Leszek Bartnicki: Wyzwań jest sporo, ale wierzę, że im sprostamy (Wywiad)

Leszek Bartnicki: Wyzwań jest sporo, ale wierzę, że im sprostamy (Wywiad)

Motor Lublin jest w trakcie przygotowań do rundy wiosennej sezonu 2018/2019. Z prezesem żółto-biało-niebieskich, Leszkiem Bartnickim porozmawialiśmy m.in. o współpracy z Hetmanem Zamość, dotychczasowych sparingach pierwszej drużyny, kulisach pracy z Robertem Góralczykiem, zmianie, jaką przeszedł Mateusz Majewski, podobieństwie Kamila Poźniaka do hiszpańskich piłkarzy, młodzieży, na którą odważnie stawia klub, czy zawodnikach, którzy walczą o utrzymanie w Centralnej Lidze Juniorów. Zapraszamy do lektury!

Anna Sobka – LUBSPORT.PL: W ostatnim czasie Motor Lublin i Hetman Zamość nawiązały ze sobą współpracę. Czego ona ma dokładnie dotyczyć?

Leszek Bartnicki: Zacznę od tego, że jak przychodziłem do Motoru Lublin ponad dwa lata temu, to zauważyłem, że Motor nie jest w najlepszych relacjach z innymi klubami. Zależy mi na tym, żeby to zmienić. Uważam, że zgoda buduje, a niezgoda rujnuje, no, chyba że jest to Jarek Niezgoda (śmiech). Z Hetmanem Zamość nasze relacje już od jakiegoś czasu fajnie zaczynały się układać i w jakiś sposób chcieliśmy to sformalizować. Dla przykładu, zawodnicy od nas trafiają do Hetmana definitywnie lub na zasadzie wypożyczenia, jak to było w przypadku Michała Palucha. W grudniu natomiast to my testowaliśmy Dawida Daszkiewicza. Wymiana zawodników to pierwsze pole do współpracy, ale chcemy także wymieniać się doświadczeniami na linii szkoleniowej i grać ze sobą sparing co pół roku. Zarówno Hetman Zamość, jak i Motor Lublin to topowe kluby w naszym województwie pod względem zainteresowania kibiców czy możliwości frekwencyjnych. Zamość dysponuje świetną bazą szkoleniową, więc jest to naturalne miejsce do tego, żeby nasze grupy młodzieżowe w jeszcze większym stopniu jeździły tam na obozy. Jeśli chodzi o skauting, to także przecież możemy wymieniać się informacjami.

Czy taka współpraca jest możliwa z innymi klubami z województwa lubelskiego?

Oczywiście, że jest możliwa, choć nie ze wszystkimi klubami musi dotyczyć tego samego. Próbujemy spotykać się z lubelskimi klubami i dyskutować na różne tematy. Nie tak dawno temu rozmawialiśmy z BKS-em Lublin, aby stworzyć jedną drużynę na poziomie juniora starszego. Taka współpraca między klubami w regionie czy województwie jest nawet wskazana. Tak się przecież dzieje w innych częściach Polski. Jeżeli nie będziemy ze sobą współpracować, to nic się nie zmieni. Chyba wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że na piłkarskiej mapie Polski, pozycja Lubelszczyzny nie jest najlepsza. Jeszcze nie tak dawno mieliśmy Górnika Łęczna w Ekstraklasie, a Wisłę Puławy w I lidze. Teraz na poziomie centralnym jest tylko Górnik i to w II lidze. A dla porównania Podkarpacie, które było za nami, ma teraz jeden klub w I i trzy w II lidze.

Jak ocenia Pan dotychczasowe sparingi pierwszej drużyny?

