Giedrė Labuckienė: To był dobry sezon, ale bez szczęśliwego zakończenia (Wywiad)

Trener Pszczółki Polski-Cukier AZS UMCS Lublin Krzysztof Szewczyk zakontraktował Giedrė Labuckienė jako jedną z pierwszych zawodniczek na sezon 2019/2020. Koszykarka znała szkoleniowca jeszcze z czasów gry w Wiśle CanPack Kraków, jednak od tamtego okresu sporo się zmieniło. W ostatnich rozgrywkach litewska środkowa była jednym z filarów defensywy lubelskiego zespołu. Z zawodniczką porozmawialiśmy m.in. o minionym sezonie, współpracy z Brianą Day oraz o poziomie strefy podkoszowej w Energa Basket Lidze Kobiet. Zapraszamy do lektury!

Mateusz Bednarek – LUBSPORT.PL: Jesteś Litwinką. Miałaś duże problemy, żeby dostać się do swojego kraju w czasie epidemii?

Giedrė Labuckienė: Nie, wyjechaliśmy samochodem przed kwarantanną, więc wszystko przebiegło normalnie. Jednak martwiłam się sytuacją na granicy i w innych krajach.

Zostańmy jeszcze przy prywatnych kwestiach. W jednym z wywiadów powiedziałaś, że gdyby nie kariera koszykarska, byłabyś mamą na pełen etat. Czy to może oznaczać, że najbliższe sezony rozegrasz na Litwie?

To znaczy, że gdy zakończę karierę, chcę mieć więcej dzieci i spędzać z nimi mnóstwo czasu. Teraz moja rodzina jest ze mną wszędzie, więc mogę grać w każdym państwie, tam, gdzie warunki będą najlepsze.

Można było odnieść wrażenie, przynajmniej ja takie miałem, że w drugiej części sezonu trochę zwolniłaś tempo i byłaś mniej widoczna w ataku. Z czego to wynikało?

Zmagałam się z wieloma problemami i fizycznie to był dla mnie jeden z najcięższych sezonów. Musiałam wrócić do gry po przerwie i przystosować się do macierzyństwa. Dla całej drużyny rozgrywki były stabilne. Wygraliśmy wszystkie mecze, które powinniśmy wygrać, a nawet więcej. Nie było wielu wzlotów i upadków, więc powiedziałabym, że to był dobry sezon, ale bez szczęśliwego zakończenia.

Po sezonie zasadniczym zajęłyście czwarte miejsce. Czy czujesz pewien niedosyt?

Dla klubu jest to oczywiście sukces i historyczne osiągnięcie, lecz dla sportowców, dla trenerów i dla mnie czegoś w tym sezonie zabrakło. Chciałam, żebyśmy dograły ligę do końca, bo wierzyłam, że możemy zrobić coś niesamowitego, ale jest, jak jest.

Jedną z Twoich mocnych stron jest gra w obronie. Jak podsumowałabyś poziom zawodniczek podkoszowych w polskiej lidze?

Poziom pod koszami w Polsce zawsze jest wysoki, bo zawodniczki podkoszowe zazwyczaj są ze Stanów Zjednoczonych. Wracając jednak do obrony przeciwko takim koszykarkom, to największym problemem nie jest rywalizacja z wysoką i silną rywalką. Problem stanowi gra w obronie przeciwko mądrej zawodniczce, która potrafi zdobyć punkty na wiele różnych sposobów, a w damskiej koszykówce to wcale nie jest takie częste, zwłaszcza pod koszem.

Przez większość czasu na parkiecie grałaś z Brianą Day. Jak układała się wasza koszykarska współpraca?

Briana Day to fenomenalna i bardzo odważna zawodniczka. Gra z nią była interesująca, bo nigdy nie wiedziałeś, co w danej chwili może zrobić. Jestem koszykarką, która stara się grać dla drużyny, przystosować do liderów i pomóc ekipie wygrać, więc myślę, że nasza współpraca wyglądała dobrze.

Trenera Krzysztofa Szewczyka znałaś jeszcze z czasów gry w Wiśle CanPack Kraków. Czy coś się zmieniło w jego metodach treningowych?

Odkąd znam trenera Krzysztofa Szewczyka, mogę powiedzieć, że przede wszystkim stara się coraz bardziej rozumieć kobiety. Ponadto próbuje zaadaptować metody treningowe do danej sytuacji. Moim zdaniem jako szkoleniowiec stał się bardziej dynamiczny.

Jeśli faza play-off jednak by się odbyła, to czy Twoim zdaniem miałybyście szansę na medal?

Mam nadzieję, że tak, a nawet gdybyśmy nie zdobyły medalu, to czymś wspaniałym byłoby wygrać na własnym parkiecie, przed naszymi kibicami.

fot. Michał Piłat (archiwum)

0 0 vote
Article Rating