Globus odleciał! Mistrz pokonany w Lublinie!

Globus odleciał! Mistrz pokonany w Lublinie!

Po wygranym meczu wyjazdowym w Sopocie koszykarze TBV Startu chcieli podtrzymać wysoką dyspozycję i sprawić niespodziankę w starciu z mistrzem Polski. Pierwsza połowa piątkowego spotkania zakończyła się remisem. W trzeciej kwarcie czerwono-czarni zbudowali przewagę, ale ją stracili. Na ostatnią odsłonę lublinianie wychodzili przegrywając, jednak po emocjonującej końcówce zdołali przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę!

Początek meczu to wyrównana gra z obu stron. W zespole gospodarzy aktywny był Roman Szymański, który zanotował dwa celne rzuty. Jak się później okazało, była to jedyna zdobycz 26-latka w tym starciu. Skuteczny do bólu był również lider lubelskiej ekipy Chavaughn Lewis, punktujący głównie z dystansu (8 oczek w pierwszej ćwiartce). Stelmet BC Zielona Góra odpowiadał skutecznymi akcjami Borisa Savovicia i Adama Hrycaniuka. Podkoszowi zielonogórzan w pierwszej kwarcie zdobyli w sumie 11 punktów. Dobra gra w obronie i solidna egzekucja w ataku po 10 minutach dały wynik remisowy (19:19).

Druga odsłona rozpoczęła się od udanego manewru pod koszem Urosa Mirkovicia, dla którego było to premierowe trafienie w tym spotkaniu. Rzutem za trzy punkty odpowiedział Thomas Kelati. Czerwono-czarni nie odstawali od utytułowanego rywala i w 13. minucie piątkowego pojedynku prowadzili 23:22 po efektownym wsadzie piłki do kosza Darryla Reynoldsa. Chwilę później Amerykanin dołożył kolejne oczka po skutecznym lay-upie. Zarówno w drugiej, jak i pod koniec pierwszej kwarty, dużo dobrego dali rezerwowi, którzy trzymali korzystny wynik, kiedy liderzy musieli złapać chwilę oddechu na ławce. Po następnym, trzecim celnym rzucie za trzy Chavaughna Lewisa trener Artur Gronek poprosił o czas, a Start wygrywał 28:24. Pauza nie przyniosła poprawy gry jego drużyny. Mało tego, jeszcze jedną trójkę dołożył Marcin Dutkiewicz i lublinianie mieli już 7 oczek przewagi (31:24). W trudnych momentach zespół z Zielonej Góry mógł liczyć na swój duet podkoszowy (4 punkty Savovicia i 2 Hrycaniuka). Dobrą passę przyjezdnych przerwał rzutem zza linii 6,75 Mirković. Jednak chwilę później tym samym odpowiedział Przemysław Zamojski. Stelmet konsekwentnie grał pod kosz do swoich dobrze dysponowanych graczy. Odrabiał również straty, bo wysocy Startu popełniali coraz więcej błędów, a do tego mieli sporo przewinień. Po pierwszej połowie na tablicy świetlnej wciąż widniał wynik remisowy (42:42).

Do przerwy najskuteczniejszy po stronie gospodarzy był Chavaughn Lewis z 14 punktami na koncie. 9 oczek dorzucił Marcin Dutkiewicz. Dobrą zmianę dał Reynolds (6 punktów i 5 zbiórek), który rozkręca się z meczu na mecz.

W Stelmecie nie miał sobie równych Boris Savović. Autor 13 punktów i 4 zbiórek. Skutecznie swoich partnerów obsługiwał Łukasz Koszarek, który do przerwy miał 8 asyst.

Po chaotycznym z obu stron początku drugiej połowy, kibice w hali Globus obejrzeli trzy celne trójki. Dwie autorstwa Jamesa Washingtona i jedną Łukasza Koszarka, który dodatkowo zapunktował spod kosza. Po skutecznej akcji 2+1 Start prowadził 51:47, a później 54:47. Artur Gronek poprosił o czas. To nie wytrąciło z równowagi lublinian. Rajd Reynoldsa i na tablicy wyników było już 56:47! Kolejne minuty to przewaga gości, którzy próbowali za wszelką cenę zniwelować stratę przed ostatnią kwartą. Aktywny był Jarosław Mokros, który w trzeciej kwarcie zdobył 11 ze swoich 13 punktów w całym meczu. Po jego celnych rzutach osobistych było już tylko 56:52. Za dwa rzucił Filip Matczak, za trzy Mokros i przewaga Startu stopniała do jednego oczka (58:57). Na tym nie koniec. Do przerwy to Stelmet wygrywał 64:60.

