Z życia kierownika. Od II ligi do klasy okręgowej – Robert Semeniuk (Kryształ Werbkowice)

Z życia kierownika. Od II ligi do klasy okręgowej – Robert Semeniuk (Kryształ Werbkowice)

Kontynuujemy serię “Z życia kierownika. Od II ligi do klasy okręgowej”. Naszym kolejnym rozmówcą jest kierownik Kryształu Werbkowice, Robert Semeniuk. Zapraszamy do lektury!

Od kiedy pełni Pan funkcję kierownika zespołu?

Robert Semeniuk: Funkcję kierownika zespołu pełnię od 2008 roku.

Jak to się stało, że został Pan kierownikiem?

Działacze klubu na czele z wiceprezesem Arturem Wąsikiem zaproponowali mi, abym trochę pomagał przy drużynie. Jestem wychowankiem Kryształu, ale niestety moja kariera piłkarska nie potoczyła się tak, jakbym chciał. Postanowiłem zrobić coś w tym kierunku. Traktuję to bardziej jako pasję niż pracę. Muszę przyznać, że jest to pewnego rodzaju uzależnienie. Zżyłem się z chłopakami, kilku odeszło, kilku przybyło, ale zawsze staram się, żeby wszyscy w drużynie czuli się dobrze.

Utrzymuje się Pan z pełnienia funkcji kierownika czy ma Pan poza tym jakąś inną pracę?

Nie, w zespole działam społecznie, a pracuję w Polskim Cukrze. Jako Zarząd nie pobieramy żadnych pieniędzy i tylko trenerzy są na etatach.

Jaki jest Pana zakres obowiązków jako kierownika zespołu?

Do moich obowiązków należy zabezpieczenie logistyczne. Pilnuję, żeby piłkarzom niczego nie brakowało podczas treningów m.in. wody czy odżywek. Szykuję wszystko do meczu i przygotowuję sprzęt. Dodatkowo wraz z kolegą piszemy protokoły i zgłaszamy zawodników. Często robi się wszystko to, czego potrzeba w danej chwili łącznie z podlewaniem boiska.

Jak wyglądają Pana relacje z zawodnikami i sztabem szkoleniowym?

Myślę, że te relacje wyglądają dobrze. Nikt się nie skarży. Może czasem powiem lub zrobię coś źle, ale sądzę, że jest w porządku. Z prezesem i trenerem bardzo dobrze mi się współpracuje. Razem tworzymy sztab szkoleniowy na miarę naszych możliwości. Każdy wie, co ma robić i stara się jak najlepiej wypełniać swoje obowiązki.

Jakie są Pana zadania w dniu meczowym?

W dniu meczowym jestem w obiekcie klubowym już o 7:00. Przy okazji spotkań wyjazdowych zajmuję się sprawami transportowymi. Zbieram zespół, szykuję sprzęt, stroje, wodę, apteczki, stół do masażu i pilnuję, żeby niczego nie zabrakło. Jeśli chodzi o mecze na naszym stadionie, to muszę napisać protokoły i przygotować pomieszczenie dla sędziów. Wieszam stroje w szatni, żeby wyglądało to ładnie i trochę bardziej profesjonalnie. Podpatrujemy czasem, co możemy jeszcze zmienić, aby było lepiej, rzecz jasna wszystko w ramach naszych możliwości.

Jak wygląda sytuacja w pozostałych zespołach ligi? Czy one też mają w sztabie osoby pełniące funkcję kierownika?

Tak, oczywiście. Większość, IV-ligowych zespołów ma taką osobę. Sam mocno współpracuję z kierownikiem Łady Biłgoraj, Robertem Cybartem. Jeśli chodzi o mnie, to jestem praktycznie na każdym meczu. Zdarzy się, że praca na to nie pozwoli, ale są to mniej więcej dwa spotkania w sezonie.

Czy w trakcie Pana pracy jako kierownik przydarzyła się jakaś zabawna lub osobliwa sytuacja, która na długo zapadła Panu w pamięć i którą mógłby Pan opowiedzieć?

Przez wiele lat sporo się działo, ale trudno mi wybrać jakąś konkretną anegdotę. Boiskowe sytuacje są różne, jedne wspomina się lepiej, a inne gorzej. Z drugiej strony nie chcę zdradzać tajemnic szatni.

fot. Kryształ Werbkowice (archiwum)