Zostań w domu i zapytaj trenera: Przemysław Sałański (Odpowiedzi)

Zostań w domu i zapytaj trenera: Przemysław Sałański (Odpowiedzi)

Kolejnym trenerem, który zmierzył się z pytaniami kibiców jest były szkoleniowiec Podlasia Biała Podlaska, a obecnie drugi trener Pogoni Siedlce Przemysław Sałański. Jak mu poszło? Przekonajcie się sami!

Jaki jest najlepiej i najgorzej wspominany moment w Pana trenerskiej pracy?

Wiadomo, że takich momentów jest kilka. Na pewno fajnie wspominam awans z Podlasiem Biała Podlaska z IV do III ligi, gdy pełniłem funkcję drugiego trenera (sezon 2015/2016 – przyp. red.). To było bez wątpienia ważne wydarzenie w moim życiu. W roli pierwszego szkoleniowca wymienię wyjazdowy remis 2:2 ze Stalą Rzeszów (7. kolejka sezonu 2019/2020 – przyp. red.). Nie był to jakiś fenomenalny wynik, jednak debiut to zawsze coś wyjątkowego. Jeśli chodzi o najgorsze wspomnienie, to chyba przywołam całą sagę przed sezonem 2019/2020, ponieważ to była chwila, w której przestałem wierzyć w futbol. Są regulaminy pisane przez najwyższe władze, których one same nie respektują. Najgorsze, że w pewnym momencie zacząłem zastanawiać się, po co ta piłka nożna.

Jak został Pan trenerem wojewódzkich kadr młodzieżowych?

Prowadziłem grupy młodzieżowe rocznika 1995 w TOP-ie 54 Biała Podlaska i zimą 2010 roku zostałem drugim trenerem kadr wojewódzkich. Prezes Zbigniew Bartnik znał mnie i docenił, nominując właśnie na tę funkcję. Tak się złożyło, że zacząłem pracę w kadrach wojewódzkich, która trwała przez pięć lat.

Jacy byli najtrudniejsi boiskowi przeciwnicy w kategoriach: drużyna, trener, zawodnik?

Wydaje mi się, że najtrudniejszym rywalem spośród drużyn była Stal Rzeszów, grająca w drugiej połowie spotkania przegranego przez nas 0:7. Ani razu podczas meczu, w którym prowadziłem zespół, nie było tak, że nie byliśmy w stanie jakoś się przeciwstawić. Natomiast w tej konfrontacji po przerwie zostaliśmy zmiażdżeni. Co do trenerów, to nie mam takiego konkretnego, który byłby najtrudniejszym przeciwnikiem. Każdy szkoleniowiec jest w pewien sposób rywalem. Ma swoją taktykę, a moją rolą jest przewidywać, co zrobi prowadzona przez niego drużyna. Jeśli chodzi o zawodnika, to wspomnę mecz z Motorem Lublin, który graliśmy w Piszczacu. Rywalizowaliśmy jak równy z równym, ale lubelska ekipa miała Tomasza Brzyskiego, który dwa razy świetnie dograł piłkę napastnikom. Oprócz niego wymienię Krzysztofa Świątka z Hutnika Kraków. To piłkarz, który robi różnicę i którego gra naprawdę bardzo mi się podoba.

Czy jest jakiś trener, na którym się Pan wzoruje?

Nie ma takich trenerów. Obserwuję różnych szkoleniowców na wielu poziomach. Od każdego próbuje czerpać, to co mi się podoba. Zasadniczo staram się wypracować swój styl działania. Cały czas się uczę i mój warsztat ciągle ulega jakimś modyfikacjom.

Którego z zawodników Podlasia, czy tego prowadzonego przez Pana, czy z obecnej kadry, widziałby pan w Pogoni Siedlce?