Do wyników sparingów na początku okresu przygotowawczego nie należy przykładać ogromnej wagi. Nie każdy zespół ma taki sam plan przygotowań i wystarczy, że jedna drużyna dzień przed meczem zrobi cięższy trening, a druga nie i obraz spotkania może być już zamazany. Celowo czasem gramy dwa mecze jednego dnia na dwie jedenastki, choć to nie jest podział na silniejszy i słabszy skład. Często jest to wszystko wymieszane, żeby sprawdzić pewne rzeczy. Ważne, żeby zawodnicy byli w stanie wybiegać 90 minut i żeby to odzwierciedlało wysiłek “ligowy”. Cieszy to, że mamy fajnie skomponowany plan sparingów, bo dzięki temu mierzymy się z zespołami z różnych klas rozgrywkowych, o różnych stylach gry.

Co nowego do drużyny wniósł trener Robert Góralczyk?

To jest fachowiec przez duże F. Jestem bardzo zadowolony z tego, że udało nam się namówić trenera Góralczyka na przyjście do Lublina. Ci, którzy śledzą sytuację na rynku piłkarskim wiedzą, że praktycznie jedną nogą był w GKS-ie Katowice. Jego podejście i organizacja pracy przekłada się na cały sztab szkoleniowy. To trener, który potrafi swoim perfekcjonizmem i profesjonalizmem zarazić innych. Jeżeli ktoś współpracował z Adamem Nawałką, tak jak Robert Góralczyk to wie, że wszystko musi być dopięte na ostatni guzik. To szkoleniowiec, który był na ostatnich Mistrzostwach Europy i Mistrzostwach Świata, a więc pracował z topowymi zawodnikami w Polsce. Wcześniej prowadził m.in. ekstraklasową wówczas Polonię Bytom. Ma ogromny bagaż wiedzy i doświadczenia, a jednocześnie jest w wieku, w którym ma jeszcze wiele do wygrania. W zawodnikach Motoru swoim podejściem wzbudza należny szacunek. Poza tym to także dobry człowiek, który wiele rozmawia czy to z piłkarzami, czy ze współpracownikami. Zależy mi także na tym, aby inni trenerzy z naszego klubu korzystali z jego wiedzy.

Dotychczas Motor Lublin pozyskał Mateusza Majewskiego i Kamila Poźniaka. Jak Pan ocenia tych zawodników?

To były przemyślane przez nas ruchy i rozmowy z tymi zawodnikami trwały już od jakiegoś czasu. Wiedzieliśmy, że brakuje nam silnego napastnika, na którym możemy oprzeć akcję, co jest szczególnie istotne w tej lidze. Widziałem wiosną Mateusza Majewskiego na żywo w kilku meczach I ligi i ręce same składały się do oklasków. Ci, którzy pamiętają Mateusza z poprzedniego pobytu w Motorze, teraz zobaczą zupełnie innego zawodnika. Dużo dały mu treningi z Legią Warszawa, w której zetknął się z bardzo profesjonalnym, jak na polskie warunki futbolem. Co ważne, to człowiek związany z Lublinem i to w bardzo dobrym wieku. Przed zimowym okienkiem nakreśliliśmy sobie szczegółowe cele transferowe i do każdej formacji zaczęliśmy szukać jednego zawodnika, poza bramkarzem. Odeszło od nas dwóch środkowych pomocników (Irakli Meschia i Patryk Słotwiński – przyp. red.), więc naturalne było to, że rozglądaliśmy się za graczem do środka pola. Mówiąc żargonem piłkarskim, szukaliśmy kreatywnej ósemki. Takim właśnie piłkarzem jest Kamil Poźniak. Dziś ten zawodnik ma na swoim koncie ponad 70 meczów w Ekstraklasie, a powinien mieć ich dużo więcej. Jeśli chodzi o umiejętności piłkarskie, to ma je ogromne i to widać od pierwszego kontaktu z piłką. Co też istotne, teraz do wykonywania stałych fragmentów gry obok lewonożnego Tomka Brzyskiego będziemy mieli prawonożnego Kamila. Jeżeli ktoś zapomniał, co potrafi Kamil Poźniak, to może sobie znaleźć film na YouTube, choć od razu zaznaczam, że nie jestem fanem oceniania talentu zawodników po filmikach na kanałach społecznościowych, w którym Kamil gra w reprezentacji Polski do lat 21 w Grodzisku Wielkopolskim z Hiszpanią. W składzie rywali byli wtedy: David de Gea, Thiago Alcantara, Javi Martinez, Bojan Krkić, Juan Mata czy Diego Capel, a więc zawodnicy, którzy dziś są warci wiele milionów euro. Na ich tle to Kamil wyglądał tak, jakby był Hiszpanem. Takiego Kamila właśnie chciałbym widzieć w Motorze Lublin. To zresztą kolejny zawodnik z Lubelszczyzny, co potwierdza naszą politykę transferową. Panuje jakaś modna w niektórych kręgach teoria, że Motor Lublin to „armia zaciężna”, a proszę zwrócić uwagę na to, że w poprzedniej rundzie to właśnie zawodnicy pochodzący z województwa lubelskiego strzelili 79% wszystkich bramek.

