Lu(źne)belskie myśli – #10 Zwycięstwo

Lu(źne)belskie myśli – #10 Zwycięstwo

Dobrnęliśmy do małego jubileuszu. Przed nami dziesiąty odcinek cyklu. W sumie będzie to pewnego rodzaju kontynuacja sprzed tygodnia. Dziś chciałbym napisać kilka słów o zwycięstwie w kontekście udziału MKS-u Start Lublin w Mistrzostwach Polski U20. Jeśli ktoś ma chwilkę, zapraszam!

W miniony już weekend reprezentanci MKS-u walczyli o finał Mistrzostw Polski U20. Na inaugurację przegrali z KS Rosa-Sport Radom, następne rozprawili się z ŁKS-em Szkoła Gortata Łódź, a w meczu decydującym o drugim miejscu w grupie przegrali z WKK Wrocław. Nie chcę przytaczać poszczególnych faktów z tych spotkań, bo chciałbym się zatrzymać nad pewną ważną kwestią, która, mam wrażenie, jest wielokrotnie niezauważana.

Jak grać, to wygrywać. Takie stwierdzenie jest pewnie każdemu znane. W takiej, czy innej formie, ale znane. Przesłanie również. Mam jednak wrażenie, że to przez porażki człowiek więcej się uczy. Takie doświadczenia mocniej hartują i przygotowują do następnego kroku. Jak ktoś odniesie gdzieś sukces, no to wiadomo – euforia i emocje zależne od każdego człowieka i sytuacji. A tak naprawdę w porażkach też jest sukces. Inny to prawda i prawdopodobnie nie ten, do którego dążyliśmy, ale jest. Trzeba go tylko zobaczyć.

Może najpierw powinienem napisać – trzeba nauczyć się na niego zwracać uwagę. Nie chodzi mi o skakanie z radości, kiedy, np. tak jak zawodnicy MKS-u, właśnie nie weszli do finału. To boli. Jasne. Tylko miejmy świadomość, że w tym momencie przeszliśmy równie ciężką drogę, jak ta, którą szlibyśmy po ostateczne zwycięstwo, lecz zaczynamy wracać pieszo, a nie, jak w przypadku wygranej, zjeżdżać do swojej codzienności wyciągiem radości i pozytywnych uczuć oraz emocji. Myślę, że to właśnie w tej drodze powrotnej, w której trzeba skonfrontować siebie z porażką, można spotkać prawdziwe „ja”, a to jest mega sukces i zwycięstwo.

Wróćmy na chwilę na parkiet. W ostatnim spotkaniu półfinałowym niewątpliwy lider punktowy, czyli Bartłomiej Pelczar, trafił 4 z 17 rzutów z gry i skończył mecz z 10 oczkami na koncie. Ktoś powie – lider zawiódł, to mieli trudniej. Pewnie trochę tak, ale w tym samym meczu Wojciech Matysek, który w poprzednich konfrontacjach zdobywał odpowiednio dwa i siedem punktów, odpalił i zapisał w protokole 20 oczek. Basket to nie jednostka, tylko kolektyw.

Tak samo jest ze zwycięstwami w codzienności. Czasem ten czynnik, na który liczyliśmy, zawiódł. Tak po prostu. Nie spełniły się oczekiwania i najmocniejsza strona nie zafunkcjonowała dobrze. W takich sytuacjach warto pamięć o koszykówce w aspekcie zespołowości. Tam, gdzie jeden ma problem, wielu pomoże. Tam, gdzie coś pewnego zawodzi, są inne cechy, które trzeba wykorzystać. Wiecie, to trochę tak jak z geniuszami, czy mistrzami sportu – oni mają talent, jasne, ale wiedzą, że na samym talencie nie będą zdobywać trofeów. Jest potrzebna ciężka, codzienna, mozolna praca, która jest zbiorem całej osobowości, a nie tylko talentu. Rozwijajmy wszystkie sfery naszego życia – ducha, umysł i ciało, a sukcesy przyjdą, zwycięstwa też – a jak dojdzie do upadku, porażki, jednej, drugiej czy dziesiątej, to głowa do góry. Sztuka to nie brak upadków, sztuka to wstać za każdym razem i tego wszystkim nam życzę. Pax! Do napisania.