Podsumowanie: TBV Start Lublin na półmetku sezonu

Podsumowanie: TBV Start Lublin na półmetku sezonu

Za podopiecznymi Davida Dedka 15 spotkań sezonu 2017/2018. Koszykarze TBV Startu Lublin są więc niemal na półmetku zmagań w sezonie regularnym Polskiej Ligi Koszykówki. To dobry moment, aby zebrać ich osiągnięcia i ocenić ich poczynania w bieżącej kampanii.

W ramach wprowadzenia prześledźmy jeszcze raz wyniki koszykarzy TBV Startu Lublin w 15. kolejkach sezonu 2017/2018.

1. kolejka – wygrana u siebie z Turowem Zgorzelec 91:83
2. kolejka – porażka w Słupsku z Czarnymi 88:89
3. kolejka – wygrana u siebie z Legią Warszawa 95:85
4. kolejka – porażka w Gdyni z Asseco (po dogrywce) 82:92
5. kolejka – porażka we Włocławku z Anwilem 57:80
6. kolejka – porażka w Ostrowie Wielkopolskim z BM Stalą 63:81
7. kolejka – wygrana u siebie z GTK Gliwice 90:65
8. kolejka – porażka w Toruniu z Polskim Cukrem 84:98
9. kolejka – porażka u siebie z Kingiem Szczecin 77:81
10. kolejka – wygrana w Sopocie z Treflem 81:66
11. kolejka – wygrana u siebie ze Stelmetem Zielona Góra 82:81
12. kolejka – wygrana u siebie z Rosą Radom (po dogrywce) 101:97
13. kolejka – wygrana w Starogardzie Gdańskim z Polpharmą 78:72
14. kolejka – porażka u siebie z MKS Dąbrowa Górnicza 60:89
15. kolejka – wygrana na wyjeździe z AZS Koszalin 89:85

Start znakomicie rozpoczął sezon regularny, bo od domowej wygranej z Turowem Zgorzelec po świetnej drugiej połowie. Kilka dni później po bardzo dobrej grze lubelski zespół pechowo przegrał z Czarnymi po rzucie rodem z NBA Dominica Artisa w ostatnich sekundach. Oto akcja, po której hala w Słupsku oszalała ze szczęścia.

Ta przegrana nie podłamała czerwono-czarnych i w kolejnym domowym pojedynku pewnie pokonali oni Legię Warszawa. Chavaughn Lewis rzucił wówczas 39 punktów, co pozostaje do tej pory najlepszym występem indywidualnym obecnej kampanii. W dobrych nastrojach zespół ponownie udał się na północ, gdzie przez 36 minut grał pewny basket przeciwko Asseco Gdynia. W końcówce coś tąpnęło i Start poległ po dogrywce. Gdyby nie wspomniany wyżej rzut Artisa i bardzo słabe 240 sekund czwartej kwarty w Trójmieście, lublinianie mogli otworzyć sezon kompletem triumfów. Kluczowe pozostaje jednak w tym wypadku słowo – “gdyby”.

Porażka w Gdyni otworzyła najsłabszy do tej pory fragment rozgrywek w wykonaniu lublinian. Od 4. do 9. kolejki (włącznie) wygrali oni tylko raz, z outsiderem Polskiej Ligi Koszykówki, GTK Gliwice. Do serii kiepskich wyników doszła kontuzja ręki Mateusza Dziemby. Bądźmy szczerzy, na przełomie listopada i grudnia nie wyglądało to najlepiej, a marzenia o włączeniu się do walki o fazę play-off wydawały się mrzonką.

Tak, jak po dobrym początku sezonu w wykonaniu ekipy z Koziego Grodu niewielu spodziewało się nagłego i drastycznego obniżenia formy, to tak samo mało osób postawiłoby pieniądze na to, że ostatni miesiąc 2017 roku będzie wyglądał tak dobrze. W klubie pojawił się nabytek z I ligi Jakub Zalewski, a kilka dni wcześniej Start odczarował wyjazdową niemoc (triumf z Treflem Sopot). Lubelscy koszykarze nie próżnowali podczas przerwy na reprezentację, a ich gra w grudniowych starciach mogła się podobać. Wspomniany mecz w Sopocie naszym zdaniem mieści się w TOP3 sezonu 2017/2018.

