Z życia kierownika. Od II ligi do klasy okręgowej – Damian Czarnocki (Górnik Łęczna)

Z życia kierownika. Od II ligi do klasy okręgowej – Damian Czarnocki (Górnik Łęczna)

Zaczynamy nową serię na naszym portalu zatytułowaną “Z życia kierownika. Od II ligi do klasy okręgowej”. Przedstawimy w nim sylwetki osób często pozostających w cieniu zawodników i sztabu szkoleniowego, bez których sprawne funkcjonowanie drużyny nie byłoby możliwe. Jako pierwszy z naszą ankietą zmierzył się kierownik Górnika Łęczna Damian Czarnocki. Zapraszamy do lektury!

Od kiedy pełni Pan funkcję kierownika zespołu?

Damian Czarnocki: Rozpocząłem pracę na tym stanowisku w lipcu 2017 roku, po pierwszym meczu rozgrywek o mistrzostwo I ligi w Opolu.

Jak to się stało, że został Pan kierownikiem?

Z klubem byłem formalnie związany od 2014 roku. Pełniłem wówczas obowiązki koordynatora ds. współpracy z kibicami (SLO). To była jednak współpraca na zasadzie wolontariatu. Gdy klub przeniósł mecze domowe na Arenę Lublin, podziękowałem i odszedłem z Górnika. Po sezonie, w którym zespół z Łęcznej spadł z Ekstraklasy i zmienił się Zarząd, ówczesny prezes Veljko Nikitović zadzwonił do mnie z pytaniem, czy jestem zainteresowany wznowieniem współpracy, jednak na nowych warunkach i w zupełnie innym charakterze. Zaproponował mi pełnienie funkcji kierownika pierwszego zespołu. W tym miejscu, korzystając z okazji chciałbym gorąco podziękować Sławomirowi Nazarukowi za ogrom swojej wiedzy i doświadczeń, które mi przekazał.

Utrzymuje się Pan z pełnienia funkcji kierownika czy ma Pan poza tym jakąś inną pracę?

Jestem zatrudniony tylko w klubie. Wbrew pozorom Górnik pod kątem organizacyjnym i administracyjnym jest bardzo małym klubem. Pracuje tu jedynie kilka osób i tą ekipą staramy się organizować codzienne funkcjonowanie Klubu i drużyny. To, że w umowie widnieje taki lub inny zapis dotyczący piastowanego stanowiska nie oznacza, że nie poruszamy się również na innych płaszczyznach i nie pomagamy sobie nawzajem. Jest jak w rodzinie, a Górnik może szczycić się wyjątkową atmosferą w skali kraju, co niejednokrotnie podkreślają zawodnicy, którzy do nas trafiają.

Jaki jest Pana zakres obowiązków jako kierownika zespołu?

Najprościej będzie to opisać na pewnym przykładzie. Do klubu trafia zawodnik na testy. W pierwszym momencie potrzebuje miejsca do spania, wyżywienia, niekiedy transportu z miejsca zakwaterowania do klubu oraz ubezpieczenia NNW. Pierwszego dnia zajęć poznaje strukturę obiektów, obowiązujące zasady i otrzymuje komplet odzieży treningowej. Dodatkowo jest wdrażany w codzienne funkcjonowanie klubu. Jeśli zawodnik sprawdzi się i decyzją sztabu szkoleniowego trafi do Górnika na dłużej, należy przeprowadzić jego transfer i skompletować wszelkie dokumenty niezbędne do uprawnienia go do gry w lidze. Piłkarz otrzymuje komplet sprzętu wyjściowego i treningowego, ponadto zleca się wykonanie kompletów meczowych. Gdy zawodnikiem jest obcokrajowiec spoza Unii Europejskiej, należy zorganizować mu zezwolenie na pobyt i pozwolenie na pracę. Jeśli gracz przebije się do meczowej dwudziestki i przypada nam mecz na wyjeździe, wsiada do autokaru, który należy zamówić. Kierowca musi znać zaplanowaną wcześniej trasę i wiedzieć gdzie ewentualnie należy się zatrzymać na zamówiony wcześniej posiłek oraz z jakim hotelem udało się porozumieć w kwestii zakwaterowania. Zawodnicy muszą znać skonsultowany wcześniej ze sztabem szkoleniowym plan pobytu, to na kiedy są zaplanowane posiłki, odprawa, wyjazd z hotelu oraz ile mają czasu w autokarze podczas przejazdu na mecz. Kiedy ten zawodnik dotrze na stadion i wejdzie do szatni, będzie na niego czekał przygotowany strój, który należało dzień wcześniej spakować i zabrać ze sobą w trasę. Gdy piłkarzowi nie układa się mecz i trener dokonuje korekt w składzie, należy poinformować sędziów i przeprowadzić całą zmianę pod kątem formalnym. Oczywiście trzeba też czuwać, by dokonywane zmiany były zgodne z regulaminem i zasadami dotyczącymi m.in. ilości młodzieżowców i obcokrajowców przebywających w tej samej chwili na placu gry. Po meczu konieczne jest zebranie dokumentacji z odbytych zawodów, materiału video z meczu, spakowanie podróżującego z nami bagażu i powrót do domu. To wąski wycinek związany z zawodnikiem dotyczący tego, z czym spotykam się pełniąc swoje obowiązki.