Jeżeli doszłoby do sytuacji, w której Pogoń Siedlce chciałaby dać szansę rywalizacji, to zarówno z mojego Podlasia, jak i z obecnego jest kilku takich piłkarzy. Być może chodziło o to, kto pasowałby do zespołu z Siedlec w aktualnym układzie personalnym. W takim wypadku na pewno wziąłbym Marcina Kruczyka. Nie jest to zawodnik z Białej Podlaskiej, ale trochę u nas grał. To bardzo fajny napastnik, który miał dużego pecha, bo ciągle łapał urazy. Jednak to piłkarz, który mógłby powalczyć w napadzie i być uzupełnieniem obecnego składu. Dodatkowo Mychajło Kaznokha i Jakub Syryjczyk. To chłopaki, którzy strzelali dużo bramek i byli postrachem dla wielu drużyn. W różnych konfiguracjach personalnych również inni piłkarze mieliby szansę. Przykładem może być Tomasz Andrzejuk, którego cechuje duża uniwersalność. Dysponuje on takimi walorami motorycznymi, że spokojnie mógłby walczyć w Pogoni o skład.

Jakie widzi Pan różnice pomiędzy II, a III ligą?

Różnice widoczne są na wielu płaszczyznach. Na pewno poziom i jakość całej drużyny jest na wyższym poziomie. To samo tyczy się zawodników, ale wiadomo, że nie wszystkich. Nie można kwalifikować piłkarzy jako tych II-ligowych i III-ligowych, bo tak jak wcześniej mówiłem, jest kilku, którzy mogliby sobie poradzić na wyższym poziomie rozgrywkowym. Z pewnością lepsza jest też kultura pracy i zaplecze. Nawet odnosząc się do naszego bialskopodlaskiego, które jest rozkopane, natomiast w Siedlcach wygląda to całkowicie inaczej. Praca w Pogoni to również krok do przodu w kontekście mojego rozwoju.

Jak w Pogoni Siedlce wygląda kontrolowanie treningów podczas wymuszonej przerwy?

To kolejna rzecz, która wyróżnia II i III ligę. Mamy trenera przygotowania motorycznego, który pod nadzorem pierwszego szkoleniowca ustala treningi na cały tydzień. My jako sztab szkoleniowy mamy do nich dostęp i dyskutujemy nad tym. Po wszystkich przemyśleniach plan jest kierowany do piłkarzy, którzy trenują od poniedziałku do soboty. Mają oni sport testery i wysyłają informację trenerowi przygotowania fizycznego, który później jest rozliczany z wykonanej pracy.

Jak według Pana koronawirus zmieni lokalną i światową piłkę?

To trudne pytanie i mądrzejsi od nas się nad tym zastanawiają. Poczynając od tych największych klubów, to nawet one będą traciły miliony. Co do lokalnej piłki, to sądzę, że ją też to dotknie, aczkolwiek nasze kluby nie są raczej zależne od dużych sponsorów, którzy utracili swoje dochody. Jednak firmy wspierające drużyny na pewno przykręcą śrubę. Co do samorządów, to nie mam pojęcia, jak to będzie się odbywało. Myślę, że i one będą przeznaczać trochę mniej funduszy na sport. Jest jeszcze za wcześnie, aby prorokować, jak to się przełoży na finansowanie zespołów.

Czy uważa Pan, że sytuacja Podlasia Biała Podlaska w tym sezonie jest już przesądzona?

Kibicuje klubowi ze swojego miasta i zawsze będę to robił. Trzymam kciuki za to, żeby Podlasie utrzymało się na poziomie III ligi, jednak tych punktów jest bardzo mało. Rozgrywki z poprzednich lat pokazują ile, trzeba by zdobyć oczek, aby uniknąć spadku. Nie wiadomo też, jak potoczy się sytuacja Stali Stalowa Wola, która znajduje się obecnie w strefie spadkowej II ligi. Będzie bardzo ciężko. Absolutnie nie odbieram chłopakom wiary w to, że dzięki walce w każdym spotkaniu utrzymanie jest możliwe, ale należałoby wygrać około dziewięciu spotkań. To realne, bo sport jest sportem, ale będzie o to bardzo trudno.

Jak Pan wspomina boisko w Piszczacu?

Jeszcze raz powtórzę, to co zawsze mówiłem. Świetną sprawą było to, że władze udostępniły nam to boisko. Na pewno granie na poziomie III ligi w Piszczacu nie było czymś widowiskowym i atrakcyjnym dla zawodników. Piłkarze, którzy występowali na poziomie II ligi, będącej namiastką poziomu centralnego chcieli, aby standardy grania były na wyższym poziomie. Nie chodzi o to, że boisko w Piszczacu nie miało pryszniców lub czegoś innego, bo miało wszystko. To był ładny i kameralny obiekt, ale woleliśmy grać u siebie, na swoim choćby rozwalającym się stadionie w Białej Podlaskiej, albo na obiektach PSW lub na boisku przy ulicy Warszawskiej. Byliśmy drużyną z Białej Podlaskiej i tam chcieliśmy grać.

