliśmy w tych spotkaniach posiadanie piłki na poziomie 80-90%, bo ofensywnie jesteśmy naprawdę mocni. Dodatkowo nie straciliśmy w tych meczach bramki z akcji. Dlatego też nie wiedzieliśmy, jak wypadniemy w konfrontacji z Motorem, ponieważ zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że będzie dużo gry bez piłki. W takich sytuacjach wychodzi charakter i trzeba było dać więcej “z wątroby”, ponieważ kiedy nie ma się piłki, traci się więcej sił. W tym starciu tak było, ale sądzę, że wszyscy zdali ten egzamin celująco i na razie wygląda to dobrze. Każdy mecz będzie inny, ale cieszymy się z tego zwycięstwa, bo było ciężko wywalczone i idziemy dalej. Mecz finałowy z Orlętami? Graliśmy z tą drużyną sparing, w którym akurat nie wystąpiłem, ale zespół wygrał 3:1. Jednak to będzie całkiem inne spotkanie. Wrócimy do gry z naszym posiadaniem, bo w starciu z Motorem, to rywale częściej mieli piłkę przy sobie, ale mieliśmy na nich plan, a utrzymywanie się przy futbolówce na własnej połowie nic nie znaczy. 

fot. Tomasz Lewtak/motorlublin.eu

0 0 vote
Article Rating