Ostatnia kwarta rozpoczęła się udanych akcji Lewisa oraz Washingtona. Spokój i opanowanie tego drugiego w kluczowych momentach piątkowego meczu były godne podziwu. 30-latek świetnie współpracował z Reynoldsem.

Czwarta ćwiartka to tak naprawdę walka punkt za punkt do końcowych sekund. Zero odpuszczania. Obie strony wiedziały do kogo kierować piłki w decydujących momentach. Na swoje barki grę wziął Thomas Kelati. Po stronie czerwono-czarnych odpowiedzialności nie bali się Dutkiewicz i Reynolds. Zdecydowały ostatnie sekundy. Na parkiecie nie brakowało kontrowersji. Show skraść próbowali sędziowie. Gracze Stelmetu mieli sporo pretensji do decyzji arbitrów (sporne sytuacje pokazuje skrót meczu). Decydujące o triumfie lublinian punkty zdobył Reynolds.

Wielkie brawa dla podopiecznych Davida Dedka. Start miał co prawda momenty przestoju i słabszej gry, jednak nie należy zapominać, kto stał po drugiej stronie parkietu.

Chavaughn Lewis ciągnął drużynę w ataku (21 punktów i 5 asyst). Znakomite zawody rozegrał Darryl Reynolds, który oprócz rekordowych 16 oczek miał również 7 zbiórek i wyglądał naprawdę dobrze na tle uznanych wysokich w naszej lidze. James Washington pokazał, że jest jednym z najlepszych asystujących w całych rozgrywkach (10 asyst). Cztery z pięciu rzutów za trzy trafił Marcin Dutkiewicz (w sumie 14 oczek). Był również agresywny w obronie i na tablicach. Jego 6 zbiórek to drugi wynik w zespole. Może statystyki tego nie oddają, jednak każdy z graczy czerwono-czarnych miał swój udział w wygranej. Wojciech Czerlonko świetnie grał w obronie, a w kluczowej akcji zatrzymał Łukasza Koszarka. Michael Gospodarek nie obniżał poziomu rozegrania, kiedy Washington odpoczywał na ławce. Wszyscy dołożyli swoją cegiełkę do piątkowego triumfu.

To nie koniec koszykarskich emocji w tym roku. 23 grudnia zawodnicy z Koziego Grodu pojadą do Starogardu Gdańskiego na mecz z miejscową Polpharmą. Początek tego spotkania zaplanowano na godzinę 18:00.

SKRÓT MECZU

POMECZOWE KOMENTARZE

David Dedek (trener TBV Startu Lublin): – Chciałbym pogratulować zawodnikom za walkę. Zagraliśmy dobry mecz, lepszy niż poprzednie. To nie byłoby możliwe bez wspaniałej publiczności, która wspierała nas przez całe spotkanie. Należą jej się wielkie brawa. W ostatniej akcji ustawiliśmy zagrywkę z penetracją. Stelmet miał problemy z faulami. Każdy kolejny to byłyby rzuty wolne. Goście nie mogli tego zrobić i udało nam się zdobyć punkty po zespołowej akcji. Od początku do końca wierzyłem w moich chłopaków. Podobnie, jak w poprzednim meczu w Sopocie, każdy dołożył swoją cegiełkę. W takiej sytuacji nasz zespół jest naprawdę groźnym rywalem dla wszystkich.