Jak wyglądają Pana relacje z zawodnikami i sztabem szkoleniowym?

O tym, jak wyglądają relacje ze sztabem, decyduje pierwszy szkoleniowiec. Trener Kamil Kiereś jest profesjonalistą, człowiekiem zorganizowanym i wymagającym. Jasno precyzuje swoje oczekiwania, dzięki czemu każdy pracujący wokół zespołu, wie co ma robić. Nie jest jednak pozbawiony poczucia humoru i często w najmniej oczekiwanych momentach powie coś, co rozluźnia atmosferę. Na pierwszym miejscu stawia pracę i porządek, dzięki czemu można działać z dużym wyprzedzeniem. Przysłowiowe “Panie kierowniku”słyszę od zawodników, gdy spotykamy się po raz pierwszy. Później jesteśmy na “ty”. Piłkarze wiedzą, że mogą liczyć na moją pomoc, gdy czegoś potrzebują. Cieszę się ze sposobu, w jaki współpracujemy i z zaufania jakim mnie obdarzyli.

Jakie są Pana zadania w dniu meczowym?

Biorąc pod uwagę minimum, do którego zobligowany jest kierownik pierwszego zespołu, to przychodzę do pracy, przygotowuję niezbędną dokumentację, biorę udział w przedmeczowym spotkaniu z sędziami i delegatem PZPN, podczas meczu przeprowadzam zmiany zawodników, po spotkaniu podpisuję protokół sędziowski, przebieram się i wychodzę z pracy. W Górniku, jeśli ktoś potrzebuje pomocy, to idziesz i pomagasz. Nie ma podziału na funkcje, idziemy wszyscy i robimy to razem. Dlatego też dzień meczowy dla zdecydowanej większości osób zatrudnionych w klubie zaczyna się wcześnie rano i trwa do późnego wieczora.

Jak wygląda sytuacja w pozostałych zespołach ligi? Czy one też mają w sztabie osoby pełniące funkcję kierownika?

Funkcja kierownika zespołu jest obowiązkiem licencyjnym. Każdy klub, przynajmniej na papierze, jest zobligowany kogoś takiego mieć. Z dotychczasowych doświadczeń, jedynie niektóre drużyny z niższych lig, z którymi rywalizowaliśmy w rozgrywkach Pucharu Polski miały w swoich sztabach kierowników “z doskoku”.

Czy w trakcie Pana pracy jako kierownik przydarzyła się jakaś zabawna lub osobliwa sytuacja, która na długo zapadła Panu w pamięć i którą mógłby Pan opowiedzieć?

Współpracując z tak nietuzinkowymi osobami, jak Franciszek Smuda czy Bogusław Baniak osobliwych i zabawnych sytuacji nie brakowało. Proszę mi wybaczyć, ale na samym początku podejmując się tej pracy, obiecałem sobie że “to co w Vegas, zostaje w Vegas” i zamierzam dotrzymać słowa.

fot. Górnik Łęczna (archiwum)