Kolejne pojedynki to kontynuacja dobrej gry i przede wszystkim wygrane z trudnymi rywalami, w tym z mistrzem Polski Stelmetem BC Zielona Góra i uczestnikiem Ligi Mistrzów Rosą Radom, po najbardziej emocjonującym meczu w tym sezonie. W ostatnim starciu w 2017 roku czerwono-czarni nie dali rady znakomicie dysponowanej drużynie MKS-u Dąbrowa Górnicza.

Pierwszym meczem w roku 2018 była wyjazdowa konfrontacja z AZS-em Koszalin. Kawał serducha, dużo walki i znowu świetny indywidualny występ Lewisa sprawiły, że po 15. kolejkach Start legitymuje się bilansem ośmiu wygranych i siedmiu porażek, dzięki czemu w tabeli PLK zajmuje jedenastą lokatę. Do miejsca, które daje przepustkę do udziału w fazie posezonowej, brakuje lublinianom bardzo niewiele.

STATYSTYCZNI LIDERZY TBV STARTU LUBLIN

Czas gry: Chavaughn Lewis 32,56 – lider PLK
Punkty: Chavaughn Lewis 20,2 na mecz – lider PLK
Zbiórki: Darryl Reynolds 6,2 na mecz – 6. miejsce w PLK
Asysty: James Washington 6,8 na mecz – 2. miejsce w PLK
Straty: Chavaughn Lewis 3,07 na mecz – 3. miejsce w PLK
Przechwyty: Chavaughn Lewis 2,2 na mecz – lider PLK
Bloki: Darryl Reynolds 0,93 na mecz – 7. miejsce w PLK
Faule: Chavaughn Lewis i Roman Szymański obaj 2,8 na mecz – 24. miejsce w PLK
+/- średnio: Chavaughn Lewis 2,2 na mecz – 54. miejsce w PLK
Eval: Chavaughn Lewis 19,9 na mecz – 4. miejsce w PLK
Rzuty z gry: Darryl Reynolds 70,9% – 2. miejsce w PLK
Rzuty za 2: Darryl Reynolds 70,6% – 4. miejsce w PLK
Rzuty za 3: James Washington 43,8% – 16. miejsce w PLK

CZERWONO-CZARNI INDYWIDUALNIE

Bartosz Ciechociński

Patrzysz na Bartka Ciechocińskiego przed meczem i widzisz dobrze zbudowanego, uśmiechniętego zawodnika o doskonałych parametrach. Atletycznie i pod względem muskulatury 27-latek jest przygotowany do walki na parkietach PLK. Dobre wrażenie mija, kiedy rozpoczyna się spotkanie. Ciechociński w większości przypadków przechodzi obok meczu. Kiedy pojawia się na parkiecie, podejmuje najprostsze decyzje, nawet mając wolną drogę do kosza, boi się zaryzykować i zrobić penetrację. Zamiast rzucać, szuka partnerów. Nie wykorzystuje swojego potencjału. Wygląda jakby głowa i presja otoczenia go hamowały. Bartek powoli wchodzi w najlepszy wiek dla koszykarza. Miewa przebłyski i to chyba tyle. Wciąż nie może wznieść swojej gry na wyższy poziom.

W tym sezonie zagrał we wszystkich meczach. W sumie średnio 12 minut w każdym z nich. Rzucał średnio po 2 punkty. O ile w rzutach za dwa jego skuteczność jest całkiem dobra, to za trzy trafia tylko 16% swoich prób. Mimo całej sympatii dla tego zawodnika i ogromnych nadziei na przebudzenie jest on póki co jednym z największych rozczarowań obecnego sezonu.

Wojciech Czerlonko

23-latek opuścił Gdynię na rzecz Lublina w poszukiwaniu większej ilości minut i poprawienia swojej pozycji w drużynie. Pierwszy cel osiągnął. W połowie sezonu spędził na parkiecie niemal tyle minut, co w całym poprzednim i jeszcze wcześniejszym. Rzuca najlepiej w karierze (3,1 punktu na mecz). W zbiórkach również ma najwyższe cyferki. Czy jednak taka rola i gra może być oceniona na plus? Niekoniecznie. Wojtek Czerlonko ma problemy z rzutem z dystansu, a miał w tym sezonie mnóstwo prób z otwartych pozycji.