Ktoś jeszcze dołączy do Motoru?

Tak, jak powiedziałem, chcemy wzmocnić każdą z trzech formacji. Ci, którzy obserwują nasze ruchy i naszą grę wiedzą, że przydałby nam się środkowy obrońca. Nie jest łatwo znaleźć takiego zawodnika. Całkiem obiecująco zapowiadał się Andrij Hurski, którego testowaliśmy, ale badania pokazały, że w jego przypadku istnieje ryzyko kontuzji mięśniowej i musieliśmy zrezygnować. Szkoda, bo to dobry zawodnik. Rozmawiamy z kilkoma piłkarzami i chciałbym, jak najszybciej pozyskać takiego gracza.

Co z Janem Pelcem, który trenował ostatnio z Motorem Lublin?

Nie byliśmy na 100% przekonani co do niego, choć to zawodnik, który ma swoje atuty. Uważam jednak, że jeśli ma do nas dołączyć młodzieżowiec, to musi on być wyraźnie leszy od naszych zawodników.

Pięć punktów straty do liderującego Hutnika Kraków to dużo czy może dobra pozycja do ataku?

Słyszałem teorię, że w naszej grupie mistrz rundy jesiennej nie może awansować. Nie wierzę jednak w zabobony, bo wolałbym mieć pięć punktów czy nawet jeden więcej niż mamy teraz. Wcale nie uważam, że lepiej gonić niż uciekać. Nie ma się jednak nad czym zastanawiać. Jest taka, a nie inna sytuacja i tyle, choć szkoda dwóch ostatnich remisów. (z Wólczanką Wólka Pełkińska i Wiślanami Jaśkowice – przyp. red.). Gdybyśmy wtedy wygrali, to dzisiaj sytuacja wyjściowa byłaby inna. Dobre jest to, że w walce o awans liczy się pięć zespołów. Trudniej byłoby niwelować stratę, gdyby tylko dwie drużyny rywalizowały ze sobą. W lecie Motor Lublin przeszedł przebudowę, a mimo tego byliśmy w stanie zakończyć rundę jesienną w czołówce ligi. Teraz mamy stabilizację, więc myślę, że na wiosnę będziemy silniejsi. W naszej grze defensywnej i ofensywnej tkwią jeszcze rezerwy, które należy wykorzystać. Naszym atutem powinien też być fakt, że wiosną ze wszystkimi zespołami z miejsc 1-7 zagramy w Lublinie.

Kiedyś Pan wspomniał, że chciałby wprowadzać do zespołu młodych zawodników. Czy ci chłopcy z Centralnej Ligi Juniorów też tak odważnie pukają do pierwszego zespołu?

