Arkadiusz Pelczar: Wszyscy musimy usiąść do rozmów (Wywiad)

Arkadiusz Pelczar: Wszyscy musimy usiąść do rozmów (Wywiad)

Zarząd Polskiej Ligi Koszykówki zakończył sezon Energa Basket Ligi po 22 kolejkach. Wicemistrzem Polski został Start Lublin, dla którego przypomnijmy, jest to największy sukces w historii. Na temat niedokończonych rozgrywek, trudnej sytuacji finansowej klubów koszykarskich oraz możliwej przyszłości porozmawialiśmy z prezesem czerwono-czarnych Arkadiuszem Pelczarem. Zapraszamy do lektury!

Hubert Kręglicki – LUBSPORT.PL: Na początku chciałbym pogratulować zdobycia wicemistrzostwa Polski. Jednak chyba nie tak wyobrażał Pan sobie świętowanie historycznego dla klubu sukcesu?

Arkadiusz Pelczar: Na pewno, ponieważ liczyliśmy na to, że zagramy w play-offach, a sezon potrwa dłużej. Niestety sytuacja, która wystąpiła w kraju, trochę inaczej poprowadziła te rozgrywki. Nie zmienia to jednak faktu, że drużyna w momencie zakończenia zmagań miała bardzo dobry bilans 17-5. Decyzja zarządu Polskiej Ligi Koszykówki była jak najbardziej słuszna ze względu na bezpieczeństwo zawodników, kibiców i wszystkich uczestników spotkań. Przypadło nam drugie miejsce, najwyższe w historii klubowej koszykówki w Lublinie, z czego jesteśmy bardzo zadowoleni. Zaowocowała ilość pracy włożonej przez te wszystkie lata oraz zaangażowanie wszystkich osób z biznesu i z całego środowiska.

Do momentu zawieszenia ligi niewątpliwie był to dla Was bardzo udany sezon. Decyzja o pozostawieniu na stanowisku trenera Davida Dedka po niezbyt udanych poprzednich rozgrywkach okazała się chyba słuszna.

Nie oceniamy słuszności z dnia na dzień ani z miesiąca na miesiąc. Długo rozmawialiśmy z trenerem przed jego zatrudnieniem i nakreśliliśmy plan działania. W zeszłym sezonie nie udało nam się awansować do fazy play-off. Jednak to nie była wina trenera Davida Dedka, że Joe Thomasson zbuntował się i nagle wybrał ofertę innego klubu. Ponadto choroba Marcina Dutkiewicza (nowotwór – przyp. red.) również kosztowała nas kilka zwycięstw. Zatrudnianie nowego szkoleniowca w obecnych realiach nie wiąże się z tym, że drużyna na pewno będzie wygrywała, bo nowy trener ją odmieni. Dla nas ważne było zatrzymanie w zespole kluczowych graczy takich jak Kacper Borowski, Mateusz Dziemba i Roman Szymański. Chcieliśmy, żeby oni odgrywali dosyć znaczące role i to był jeden z kluczy do sukcesu. Podobnie jak ciężka praca wszystkich ludzi związanych z drużyną, czyli asystentów, fizjoterapeutów czy trenera przygotowania fizycznego. Każdy z nich dołożył cegiełkę do sukcesu, który udało nam się osiągnąć.

Czy według Pana przyznawanie tytułów bez dokończenia rundy zasadniczej i fazy play-off to sprawiedliwe rozwiązanie, biorąc pod uwagę, że nie wszystkie zespoły miały rozegraną taką samą liczbę spotkań?

Wszystkie drużyny startowały z takiej samej pozycji. Większa lub mniejsza liczba spotkań zawsze z czegoś wynikała. Wiele zespołów walczyło o to, żeby wywalczyć miejsce w pierwszej ósemce, a przez tę sytuację ostatecznie się w niej nie znalazły. Z drugiej strony wkład ciężkiej pracy zawodników w ten sezon nie mógł zostać nagle zniwelowany. W takiej sytuacji nie ma jednej słusznej opcji, chociaż moim zdaniem prezes podjął bardzo dobrą decyzję. My jako kluby także mieliśmy rozmowę i dyskutowaliśmy na ten temat, żeby wybrać jakieś rozwiązanie. To okazało się odpowiednie, ponieważ liga piłki ręcznej także zakończyła swoje rozgrywki, a wszystkie duże imprezy zostały przełożone. Można powiedzieć, że ochroniliśmy ludzi przed możliwością narażenia ich na chorobę, co pokazał mecz Ligi Mistrzów rozegrany w Mediolanie, podczas którego według naukowców doszło do wielu zarażeń (spotkanie Atalanty Bergamo z Valencią, które zostało rozegrane 19 lutego br. – przyp. red.). Moim zdaniem w chwili podejmowania decyzji to było jedyne możliwe i dobre rozwiązanie.

Jak bardzo negatywnie odbije się na finansach klubu sytuacja związana z koronawirusem i niedokończeniem sezonu?