Podobnie jak Ciechociński, również Czerlonko miał swoje momenty. W ograniczonych minutach zagrał solidne zawody przeciwko GTK Gliwice i Legii. Naszym zdaniem jego najlepszy pojedynek to starcie z Anwilem. 23-latek przydaje się w obronie.

Marcin Dutkiewicz

Długo się rozkręcał, a jak już to zrobił, to gra w tym momencie swój życiowy basket. 9,9 punktów, jakie zdobywa w tym sezonie, to jego najlepsze osiągnięcie w karierze. Przez słabszy początek rozgrywek jego średnie rzutowe nie są tak imponujące, jak choćby kilka lat temu w Słupsku, kiedy rzucał za trzy na poziomie 54%.

Absolutnie kluczowa postać od meczu z Polskim Cukrem Toruń. Po kontuzji Mateusza Dziemby wskoczył do pierwszej piątki. W konfrontacji z Polpharmą miał swoje rekordowe w tym sezonie 23 punkty. Z Rosą pięć razy celnie rzucił za trzy w bardzo ważnych momentach. Jeszcze ani razu nie pomylił się na linii rzutów osobistych. Wykorzystał wszystkie 21 prób. Kryzys przyszedł w ostatnich dwóch spotkaniach. Generalnie jednak ocena Dutkiewicza musi być pozytywna.

Mateusz Dziemba

Największy pechowiec w całej kadrze Startu. Grał dużo i solidnie w ośmiu meczach tego sezonu, bo spędzał na parkiecie niemal 27 minut. Rzucał 8 punktów, zbierał 4 piłki i miał niemal 2 asysty w każdym starciu. Aż do pojedynku w Toruniu, w którym niefortunnie upadł i uderzył w konstrukcję kosza, kiedy próbował efektownie zakończyć kontrę. Siła uderzenia była tak duża, że ucierpiała jego lewa ręka. Złamanie kończyny wykluczyło go z gry w 2017 roku. Przewidywany powrót na parkiet Dziembola to luty 2018.

Michael Gospodarek

Bardzo dobrze sprawdza się w swojej roli. Drugi rozgrywający, który świetnie wywiązuje się ze swoich zadań podczas nieobecności Jamesa Washingtona na parkiecie. Lepszy okres w swojej karierze miał tylko kilka lat temu, kiedy reprezentował barwy Kotwicy Kołobrzeg. Gra średnio tylko po 10 minut w meczu, jednak jego obecność jest widoczna. Miał spotkania, w których rzucał po 8-9 punktów. Właściwy zawodnik na właściwym miejscu. W naszej opinii to bardzo udany transfer. Koszykarz z polskim paszportem na pozycji numer jeden to, podobnie jak pod koszem, towar ciężko dostępny na rynku.

Paweł Kowalski

Kapitan wraca po kontuzji. W tym sezonie na parkiecie pojawił się tylko w trzech meczach. Łącznie na swoim koncie ma 7 minut i 10 sekund na boisku. To zdecydowanie za mała próba, aby podjąć się jakiejkolwiek oceny.

Rola Pawła Kowalskiego w drugiej części sezonu będzie pewnie sprowadzała się do maksymalnie 11-12 minut na parkiecie. Spokój, opanowanie i doświadczenie to jego atuty. Będzie potrzebny w trudnych momentach. Dużo zdrowia Panie Pawle!

Chavaughn Lewis

Wszedł do drużyny niczym pod kosz w akcji zaprezentowanej powyżej. Od początku wiedział, kim ma być dla zespołu z Lublina i w zdecydowanej większości spotkań jest liderem z prawdziwego zdarzenia. To bezapelacyjnie najlepszy zawodnik, jakim dysponuje David Dedek w tym sezonie. Najlepszy strzelec obecnego sezonu w całej lidze, którym interesują się zagraniczne kluby. Całe szczęście, że nie zdecydował się na podobny krok, jaki zrobił w poprzednim sezonie Brandon Peterson. To od jego gry i dyspozycji wszystko się zaczyna. Człowiek orkiestra – rzuca, zbiera, podaje. Patrząc na to, jak grał w barwach Czarnych Słupsk na wiosnę ubiegłego roku, mamy głęboką nadzieję, że najlepsze od Chavaughna Lewisa dopiero przed nami!

Wojciech Matysek

Jeden z dwóch juniorów, jacy otrzymali szansę od Davida Dedka w tym sezonie. 1 minuta i 39 sekund na parkiecie przy wysokim prowadzeniu w meczu z GTK Gliwice. Wojciech Matysek poczuł atmosferę PLK, teraz musi ciężko pracować na treningach.