Jakie dostrzega Pan problemy w lubelskiej piłce, że mamy tylko jeden klub na poziomie II ligi?

To złożona sprawa. Najmłodsze talenty uciekają z naszego województwa, co wynika z tego, że mamy niski poziom piłki seniorskiej. Można przytoczyć Podlasie jako przykład w tej sytuacji. Mamy Jagiellonię Białystok, do której idą wszyscy najzdolniejsi gracze z regionu, bo widzą cel. Jest tam spora akademia i duży klub, z którym ludzie się utożsamiają. Gdyby tak było u nas, to może byłoby z tym inaczej. Motor Lublin deklaruje, że chce to robić i bazować na tym, że najbardziej utalentowani zawodnicy idą do nich. Z tym że problemem jest to, że nie mogą wydostać się z III ligi. Jeśli komuś by się to udało i któraś z drużyn z regionu awansowałaby do Ekstraklasy, to łatwiej byłoby zatrzymywać zdolne jednostki. Kolejną kwestią jest to, że Górnik Łęczna, czyli nasz najlepszy zespół próbował i próbuje działać w piłce młodzieżowej. Jednak to drużyna z niewielkiego miasta. Żeby to wszystko ruszyło, potrzebny jest klub z dużego miasta, mający większą siłę przebicia. Myślę, że jeśli Motorowi uda się awansować, to pójdzie to już lawinowo. Oczywiście Górnikowi Łęczna również życzę jak najlepiej. Najważniejsze, aby talenty z Lubelszczyzny nie rozjeżdżały się po Polsce, tylko widziały sens pracy tutaj.

Jaki jest największy “jajcarz”, z którym przyszło Panu pracować?

Największymi jajcarzami był chyba duet Adam Wiraszka i Jakub Wiśniewski. Gdy przypomnę sobie pracę w III i IV lidze, to właśnie o nich mogę tak powiedzieć.

Skąd wzięła się ksywka Johnson?

Trzeba by o to spytać Mateusza Połynkę, bo nikt inny tak do mnie nie mówi. Nie rozprzestrzeniło się to, także jest to jego prywatna ksywka w stosunku do mnie.

Niech Pan wymieni pięciu najlepszych zawodników z Białej Podlaskiej, których trenował Pan w seniorskiej piłce.

Na pewno był to Serhij Krykun, co prawda nie pochodzi on z Białej Podlaskiej, ale jest z nią związany. Paweł Komar to gracz, który na poziomie III ligi robił różnicę. To przykre, że przeszedł teraz do Huraganu Międzyrzec Podlaski, bo jest zawodnikiem związanym z naszym miastem. W Białej Podlaskiej się ożenił, tutaj urodziło się jego dziecko i tu pracuje. Pozbyto się go lekką ręką, co jest dla mnie niezrozumiałe. Uważam, że tacy piłkarze jak on i Mateusz Konaszewski powinni do końca swojej kariery uczyć młodzieży grać w piłkę i pomagać temu zespołowi w osiąganiu jak najlepszych wyników. Jakub Syryjczyk, gdy złapał formę i tak zwanego piłkarskiego “szwunga”, to był postrachem dla wielu defensorów. Dodam również Mychajło Kaznokhę, który co prawda przyjechał z Ukrainy, ale już osiadł w Białej Podlaskiej. Ma tutaj rodzinę i dołączył do zespołu, żeby mu pomóc. To zawodnik bardzo profesjonalny, które odbił spore piętno na tej ekipie. Mógłbym jeszcze powiedzieć o Adamie Wasiluku. Na nasze warunki jako bramkarz dysponuje ogromnymi umiejętnościami. Mogę się tylko domyślać, co mu przeszkodziło, ale z pewnością ma predyspozycje na grę w lidze wyższej niż trzecia.

fot. Cezary Hince (archiwum)