Górnik Łęczna – Górnik Polkowice 2:1 (Wypowiedzi pomeczowe)

Górnik Łęczna – Górnik Polkowice 2:1 (Wypowiedzi pomeczowe)

W meczu 20. kolejki II ligi Górnik Łęczna pokonał u siebie Górnika Polkowice 2:1 po bramkach Pawła Wojciechowskiego i Tomasza Midzierskiego. Co po tym spotkaniu mieli do powiedzenia trenerzy obu zespołów oraz zawodnicy ekipy z Łęcznej?

Relację z meczu przeczytasz tutaj.

Kamil Kiereś (trener Górnika Łęczna): – Wiadomo, że gdy przygotowujemy się do meczu, to analizujemy zarówno grę rywala, jak i ogólnie rozgrywki II-ligowe. Moim zdaniem Górnik Polkowice to ekipa, która ma mniej punktów niż wskazywałaby na to jej gra. To zespół, który dysponuje bardzo dobrymi zawodnikami ofensywnymi i w wielu spotkaniach miał dużo fragmentów dobrej gry. Drużyna z Polkowic zdobyła w ostatnim czasie wiele bramek. Wydaje mi się, że obok Widzewa Łódź, to zespół, który tych goli zdobywał najwięcej. Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że będą to trudne zawody. Mamy też swoje problemy. Przed tym spotkaniem wypadł młodzieżowiec Michał Goliński, co ograniczyło nasze manewry ze zmianami. Jeśli chodzi o samo spotkanie, to nie spodziewaliśmy się, że te 20-25 minut przegramy na boisku. Rywale zagrali pressingiem i podchodzili wysoko na naszej połowie. My często odbieraliśmy piłkę, lecz brakowało celnych podań. Nie mogliśmy zazębić płynności gry, jednak przede wszystkim straciliśmy bramkę. Gracze z Polkowic wymusili na nas błąd przy wyprowadzeniu piłki z obrony i przegrywaliśmy. Moim zdaniem, to spotkanie było dosyć nerwowe, szczególnie przy ławkach rezerwowych obu drużyn. Nie pamiętam tak nerwowego meczu w Łęcznej. Mimo że wygraliśmy, to mam zastrzeżenia do sędziego. Kartka pokazana już w 2. minucie, po pierwszym faulu. Oczywiście, Tomasz Tymosiak faulował w tej sytuacji, ale decyzja o żółtej kartce wprowadziła nerwowość. Dodatkowo arbiter nie zauważył faulu na Krystianie Wójciku, gdy jeden z przeciwników nadepnął go i uszkodził mu ścięgno Achillesa. Nie było upomnienia ani przerwania gry. Straciliśmy kolejnego zawodnika i musiałem dokonać wymuszonej zmiany. Sądzę, że po wejściu Igora Korczakowskiego troszkę się obudziliśmy, weszliśmy w mecz i coś zaczęło się zazębiać. Oddaliśmy strzał na bramkę, mieliśmy rzut rożny. W przerwie założyliśmy sobie jedno. Wiedzieliśmy, że w tym sezonie już ośmiokrotnie odrabialiśmy straty, nie tylko doprowadzając do remisu, ale także zdobywając zwycięską bramkę. Przeszliśmy na nasze alternatywne ustawienie 4-4-2 z Przemysławem Banaszakiem, co podobnie jak w meczu z Resovią okazało się skuteczne. Wiara była w nas do samego końca. Sądzę, że te zawody były bardzo trudne. Górnik Polkowice to zespół, który jest w stanie wygrać z każdym zespołem w tej lidze, łącznie z drużynami z czołówki. Życzę im tego, żeby w rundzie wiosennej byli w tabeli tam, gdzie na to zasługują swoją grą. Jeśli chodzi o mój zespół, to jestem zadowolony z 42 zdobytych punktów. Przed sezonem zakładałem sobie, że gdybyśmy zdobyli 40 oczek, ze średnią 2 punktów na mecz, to byłby to wspaniały wynik. Brawa dla drużyny, bo też przeżywamy trudne momenty tak, jak w meczu z ekipą z Polkowic. Często wychodzimy z takich opresji. Jeśli chodzi o nasz styl przy zdobyciu tych punktów, to drużyna pokazała w tej rundzie dwa ustawienia, 4-4-2 i 4-3-3, także byliśmy charakterni i wszechstronni. Brawa dla zawodników za pierwszą część sezonu. Liga się zakończyła, ale przed nami jeszcze mecz z Legią Warszawa. Musimy się zregenerować i we wtorek walczyć o zwycięstwo ze stołeczną drużyną, bo puchary żądzą się swoimi prawami. 

Enkeleid Dobi (trener Górnika Polkowice): – Powiem wprost, że przyjechaliśmy, aby wygrać ten mecz. Gratulacje dla Górnika Łęczna za zwycięstwo. Myślę, że bramka, która padła w 92. minucie zdecydowała o tym, że trzy punkty zostają w Łęcznej. To nas troszkę boli. Z przebiegu meczu nie zasłużyliśmy na porażkę. Uważam, że bardziej sprawiedliwy byłby remis. Jesteśmy beniaminkiem i tych punktów, których straciliśmy w tej rundzie jest trochę za dużo. Stracenie bramki w ostatniej minucie gry, zawsze boli. To się zdarzyło i nie mamy już na to wpływu. Musimy się bardziej koncentrować w takich sytuacjach. Szczęście nie było po naszej stronie, ale po stronie rywali. Trzeba pogratulować zespołowi z Łęcznej, który od pierwszego meczu wygląda dużo lepiej. To bardzo solidna drużyna i należy mieć do niej szacunek. Jednak pokazaliśmy w tym starciu, że chcemy grać i wygrywać, a nie cofać się i czekać na to, jak zakończy się mecz. To nie jest nasza mentalność. Gdziekolwiek nie jedziemy, czy do Łęcznej, czy też na spotkania z Widzewem Łódź albo GKS-em Katowice, to zawsze po to, aby wygrywać. Czasem być może za bardzo chcemy odnieść zwycięstwo i zawodzi nas koncentracja. Sądzę, że na rundę wiosenną wrócimy jeszcze mocniejsi. 