Uros Mirković

Siła doświadczenia i ogrania w naszej lidze. Wysoki zawodnik na pozycje podkoszowe z rzutem za trzy. Na papierze wygląda to znakomicie. Serb dobrze wszedł do zespołu i nieźle prezentował się na początku sezonu. Z czasem przygasł (podobnie jak cała ekipa) w ofensywie. Mimo kilku meczów bez większego dorobku w ataku ma olbrzymi wpływ na drużynę. Pokrzykuje, motywuje, ustawia swoich młodszych, podkoszowych kolegów. Wobec niedostatków w grze Romana Szymańskiego i słabego początku Darryla Reynoldsa sporo czasu spędzał grając jako center. Nie zawsze dawał sobie radę przeciwko cięższym i dobrze zbudowanym rywalom. Wciąż potrafi zaskoczyć z dystansu i rzuca w tym sezonie za trzy na poziomie 38%. Jego manewry podkoszowe nadal działają. Średnio spędza na parkiecie prawie 24 minuty. Wzrosły minuty Reynoldsa, a trener Dedek grał niższym ustawieniem. Mecz z AZS-em Koszalin pokazał jednak, że Mirković wraca na właściwe tory.

Bartłomiej Pelczar

Drugi z juniorów, jacy otrzymali szansę w obecnej kampanii. Zagrał w sześciu meczach, łącznie przebywając na parkiecie niecałe 9 minut. Nie oddał w tym czasie rzutu. To już drugi sezon, w którym najzdolniejszy koszykarz młodego pokolenia w Starcie pokazuje się w PLK. Wciąż są to jednak epizody i tak pewnie pozostanie do końca rozgrywek. W II lidze Bartłomiej Pelczar miał już dominujące mecze, w których zdobywał po 30 punktów. W naszej opinii to aktualnie koszykarz na zaplecze PLK i miałby tam całkiem rozsądne minuty. Zbiera doświadczenia, oswaja się z atmosferą i poziomem najwyższej klasy rozgrywkowej. Musi być cierpliwy, ma w końcu dopiero 17 lat.

Darryl Reynolds

Największe pozytywne zaskoczenie i metamorfoza. Rookie, mistrz NCAA z Villanova Wildcats miał bardzo duże problemy na początku sezonu. Właściwie w każdym elemencie. Roman Szymański wyglądał przy nim jak dominator. Jedynym pozytywnym występem w pierwszej części sezonu był mecz w Gdyni, w którym zagrał 28 minut, miał 12 punktów i 12 zbiórek. Później prezentował się słabiej. Rozkręcił się od starcia z GTK Gliwice, a od pojedynku z Kingiem Szczecin regularnie grał ponad 20 minut i umacniał swoją pozycję. Obecnie jest najlepszym zbierającym drużyny, średnio notuje 6,2 zbiórek na spotkanie. Dynamiczny, atletyczny, coraz bardziej pewny siebie na parkiecie. Jeżeli podobny postęp zrobi również w drugiej połowie sezonu, to ucichną głosy, że Start potrzebuje wzmocnień pod koszem. Sam trener podkreśla, że to jeszcze nie to, na co stać Darryla i ma wobec niego większe wymagania.

Roman Szymański

Wychodzi w pierwszej piątce i gra największe minuty w swojej karierze w PLK. Wciąż jednak widać u niego pewne rezerwy. Czuje to również sam Roman, który z wysokości ławki rezerwowych ogląda coraz lepszą grę Darryla Reynoldsa. Jeszcze na początku sezonu wyprzedzał Amerykanina we wszystkich elementach. Z każdym kolejnym spotkaniem jego rola w drużynie słabnie. Miał momenty, kiedy w pełni wykorzystywał swój potencjał. Był również występ, kiedy wyleciał z parkietu po pięciu przewinieniach. Potrzebował do tego niecałych 6 minut na parkiecie. Jest najwyższym i najcięższym zawodnikiem w drużynie. Nikt nie oczekuje od niego spektakularnych popisów w ataku. Jego odbiór byłby dużo lepszy, gdyby skuteczniej bronił wysokich rywali i dał spokój na deskach. 209 centymetrów daje mu duże pole manewru w tych dwóch elementach. Zważywszy, że drużyna potrzebuje wsparcia w strefie podkoszowej, dobra postawa 27-latka w drugiej części kampanii 2017/2018 może być kluczowa dla wyników czerwono-czarnych. Wysoki center z polskim paszportem to towar na wymarciu w PLK.

