King Szczecin przełamał się w Lublinie

King Szczecin przełamał się w Lublinie

W meczu 10. kolejki Energa Basket Ligi do Lublina przyjechał sąsiad w tabeli TBV Start Lublin – King Wilki Morskie Szczecin. Goście przełamali serię trzech porażek z rzędu i wygrali w Lublinie 80:71. Szczególnie w drugiej połowie pokazali, że są lepszym, bardziej zgranym i stabilnym zespołem niż Start.

Mecz rozpoczął się od skutecznej gry z obu stron, a po trzech minutach gry goście prowadzili 8:7. Kolejne dwie minuty to dużo walki, z której minimalnie lepiej wyszedł TBV Start Lublin. Celne rzuty osobiste Jamesa Wahingtona i trójka Urosa Mirkovicia dawały prowadzenie 12:11. Gospodarze nie oddali już prowadzenia w pierwszej kwarcie. Po 10 minutach prowadzili 19:16. Kinga Szczecin w grze trzymał Paweł Kikowski, który miał na swoim koncie osiem punktów.

Drugą kwartę obie ekipy rozpoczęły w ten sam sposób, czyli od skutecznego zdobywania punktów. Po dwóch minutach Start miał ich na koncie siedem, a King sześć. Było 26:22. Przez kolejne 60 sekund King rzucił cztery oczka i doprowadził do remisu na 6:50 przed końcem połowy. Po czasie wziętym przez Davida Dedka dorzucił kolejne osiem i prowadził 34:27. Goście wyraźnie podkręcili tempo w obronie w drugiej kwarcie, z czym czerwono-czarni mieli widoczne problemy. Niemoc przerwał James Washington celną trójką i skuteczną egzekucją na linii osobistych doprowadził do remisu 34:34. W ostatnich trzech minutach lepiej punktował King, rzucił cztery punkty więcej i do przerwy prowadził 44:40. Paweł Kikowski miał 13 punktów, po stronie lublinian najlepiej punktował Washington – dziewięć oczek.

Pierwsze trzy minuty drugiej połowy to remis 4:4. King utrzymywał przewagę z pierwszej odsłony. Start próbował długich akcji, gry kombinacyjnej. Natrafiał jednak na dobrze zorganizowaną obronę szczecinian. Wynik 48:44 utrzymywał się ponad dwie minuty. Ofensywną niemoc z obu stron przerwali James Washington i Martynas Sajus. Na każdą udaną akcję Startu przyjezdni znajdowali skuteczną odpowiedź. Raz za razem spod kosza punktował Sajus. Czerwono-czarni zmniejszyli na chwile straty, aby po 30 minutach wciąż przegrywać 4 punktami – 56:60.

Goście rozpoczęli czwartą kwartę od zdobycia pięć punktów z rzędu i powiększenia prowadzenia do stanu 65:56. Pierwsze 120 sekund to mnóstwo nerwowości i decyzji sędziowskich, z którymi kompletnie nie zgadzała się publiczność w hali Globus oraz sztab trenerski Startu. W połowie kwarty King prowadził 70:60 i spokojnie dokładał kolejne punkty. Start, jeśli już punktował, to rodziło się to w bólach. Szarpnąć próbowali Amerykanie. Celnie za trzy rzucił Washington, dwa punkty dodał Devonte Upson. King jednak nie dał pójść za ciosem i skutecznie skontrował swojego rywala. Na kolejny zryw i próbę odrobienia strat nie wystarczyło już czasu, energii i umiejętności. King wygrał 80:71. W pierwszej połowie mecz zdominował Paweł Kikowski, w drugiej ton nadawali Tauras Jogela i Martynas Sajus. Ci trzej gracze zdecydowanie wyróżniali się na parkiecie hali Globus.

Dla obu ekip był to dziesiąty mecz w sezonie. King wygrał połowę z nich i ma na ten moment bilans 5-5, Start 4-6. Był to bardzo ważny mecz w kontekście walki o play-offy. Ta porażka nie przybliża lubelskiej ekipy do tej fazy sezonu. Szansa na podreperowanie bilansu i swojej sytuacji już 23 grudnia w Sopocie. O 12.45 mecz z Treflem, który na ten moment zamyka tabelę.
TBV Start Lublin – King Szczecin 71:80 (19:16, 21:28, 16:16, 15:20)
 
Start: Washington 17, Thomasson 13, Upson 12, Mirković 7, Borowski 7, Gospodarek 4, Czerlonko 4, Dziemba 3, Dutkiewicz 3, Szymański 1, Gaddefors.
King: Kikowski 16, Jogela 14, Sajus 14, Paliukenas 12, Schenk 8, Diduszko 7, Bartosz 6, Vecvargas 3.