Rewanż we Włodawie pełną parą

Rewanż we Włodawie pełną parą

W ramach 16. kolejki rozgrywek IV ligi lubelskiej Włodawianka Włodawa zdeklasowała u siebie Orlęta Łuków. Podopieczni Mirosława Kosowskiego w sobotnim meczu wbili rywalom aż siedem bramek, nie tracąc przy tym ani jednej i tym samym w pełni zrewanżowali się przeciwnikom za porażkę z 1. kolejki (2:4).

Mirosław Kosowski:

Początek spotkania był bardzo nerwowy. Przy wyniku 0:0 goście stworzyli sobie klarowną sytuację, którą zatrzymał Daniel Polak. Później moi zawodnicy zaczęli lepiej grać. W naszych poczynaniach było więcej spokoju i dokładności. To z kolei przełożyło się na sytuacje strzeleckie. Pierwsza bramka dla nas padła po rzucie karnym, wywalczonym przez Michała Budzyńskiego. Patryk Błaszczuk nie zmarnował sytuacji i zamienił jedenastkę na gola. Od tego momentu grało nam się zdecydowanie łatwiej. Stwarzaliśmy sobie kolejne okazje, po których nasz dorobek bramkowy się zwiększał. Bardzo cieszymy się z tak okazałego zwycięstwa. Mamy już trzydzieści sześć punktów w lidze. Wydaje mi się, że jak na klub z Włodawy jest to świetny wynik i przynajmniej do niedzieli będziemy na pierwszym miejscu w tabeli. Jestem dumny z mojej drużyny, bo momentami nasza gra wyglądała naprawdę fantastycznie.


Robert Różański:

Dostaliśmy kolejną lekcję futbolu i wszelkie nasze słabości zostały obnażone. Można powiedzieć, że zostaliśmy wręcz upokorzeni. Najgorsze jest to, że przez pierwsze trzydzieści minut nic nie wskazywało na to, że tak to się zakończy. Na pewno w tym okresie nie byliśmy w tym meczu zespołem słabszym. Wręcz przeciwnie, myślę, że byliśmy groźniejsi i stworzyliśmy sobie kilka składnych akcji. Chociażby Mateusz Ebert był faulowany w polu karnym. Nie wiem, z jakiego powodu sędzia nie odgwizdał faulu. Również ładnie z szesnastu metrów uderzał Szymona Łukasiewicz, ale jego strzał obronił bramkarz rywali. Nasze nieszczęście rozpoczęło się w 33. minucie. Kopnięta w bardzo prosty sposób piłka z głębi pola dotarła do Michała Budzyńskiego, a ten wykorzystał brak doświadczenia mojego obrońcy, który sprokurował rzut karny. Jeszcze dobrze nie otrząsnęliśmy się, a już przegrywaliśmy 0:2. Wtedy stało się to, o czym powiedziałem na początku. Ukazały się słabości naszego młodego zespołu, a Włodawianka Włodawa wykorzystała to i nie miała dla nas litości.

Włodawianka Włodawa – Orlęta Łuków 7:0 (3:0)
Bramki: Patryk Błaszczuk (rzut karny) 33′, Michał Budzyński 34′, 39′, 56′, Kacper Kamiński 87′, 90+2′, Władysław Magdysz 90′

Włodawianka: Polak – Naumiuk (80′ Gołąb), Kwiatkowski, Błaszczuk, Nielipiuk – Gontarz (70′ Kamiński), Skrzypek (70′ Waszczyński), Pacek, Chodziutko, Kawalec (60′ Czarnota) – Budzyński (70′ Magdysz). 

Orlęta: Kuźma – Ebert (60′ Kierych), Machniak, Sadowski, Michna – Jaworski, Jemioł (75′ Chromiński), Sowisz, Łukasiewicz (81′ Kurowski), Siemieniuk – Szustek. 

Żółta kartka: Rafał Jaworski
Sędziował: Jacek Małyszek (Lublin).

fot. Krzysztof Skibiński