Z życia kierownika. Od II ligi do klasy okręgowej – Robert Cybart (Łada 1945 Biłgoraj)

Z życia kierownika. Od II ligi do klasy okręgowej – Robert Cybart (Łada 1945 Biłgoraj)

Kolejnym przedstawicielem IV ligi, który zmierzył się z naszą ankietą w cyklu “Z życia kierownika. Od II ligi do klasy okręgowej” jest związany z Ładą 1945 Biłgoraj Robert Cybart. Zapraszamy do lektury!

Od kiedy pełni Pan funkcję kierownika zespołu?

Kierownikiem drużyny jestem od jesieni 2009 roku. Debiutowałem w wyjazdowym meczu z Orionem Niedrzwica Duża. Grającym trenerem Łady był wtedy Ireneusz Zarczuk.

Jak to się stało, że został Pan kierownikiem?

Trochę pomagałem w klubie i akurat była taka potrzeba. Zaproponowano mi bycie kierownikiem zespołu, zgodziłem się i pełnię tę funkcję do dziś.

Utrzymuje się Pan z pełnienia funkcji kierownika czy ma Pan poza tym jakąś inną pracę?

Zawodowo zajmuję się czymś innym. Pracuję w Nadleśnictwie w Janowie Lubelskim.

Jaki jest zakres Pana obowiązków jako kierownika zespołu? 

Kontroluję sprzęt i dokumenty, a także organizuję sparingi. W zimie zapewniam gorącą herbatę na mecze kontrolne. Dbam też o dobrą atmosferę w drużynie. W razie potrzeby kontaktuję się ze Związkiem lub z innymi klubami, jednak najwięcej pracy jest w trakcie dni meczowych.

Jak wyglądają Pana relacje z zawodnikami i sztabem szkoleniowym?

W moim odczuciu te relacje są bardzo dobre. Zarówno z zawodnikami, jak i z trenerem czy z zarządem dogadujemy się znakomicie.

Jakie są Pana zadania w dniu meczowym?

W dniu meczowym mam sporo obowiązków. Przed każdym spotkaniem sporządzam protokół w systemie Extranet, na podstawie składu, który przekazuje mi trener. Przygotowuję sprzęt, stroje i biorę udział w odprawie przedmeczowej z sędziami. W trakcie meczu bacznie kontroluję sytuację, a w momentach wskazanych przez szkoleniowca sygnalizuję sędziemu zmiany. Dbam też o to, aby nikomu na ławce rezerwowych nazbyt nie udzielały się emocje, a o to czasem trudno. Po zakończonych zawodach podpisuję protokół pomeczowy wypisany przez arbitrów. Przy okazji meczów u siebie dbam o pokój dla sędziów, szatnię dla zawodników gości, a także wyznaczam strefy do rozgrzewki i strefy dla rezerwowych. Ponadto dostarczam rozpiski ze składami do spikerki i mediów. Gdy jedziemy na spotkanie wyjazdowe, organizuję posiłek dla drużyny.

Jak wygląda sytuacja w pozostałych zespołach ligi? Czy one też mają w sztabie osoby pełniące funkcję kierownika?

Bodaj w każdym zespole IV ligi jest osoba, która zajmuje się takimi sprawami. Zakres obowiązków jest pewnie podobny. Z niektórymi kierownikami utrzymuję też kontakty pozaboiskowe. Bardzo cenię sobie współpracę z Robertem Semeniukiem, kierownikiem Kryształu Werbkowice.

Czy w trakcie Pana pracy jako kierownik przydarzyła się jakaś zabawna lub osobliwa sytuacja, która na długo zapadła Panu w pamięć i którą mógłby Pan opowiedzieć?

Pewnie było kilka ciekawych historii, jednak chyba najciekawsza jest ta z 2010 lub 2011 roku. Trochę wmieszany jest w nią jeden z naszych ówczesnych piłkarzy, który pomagał mi w pakowaniu sprzętu do busa. Jechaliśmy na mecz ligowy do Lubartowa i wszystko miało być zabrane. Już na miejscu słychać było z szatni: “Kiero, gdzie są getry?”. Okazało się, że zostały w magazynku. Szybko udało mi się coś zorganizować od gospodarzy i w tych pożyczonych getrach szło nam całkiem nieźle, bo po pierwszej połowie prowadziliśmy 1:0. Niestety całe spotkanie przegraliśmy 1:3. Ta historia i pytanie “Kiero, gdzie są getry?” była dosyć długo w obiegu i bardzo miło ją wspominam.

fot. Karol Kotwis (archiwum)