TBV Start Lublin ogrywa wicelidera z Ostrowa Wielkopolskiego!

TBV Start Lublin ogrywa wicelidera z Ostrowa Wielkopolskiego!

W sobotni wieczór do Lublina zawitał wicelider tabeli Energa Basket Ligi –  BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski. Pierwszą połowę meczu zdominowali gospodarze, którzy do przerwy prowadzili siedemnastoma punktami. W trzeciej kwarcie goście odrobili całe straty, dlatego w ostatniej ćwiartce do ostatnich sekund toczyła się walka o wygraną. Z niej górą wyszedł Start.

Mecz rozpoczął się od trzech skutecznych posiadań obu zespołów. W ciągu pierwszych trzech minut gry obie drużyny spudłowały tylko dwa rzuty, a goście prowadzili 10:8. Szalał Ivan Maras, który w tym czasie trafił wszystkie trzy próby i miał siedem punktów na swoim koncie. W połowie pierwszej kwarty skuteczność obu ekip nieco spadła. Już nie każdy oddany rzut znajdował drogę do kosza. Goście utrzymywali przewagę. Było 14:10 dla BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski. Dystans zmniejszyła celna trójka Antona Gaddeforsa i celny lay up Urosa Mirkovicia. Blisko akcji dwa plus jeden był Wojciech Czerlonko.

Ostatecznie wykorzystał jeden rzut osobisty i na 2:47 przed końcem było 16:14 dla TBV Startu Lublin. Ostatnie kilkadziesiąt sekund to popis Mirkovicia. Celna trójka i dwie skuteczne akcje w izolacjach. W sumie siedem zdobytych punktów z rzędu. Po dziesięciu minutach było bardzo optymistycznie. Zarówno jeśli chodzi o grę, jak i wynik – 23:17, a Mirković miał na swoim koncie dziewięć punktów.

Na początku drugiej kwarty gra koncentrowała się pod obręczą. Najpierw skuteczne wejście pod kosz zaliczył Witalij Kowalenko, w kolejnej akcji skuteczną akcją 2+1 popisał się Roman Szymański. Następne kilka posiadań z obu stron to albo niecelne rzuty, albo indywidualne błędy zawodników. Niemoc w ofensywie przełamał Kowalenko, który ciągnął grę gości w ofensywie od początku drugiej kwarty. Na 6:19 przed końcem pierwszej połowy było 26:21 dla Startu. Po czasie, jaki wziął trener David Dedek, zapunktował DeVonte Upson, a chwilę później James Washington. Jakby tego było mało, celną trójkę dorzucił Gaddefors i prowadzenie urosło z pięciu do dwunastu punktów. W połowie kwarty było 33:21. Czerwono-czarni nie zwalniali tempa.

Po czasie dla Wojciecha Kamińskiego po dwa punkty znowu dorzucili Upson i Washington. Trener Stali musiał ponownie porozmawiać ze swoimi zawodnikami. Goście otrząsnęli się nieco z marazmu i zdobyli szybko cztery punkty. David Dedek poprosił o czas przy wyniku 39:26 na 2:23 przed końcem pierwszej połowy. Ostatnie sto czterdzieści sekund to dalej dobra gra gospodarzy, którzy utrzymali wysoką przewagę do przerwy. Ba! Nawet ją powiększyli o kilka oczek. Prowadzili 47:30. Dziesięć punktów i trzy zbiórki zanotował Upson, po stronie gości najlepsze cyferki wykręcił Maras. Jego dorobek to dziewięć punktów.

Druga połowa rozpoczęła się od skutecznej akcji Shawna Kinga i celnej trójki James Washingtona. Devonte Upson popełnił dwa faule w dwóch kolejnych akcjach w obronie. Stal zmniejszyła straty do dwunastu oczek. Nie byłoby to możliwe bez skutecznej walki pod obręczami Kinga. Trener Dedek momentalnie zareagował timeoutem na niekorzystny obrót sytuacji na starcie trzeciej kwarty. Po czasie kolejne dwa punkty dorzucił Mike Scott i trzy Przemysław Żołnierewicz. Z siedemnastu punktów przewagi zostało siedem. Niecałe cztery minuty potrzebowali goście aby odrobić dziesięć punktów straty. Po skutecznej serii gości do ataku poderwał się Washington. Najpierw skutecznie rzucił za dwa, w kolejnej akcji po faulu przy rzucie za trzy wykorzystał wszystkie rzuty osobiste. Było 55:48 po pięciu minutach walki w drugiej połowie. Nie zatrzymywał się również Żołnierewicz.

Najpierw celna trójka, później trzy punkty po celnym rzucie z faulem i to goście prowadzili 56:55. Prowadzenie odzyskał Mirković. Dwoma skutecznymi akcjami w ataku. Start wrócił do lepszej gry w ostatnich sekundach kwarty. Prowadzenia nie oddał już do końca ćwiartki. Było ono jednak skromne i wynosiło tylko cztery punkty. Było 65:61.

Szalony rzut za trzy Nemanji Jaramaza po minucie gry w czwartej kwarcie sprawił, że na tablicy mieliśmy remis – 65:65.

Drugi taki celny rzut dał już prowadzenie 68:67. Jaramaz trafił również po raz trzeci.  Dwie minuty później dodając kolejny punkt do prowadzenia gości. Bylo 71:69. Punktowanie nie przychodziło gospodarzom łatwo. Każdy kolejny punkt był wymęczony. Na pięć minut przed końcem Start prowadził jednak 73:71. Po czasie dla Wojciecha Kamińskiego Mirković nie trafił dwóch osobistych. Za trzy jednak zapunktował Mateusz Dziemba, zebrał piłkę w obronie. Po celnym rzucie osobistym Szymańskiego Start prowadził 77:71 na trzy minuty przed końcem. Dwadzieścia sekund później Szymański dorzucił dwa punkty i było już 79:71. 30 sekund wystarczyło, aby Stal odrobiła 5 punktów po celnej trójce Michała Chylińskiego i przechwycie Mike’a Scotta. Na szczęście Start miał tego wieczora Urosa Mirkovicia, który trafił dwie trójki i był królem końcówki. Stal walczyła do końca. Ostatnie minuty były pasjonujące. Zimna krew Jamesa Washingtona na linii osobistych w końcówce dała wygraną 88:83.

Niespodziewana wygrana była już czwartą wiktorią Startu w tym sezonie. Zawodnicy trenera Dedka wyrównali tym samym swój bilans to stanu 4-4. Dla Stali była to dopiero druga porażka w sezonie. Najskuteczniejsi po stronie gospodarzy byli Washington i Mirković. Obaj zdobyli po dwadzieścia punktów. Prezydent dołożył do tego dziesięć asyst. Po stronie gości najlepiej punktował Żołnierewicz (osiemnaście). Królem zbiórek był King, który uzbierał ich aż szesnaście.

Kolejny mecz Start rozegra na wyjeździe. Ich rywalem będzie Arka Gdynia. Spotkanie zaplanowano na 7 grudnia.

TBV Start Lublin – BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski 88:83 (23:17, 24:13, 18:31, 23:22)

Start: Mirković 20, Washington 20, Dziemba 11, Upson 10, Szymański 9, Gospodarek 7, Gaddefors 6, Borowski 4, Czerlonko 1, Pelczar.

BM Slam Stal: Żołnierewicz 18, Maras 16, Jaramaz 11, Kowalenko 11, Chyliński 10, Scott 9, King 8, Szymkiewicz, Nowakowski.