Marcin Dutkiewicz (zawodnik TBV Startu Lublin): Zwycięstwo z mistrzem Polski smakuje niesamowicie, szczególnie przed taką publicznością, która dzisiaj ogromnie nam pomogła w nerwowej końcówce. Kibice byli niewątpliwie naszym szóstym zawodnikiem. Od początku wierzyliśmy, że możemy wygrać ten mecz. Byliśmy do niego dobrze przygotowani. Zarówno taktycznie, jak i psychicznie. Trzeba było wyjść na parkiet i to udowodnić. Stelmet ma parę problemów w tym sezonie, jednak mimo to stanęliśmy na wysokości zadania. Graliśmy naszą koszykówkę, zespołową koszykówkę i widać efekty. Gratulacje dla wszystkich chłopaków. Na gorąco ciężko opisać to, co dzisiaj się stało. Radość jest wielka. W ostatniej akcji zagraliśmy pewnie tak, jak przez pozostałe 40 minut. Kluczem do wygranej była mądra gra w obronie. Wiedzieliśmy, kiedy przycisnąć, kiedy przytrzymać piłkę, w jakich sytuacjach pomagać kolegom. Mieliśmy nasze wewnętrzne ustalenia, które okazały się skuteczne. Na wygranej zaważyło serce. Nawet jak przegrywaliśmy i mieliśmy słabszy moment, nie poddaliśmy się. Zmiennicy rozegrali świetny mecz. Darryl Reynolds, Kuba Zalewski, znakomite zmiany dawał Mike Gospodarek, charakter i serce były kluczem. Chcieliśmy udowodnić sobie, że zwycięstwo w Sopocie nie było przypadkiem. Nie patrzymy długofalowo. Skupiamy się na każdym kolejnym pojedynku. Teraz dwa dni odpoczynku i myślimy o następnym rywalu. Cieszy mnie, że wreszcie mogłem dać drużynie dużo od siebie. Mam u trenera Dedka wolną rękę. Nie blokuje moich prób, cieszę się, że dzisiaj wpadało i mogłem pomóc drużynie.

Roman Szymański (zawodnik TBV Startu Lublin): – Ciężko zapracowaliśmy na to zwycięstwo, dlatego smakuje ono wspaniale. To było widać po naszej radości, radości kibiców. Pod każdym względem byliśmy gotowi na ten mecz, na to, co będzie grał Stelmet. Wierzyliśmy w siebie i dlatego wynik jest korzystny dla nas. Do końca walczyliśmy, znakomicie rozegraliśmy ostatnie akcje. W ostatnim posiadaniu świetnie zachował się Wojtek Czerlonko, który dobrą obroną uniemożliwił skuteczny rzut Łukaszowi Koszarkowi. Stelmet ma swoje problemy, ale to jest mistrz Polski. Rywale na każdej pozycji mają bardzo dobrych zawodników. Goście mocno chcieli tutaj wygrać, co było widać na parkiecie.

Thomas Kelati (Stelmet): – Przegraliśmy ten mecz w jeden z najgorszych sposobów. Start to bardzo dobry zespół, szczególnie na własnym parkiecie. W swojej hali jest bardzo trudnym przeciwnikiem. Czerwono-czarni są zawsze zmotywowani i groźni. Rozegrali świetne zawody. Każdy zawodnik pierwszej piątki, jak również rezerwowi, dorzucili swoje do puli. Uważam, że zostaliśmy poniekąd okradzeni z tej wygranej. Nie lubię o tym rozmawiać, dlatego w tym momencie zakończę. Końcowy rezultat powinien rozstrzygnąć się na parkiecie. Pomiędzy dwoma ciężko walczącymi o punkty zespołami. Niektóre decyzje sędziowskie były dla nas trudne. Nie załamujemy się, trzymamy głowy w górze. To dla nas ciężko moment, ale odbudujemy się. Gratulacje dla Lublina za świetny mecz.

TBV Start Lublin – Stelmet BC Zielona Góra 82:81 (19:19, 23:23, 18:22, 22:17)

Start: Lewis 21, Reynolds 16, Dutkiewicz 14, Washington 14, Mirković 5, Szymański 4, Ciechociński 2, Zalewski 2, Czerlonko 2, Gospodarek 2, Kowalski.

Stelmet: Savović 20, Mokros 13, Hrycaniuk 12, Koszarek 10, Gecevicius 8, Kelati 6, Zamojski 5, Matczak 4, Moore 3.

fot. TBV Start Lublin

0 0 vote
Article Rating