Nikt do końca tego nie wie. Nie wiadomo jak będzie wyglądała sytuacja gospodarcza w Polsce, przez co nie wiemy, jak to wszystko się rozwinie. Obecnie liżemy rany w związku z tym, że sezon skończył się wcześniej i z tego tytułu nie mamy planowanych przychodów. Trudno ocenić jak to wszystko potoczy się dalej, bo choćby liga NBA także zawiesiła swoje rozgrywki. Patrząc na finanse, aktualnie nie wiemy, jak to będzie wyglądało.

Obecnie wiele dyskutuje się na temat potrzeby wsparcia klubów piłkarskich przez Polski Związek Piłki Nożnej i państwo. Jak wygląda sytuacja klubów koszykarskich? Czy również będą wymagać takiego wsparcia?

Tak jak powiedział Zbigniew Boniek, PZPN nie jest bankiem. Podobnie Polski Związek Koszykówki, czy Polska Liga Koszykówki też nie są bankami. O możliwość wsparcia należy pytać prezesów tych organizacji. Na pewno sytuacja, w której się znaleźliśmy, nie jest łatwa. Kluby są w bieżącym kontakcie z prezesem Radosławem Piesiewiczem i szukamy optymalnych dla nas rozwiązań jako wsparcia, bądź zminimalizowania przyszłych kosztów, jednak jeszcze nie wiemy, jak to będzie wyglądało. Może się okazać, że za miesiąc pandemia się skończy i wrócimy do normalnego funkcjonowania.

Jak zareagowali zawodnicy i sztab szkoleniowy na ogłoszenie wszystkich klubów ligi dotyczące istniejącej możliwości, że nie otrzymają pełnych kontraktów za ten sezon?

Rozmawialiśmy ze sztabem i zawodnikami na temat tego, jaka jest sytuacja i jakie mogą być jej konsekwencje. W tej sytuacji nie będzie jednego wygranego, ponieważ w zaistniałych okolicznościach każdy będzie miał jakiś kłopot. Wszyscy musimy usiąść do rozmów. W piśmie, które napisaliśmy jako kluby, nie przedstawiliśmy, że zawodnicy nie dostaną pieniędzy, a pokazaliśmy istniejące zagrożenie. To była odpowiedź na reakcje agentów, którzy dzień po ogłoszeniu zakończenia rozgrywek dzwonili i twierdzili, że każdy zawodnik musi dostać 100% pensji. Nie wyczarujemy pieniędzy. Jeżeli piłkarska Bundesliga, czy inne lepiej zarządzane ligi i federacje oraz kluby mówią, że będą miały problem, to my także to sygnalizujemy. To nie jest też tak, że powiedzieliśmy zawodnikom, że będzie tak czy inaczej. Na pewno porozmawiamy i przedstawimy plusy oraz minusy całej sytuacji. Musimy w końcu jakoś przeżyć, tylko pytanie, jak funkcjonować i co chcemy robić dalej.

Wszyscy obcokrajowcy z Pańskiego zespołu opuścili już Polskę. Zostały podjęte decyzje o rozwiązaniu z nimi kontraktów czy jest jeszcze za wcześnie, aby o tym decydować?

Trudno mówić o rozwiązywaniu kontraktów. Ich umowy niedługo same się rozwiązują. Kwestia tych kontraktów to dla nas w tym momencie bardzo odległy temat. Na pewno trzeba będzie dojść do wspólnego porozumienia. Realnie wszyscy z nich wyrazili chęć dalszego grania w naszym zespole. Każdy z tych zawodników poczynił postępy pod okiem Davida Dedka i dla wszystkich był to prawdopodobnie najlepszy sezon w karierze pod względem osiągnięć. Udało nam się stworzyć dobrą atmosferę w drużynie. Ważne jest dla nas to, że gdy umawiamy się na coś z zawodnikami, to zawsze dotrzymujemy tych umów i tak właśnie funkcjonujemy.

Jako wicemistrz Polski uzyskaliście prawo gry w koszykarskiej Lidze Mistrzów. Czy Wasza sytuacja finansowa pozwoli Wam podjąć rywalizację w tych elitarnych rozgrywkach?

Nawiązując do wcześniejszych słów, nikt nie wie, jak będzie wyglądała jego sytuacja finansowa. Na pewno będziemy robili wszystko, co możliwe, żeby uczestniczyć w tych rozgrywkach i pokazać się tam z jak najlepszej strony.

Aktualna sytuacja będzie rzutowała także na przyszły sezon. O ile trudniejsze będzie zaplanowanie przygotowań do następnych rozgrywek i zakontraktowanie zawodników o odpowiednich umiejętnościach?

Wszyscy zawodnicy są profesjonalistami. W okresie wolnym na tyle, na ile będzie to możliwe, będą ćwiczyli i starali się podtrzymać swoją formę fizyczną do wzmożonego wysiłku. Jednak obecnie nie ma nikogo na tyle mądrego, żeby wskazać, co wydarzy się za kilka miesięcy. W tym momencie możemy jedynie cały czas obserwować i reagować na to, co się dzieje. Jesteśmy również w stałym kontakcie z koszykarzami. Dopiero kiedy będzie rządowa zgoda, żeby można było gromadzić się i trenować, to wtedy zbierzemy się i będziemy starali się funkcjonować jako drużyna sportowa.

fot. Grzegorz Winnicki (archiwum)