Myślę, że to nawet widać. Siedem bramek w rundzie jesiennej strzelili młodzieżowcy. Mówi się, że “Motor to armia zaciężna i same staruchy”. Owszem, mamy w kadrze trzech zawodników po 30-stce. To jest Konrad Nowak, Tomasz Brzyski i Grzegorz Bonin. Gdyby jednak zabrać tych trzech piłkarzy, to średnia wieku naszej ekipy wynosiłaby około 23 lata. Liczymy się w walce o nagrody w Pro Junior System i to też o czymś świadczy. W rundzie jesiennej z dobrej strony pokazali się chociażby Szymon Kamiński czy Maksymilian Cichocki. Wiele mówi się także o Szymonie Raku, który już zdobył kilka ważnych goli i dalej się rozwija. Teraz w okresie przygotowawczym fajnie wygląda Kuba Buczek. Możliwość pokazania się dostali zawodnicy z rocznika 2001, a więc Maciek Kraśniewski, Luigi Dapollonio i Paweł Łakota. U nas nie ma problemu z tym, żeby ci młodsi chłopcy dostawali swoje szanse, a dla nich okazja trenowania z pierwszym zespołem i podglądania bardziej doświadczonych zawodników to też ważna rzecz. Warto podkreślić, że w styczniowych sparingach u trenera Góralczyka zagrało aż dziewięciu juniorów z roczników 2000-2001.

Patrząc na wyniki Motoru Lublin w Centralnej Lidze Juniorów, nie wygląda to źle, a jednak tych punktów trochę brakuje…

W poprzednim sezonie trzon tej drużyny stanowili zawodnicy z rocznika 2000. Gdyby nie reforma zmieniająca U-19 na U-18, teraz walczylibyśmy o czołowe miejsce w lidze. Musieliśmy uzupełnić rocznik 2001, który nie był zbyt mocny. Latem dokonała się u nas ogromna przebudowa, dlatego pierwsze kolejki nam nie wyszły, choć też mierzyliśmy się z trudnymi rywalami. Im dłużej jednak ten zespół ze sobą trenował, tym bardziej widoczna była poprawa w grze. Centralna Liga Juniorów jest wymagająca pod względem sportowym, organizacyjnym i finansowym. Zajmujemy pierwsze miejsce w strefie spadkowej i zabrakło nam punktów z ekipami, które są za nami, ponieważ z nimi nie udało się wygrać. Należy wziąć pod uwagę to, z jakimi markami rywalizujemy, a takie wyniki, jak wygrana ze Śląskiem Wrocław, Zagłębiem LubinEscolą Varsovia Warszawa, która w kategoriach młodzieżowych jest bardzo silna, z Pogonią Szczecin czy remis z Legią Warszawa albo Koroną Kielce pokazują, że w tej drużynie są duże możliwości. Rok temu także zimowaliśmy w strefie spadkowej, a wiosnę mieliśmy świetną i zakończyliśmy sezon na trzecim miejscu w tabeli. Czasami mam wrażenie, że przez nasze lokalne środowisko nie jest do końca doceniane to, ile robimy w piłce juniorskiej. Klubów w Polsce, które mają trzy drużyny na wszystkich poziomach CLJ, jest 12, z czego 10 to kluby ekstraklasowe. Do tego dołączają Escola i właśnie Motor. To pokazuje, że jak na nasze możliwości naprawdę nie mamy się czego wstydzić i o tym trzeba mówić. Lokomotywą zawsze będzie pierwszy zespół, ale chcemy, żeby kwestia szkolenia młodzieży w naszym klubie także wyglądała dobrze. 40% pierwszej drużyny stanowią przecież adepci naszej Akademii. Cieszę się z tego, że na poziomie CLJ U-17 wróciliśmy do rozgrywek, bo przez pół roku nas tam nie było, a w CLJ U-15 jesienią zajęliśmy trzecie miejsce za Koroną Kielce oraz Wisłą Kraków i wiosną chcemy włączyć się do walki o medal mistrzostw Polski. Aby jednak stale podnosić poziom szkolenia, potrzebna jest też dobra baza. W minionym roku poprawiliśmy nawodnienie boisk na Rusałce, wykonaliśmy sztuczne oświetlenie dwóch boisk. Na rok 2019 zaplanowaliśmy tam kolejne inwestycje. Duże nadzieje pokładam też w ruszających od września oddziałach mistrzostwa sportowego dla klas IV-VIII pod egidą Motoru. Wyzwań jest więc sporo, ale wierzę, że im sprostamy.

fot. Jakub Pecio (archiwum)