Lu(źne)belskie myśli – #5 Cudze chwalimy, swojego nie znamy

Lu(źne)belskie myśli – #5 Cudze chwalimy, swojego nie znamy

Witajcie po świątecznej przerwie. Wczoraj, oficjalnie, minął okres Bożego Narodzenia. W naszych cotygodniowych spotkaniach wracamy do przeróżnych tematów. Mam nadzieję, że to będzie koszykarsko dobry rok. Jedziemy!

Na początek pytanie. Paweł Mrozik – mówi Wam to coś? Myślę, że warto zapoznać się z krótką sylwetką tego jegomościa, szczególnie jeśli chodzi o tytuł tego tekstu. Otóż Mr. Mrozik jest obecnie trenerem Cal Poly – to taka drużyna NCAA, czyli organizacji, która zrzesza ogromną ilość szkół wyższych w Stanach Zjednoczonych. W ramach ligi NCAA rozgrywane są zawody sportowe i na koniec sezonu, wyłaniany jest mistrz NCAA. To tak w naprawdę wielkim, telegraficznym skrócie.

Paweł Mrozik jest obecnie na stanowisku associate head coach. Jest kimś pomiędzy głównym trenerem i asystentem pierwszego szkoleniowca. Warto wspomnieć, że Amerykanie cenią swoich coachów, więc rzadko zatrudniają kogoś spoza USA, zwłaszcza na stanowisku głównego trenera. Dopiero od niedawna taką możliwość dostał jegomość z Kanady, natomiast w historii NCAA jeszcze żaden Europejczyk nie kierował drużyną akademicką samodzielnie.

Warto jeszcze wspomnieć, że trener Mrozik jest związany z Lublinem. Wracając jednak do głównego tematu tego tekstu, mam wrażenie, że zdarza się tak, jak w tytule. Popatrzmy na to przez pryzmat koszykarski, opierając się na NCAA. Amerykanie, tak jak napisałem, cenią swoich specjalistów i naprawdę rzadko zatrudniają obcokrajowców. A u nas? Nie chodzi tylko o basket. W ekstraklasie, szczególnie ostatnio, kredyt zaufania jest naprawdę nisko oprocentowany.

Zdaje sobie sprawę, że system szkolenia i wszelkie mechanizmy są praktycznie nieporównywalne, bo w USA, koszykówka to jeden z topowych sportów, a Stany są potęgą gospodarczą, ale warto zwrócić uwagę na pewien niepokojący mechanizm. Nie od dziś i nie tylko w koszykówce niektóre rzeczy zastępuje się nowymi nie dlatego, że się nie sprawdziły, czy zużyły, ale dlatego, że istnieją nowsze. Nie twierdzę, że tak jest w przypadku trenera Mrozika czy innych szkoleniowców, którzy wyjechali za granicę, aby się dalej uczyć, stawać się lepszymi itd.

Po prostu trochę przeraża mnie możliwość wymiany bez poznania. To taki trochę syndrom – lepiej zatrudnijmy obcokrajowca, on będzie dobry. I uwaga – jasne, czasami jest jedynym ratunkiem, ale życzyłbym wszystkim działaczom wszelkich dyscyplin, aby najpierw poznali, a później oceniali. Nawet jeśli to miałoby sprowadzić jeszcze więcej obcokrajowców, chociaż nie wiem, czy faktycznie tak by się skończyło. Do napisania!