W tym momencie Roman Szymański jest w naszej trójce rozczarowań pierwszej połowy sezonu, obok Bartosza Ciechocińskiego i Wojciecha Czerlonko.

James Washington

Co tu dużo mówić, jeden z liderów zespołu. W takim celu został sprowadzony z Anwilu Włocławek. W porównaniu do poprzedniego sezonu gra znacznie lepiej. Trzeba jednak zaznaczyć, że ma w Lublinie dużo większą ekspozycję w ataku niż w swojej poprzedniej drużynie. Prezydent na półmetku kampanii 2017/2018 rozegrał tylko 5 minut mniej niż w całym poprzednim sezonie. Identycznie sytuacja wygląda z rzuconymi punktami (obecnie 246, w poprzednim sezonie po 30. kolejkach było ich 251). Amerykanin od początku był liderem drużyny, jednak pierwsza połowa bieżącej kampanii nie była w jego wykonaniu tak cukierkowa. Był pierwszą opcją, lecz z nim na parkiecie zespół miał statystykę +/- na poziomie -6 punktów. Obecnie jest to tylko -1,8 punktu. W drugiej połowie rundy wzrosła również odpowiedzialność Washingtona w ostatnich kwartach. Dużo większa cierpliwość i mądrość w rozegraniu, szukanie kolegów, a niekoniecznie samodzielne rzuty. To właśnie jego pewność na rozegraniu była kluczowa w ciężkich końcówkach ze Stelmetem i Rosą.

Washington to drugi strzelec drużyny i drugi podający całej PLK. Rzuca prawie 17 punktów (skuteczność ponad 40%) i notuje blisko 7 asyst. Oby utrzymał poziom gry, a jesteśmy spokojni o wyniki lubelskiego zespołu w drugiej części sezonu.

Jakub Zalewski

Zawodnik z najkrótszym stażem w drużynie trenera Dedka. Sprowadzony z I-ligowej Siarki Tarnobrzeg w obliczu kontuzji Mateusza Dziemby. Do tej pory nie miał jakiegoś spektakularnego występu, jednak w kilku meczach miał bardzo ciekawe minuty. Z pewnością jego atutami są dobry rzut, a mankamentem niedostatek centymetrów, który nieco wiąże go w obronie z rozgrywającym przeciwników. Przy 184 centymetrach nie widzimy go raczej w duecie z Jamesem Washingtonem, który również nie należy do najwyższych zawodników PLK.

Jakub Zalewski rozegrał dla Startu 7 spotkań. Na parkiecie spędza średnio 8 minut. Oddał zaledwie 11 rzutów. Gorzej, że tylko jeden z nich znalazł drogę do kosza. Zawodnik, który ma rzucać i przede wszystkim trafiać za trzy, póki co tego nie czyni. 0/9 zza łuku. Dlatego ocena 32-latka jest raczej negatywna, choć należy ją przyjmować z rezerwą, bo wciąż poznaje zespół. Ma przed sobą drugą rundę, aby zdecydowanie poprawić swoje osiągnięcia.

OPINIE EKSPERTÓW

Mateusz Bednarek (dziennikarz portalu Lubsport): TBV Start Lublin jest dla mnie ciekawostką. Chyba zgadzam się z głosami, które mówią, że obecne miejsce nie do końca odzwierciedla możliwości podopiecznych David Dedka. Przejście Chavaughna Lewisa i Jamesa Washinghtona do stolicy Lubelszczyzny było dobrym ruchem, nawet gdyby w przyszłym sezonie Start miał wyglądać inaczej. Powiedzmy sobie szczerze, ściągnięcie gracza pokroju Lewisa to już duży sukces działaczy z Lublina. Washington również wygląda solidnie. Amerykański duet rozumie się nieźle, czego przejawem jest piłka narzucana na kosz przez Jamesa dla Chavaughna. Warto obserwować współdziałanie tych graczy.

Zostańmy jeszcze chwilę w klimacie amerykańskim. Ciesze się, że obudził się Darryl Reynolds. Początek sezonu miał trochę niemrawy, jednak z meczu na meczu wyrasta na niezastąpioną postać pod lubelskim koszem. Generalnie zdecydowanym plusem są obcokrajowcy, którzy de facto stanowią o sile lublinian.