Adrian Kostrzewski (bramkarz Górnika Łęczna):Z przebiegu całego meczu jesteśmy zadowoleni, bo to my zwyciężyliśmy. Aczkolwiek słabo weszliśmy w to spotkanie. Zespół z Polkowic nas troszkę przycisnął i zdobył bramkę jako pierwszy. Drugą połowę rozpoczęliśmy bardzo dobrze. Pod koniec drugiej części zaczęliśmy grać naszą piłkę i jak widać po rezultacie, udało się zgarnąć komplet punktów, dzięki czemu pozostajemy na drugim miejscu w tabeli. Jesteśmy jak najbardziej zadowoleni z tej rundy, bo można już mówić, że Górnik Łęczna gra o awans. Znajdujemy się na miejscu premiowanym, więc jesień można podsumować na duży plus.

Tomasz Midzierski (obrońca Górnika Łęczna): – Przed każdym meczem analizujemy przeciwnika i wiemy, jak zagra. Oglądaliśmy drużynę z Polkowic w kilku spotkaniach i zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że to nie jest zespół, który cofnie się i będzie czekał na kontrataki. Co prawda zginęliśmy od własnej broni. Po piłce przejętej w środku boiska poszła kontra i straciliśmy z tego bramkę. Błędy popełnia każdy i to sól piłki nożnej. Ten, kto potrafi je wykorzystać, ten zgarnia pełną pulę. My też popełniliśmy w tym meczu błąd, ze mną na czele. Nie wstydzę się tego, jestem tylko człowiekiem, mam swoje lata i każdemu zdarza się je popełniać, pomimo doświadczenia i umiejętności. Graliśmy jednak do końca. Dobrze, że zareagowaliśmy pozytywnie i wygraliśmy to spotkanie. Było ciężko, ponieważ zespół z Polkowic był bardzo dobrze zorganizowany w grze defensywnej, wybiegany i agresywny, ale to, co sobie wypracowaliśmy zaprocentowało. Powoli kruszyliśmy tę ścianę i się udało. Gdybym prześledził historię swoich meczów, to strzelenie bramek w dwóch meczach z rzędu chyba nigdy mi się nie zdarzyło. To cieszy, tym bardziej że tak kończymy ten rok. Miejsce w tabeli pokazuje, że przed nami naprawdę ciekawa wiosna. Spotkanie z Legią Warszawa? Przyjeżdża do nas bardzo utytułowany zespół, wicemistrz Polski. Wiemy, w jakim miejscu znajdują się w Ekstraklasie i jakimi atutami dysponują. Będziemy próbowali się im przeciwstawić. Jesień pokazała, że my też mamy kilka asów w rękawie. Również kibice dopiszą, bo liczby, które pojawiają się w internecie do nas docierają. Myślę, że to będzie ciekawe widowisko i fajne święto na koniec roku.

Aron Stasiak (pomocnik Górnika Łęczna): – W tym sezonie chyba nie po raz pierwszy udowadniamy, że walczymy do końca i nawet w ostatniej minucie możemy odwrócić losy spotkania. Dzięki temu sądzę, że nie tylko ja, ale wszyscy zawodnicy czują się w tej drużynie bardzo dobrze. Takie zwycięstwa umacniają zespół i tworzą większy kolektyw. Rozpoczęliśmy ten mecz, nie tak jak sobie założyliśmy, ale po przerwie wyszliśmy zmotywowani. Wszyscy czuliśmy, że odwrócimy losy tego spotkania i wywalczymy trzy punkty. Teoretycznie byliśmy przygotowani na to, że rywale dobrze operują piłką i wyjdą wysokim pressingiem, choć bardzo słabo weszliśmy w pierwszą połowę. To drużyna przyjezdna czuła się swobodnie na naszym boisku i dopiero z czasem pokazywaliśmy, że gramy u siebie. Zaczęliśmy więcej walczyć, bo na samym początku nie było tego widać. Myślę, że w przerwie sporo sobie powiedzieliśmy, a druga część wyglądała inaczej. Podsumowanie rundy jesiennej? Cieszy to, że przegraliśmy tylko dwa spotkania. Bardzo często odwracaliśmy losy meczów i nigdy się nie poddawaliśmy. Cały zespół był na meczach, a nie tylko jedenastka. Rezerwowi często wchodzili, strzelali bramki, udowadniając, że są potrzebni drużynie. Uważam, że ta runda była bardzo udana w naszym wykonaniu. Szkoda, że nie spędzimy zimy na pozycji lidera, ale cieszy to, że znajdujemy się na miejscu gwarantującym promocję do wyższej ligi. Na początku sezonu nie mówiliśmy o awansie, założyliśmy sobie, że w pierwszej rundzie musimy wejść na pewien poziom i gdy już to zrobimy, będziemy dalej myśleć, co z tym wszystkim. Weszliśmy na ten poziom i można już otwarcie powiedzieć, że walczymy o awans.