Jeśli chodzi o polskich zawodników, to pozytywne wrażenie zrobił na mnie niedawno Marcin Dutkiewicz, który jest fajnym wzmocnieniem zza linii 6,75. Przegląd pola Washingtona ułatwia pracę strzelcom, ale Marcin potrafi zdobyć również punkty na inne sposoby. Ciesze się, że szanse na grę dostaje również młody Wojtek Czerlonko, który, wraz z Michaelem Gospodarkiem i Bartłomiejem Pelczarem, wiodą prym w rezerwach czerwono-czarnych.

Szkoda też Mateusza Dziemby, który poprzez kontuzję stracił sporo gry, ale mam nadzieję, że po powrocie będzie solidnym punktem TBV. Nie lubię przewidywać, ale chciałbym, aby koszykarze z Lublina znaleźli się w czołowej ósemce, bo sądzę, że mają ku temu możliwości.

Lubelska Ferajna – Tookie (przedstawiciel Klubu Kibica Startu Lublin): Jak można podsumować pierwszą połowę sezonu? Najłatwiej wyrażeniem – „mieszane uczucia”. Po przedsezonowych transferach i sparingowych występach, apetyty kibiców były wielkie. Wielu ekspertów stawiało, że tym razem Start nie zakończy rozgrywek na rundzie zasadniczej. Duet amerykańskich obrońców miał wziąć udział w wyścigu o koronę króla strzelców, Mirkovic i Dutkiewicz mieli wspomóc drużynę swoim doświadczeniem, a Dziemba miał zagrać sezon życia. I tylko młody mistrz NCAA, Reynolds, był niewiadomą. Jeśli dodać do tego łaskawy terminarz na początku kampanii, to wszystko miało być pięknie.

Pierwszą połowę sezonu można podzielić na dwie kwarty. Pierwsza ćwiartka zakończyła się na meczu z Wilkami Morskimi i tę kwartę przegraliśmy w bardzo kiepskim stylu 3:6. Zamiast cieszyć się z najlepszego dla nas rozpoczęcia rozgrywek od czasu powrotu do ekstraklasy, to czuć było niedosyt. O ile porażki z Anwilem, Stalą i Piernikami były wkalkulowane w terminarz, a przegrane w ostatnich sekundach z Asseco i Czarnymi przywołały demony z przeszłości, to jednak najbardziej bolała porażka z Wilkami Morskimi.

Od meczu z Treflem można już powiedzieć, że zespół gra na miarę swojego potencjału i miejmy nadzieję, że tak już pozostanie. Spektakularne wygrane ze Stelmetem i Rosą (choć z niepotrzebną dogrywką) oraz w miarę pewne zwycięstwa w Sopocie i Starogardzie Gdańskim dają nadzieję na świetlaną przyszłość. W pojedynku z MKS-em dało znać o sobie zmęczenie meczowym maratonem, zaś w Koszalinie trener chciał chyba wygrać jak najmniejszym nakładem sił, żeby nadążyć za Krosnem. Wynik 5:1 mówi sam za siebie.

Personalnie wyróżnić trzeba oczywiście Jamesa i Chavaughna, za całokształt. A za „drugą kwartę” pochwały należą się Darrylowi. Z meczu na mecz widać progres, zbiera coraz więcej piłek i jeśli jeszcze mocniej popracuje nad obroną, to będzie z niego nie lada pożytek. Dobrze, że odblokował się Marcin, spokojnie stać go na dostarczanie nam przynajmniej 10 punktów w meczu. Trochę więcej oczekiwań jest w stosunku do Urosa, choć w spotkaniu z AZS-em te półhaki to chyba w końcu była jego gra… Najbardziej martwi dyspozycja Romka, który notuje coraz słabsze występy.

Podsumowując: jeśli w drugiej połowie chcemy walczyć o fazę play-off (a są na to realne szanse), to należałoby wzmocnić pozycje 4/5. Może w obliczu kłopotów finansowych Czarnych warto porozmawiać z Danielem Wallem albo Piotrem Stelmachem? Solidny, wysoki, polski paszport to na rynku chodliwy towar, a taki właśnie przydałby się nam najbardziej.

0 0 vote
Article Rating