Twarde pierniki, czyli porażka w Toruniu

Twarde pierniki, czyli porażka w Toruniu

W ramach 20. kolejki Energa Basket Ligi Kobiet Pszczółka Polski-Cukier AZS-UMCS Lublin przegrała na wyjeździe z Energą Toruń 75:79. Lublinianki pozostaną na ósmej lokacie, jednak o wyższe miejsce będzie trudno, bowiem siódme w tabeli zawodniczki Wisły CanPack Kraków pokonały na własnym parkiecie InvestInTheWest Gorzów Wielkopolski.

Rzadko mecz rozpoczyna się od przewinienia- ten się tak zaczął. Pierwsze punkty dla Pszczółek zdobyła Julia Adamowicz, jednak kolejne minuty należały do Energi Toruń. Gospodynie prowadziły po 180 sekundach 9:4. Sytuacja komplikowała się z akcji na akcję, w związku z czym Wojciech Szawarski postanowił wykorzystać przerwę na żądanie, przy stanie 13:5 dla torunianek. Obraz gry z początku nie uległ zmianie i w dalszym ciągu przeważały miejscowe – Pszczółki już w połowie kwarty miały limit przewinień, co powodowało sporo rzutów wolnych dla rywalek (8 – 1q) Dopiero na trzy minuty przed końcem ekipa z Lublina wzięła się do odrabiania strat i po serii punktowej 6:0, zmusiła szkoleniowca Energi Stefana Svitka do wykorzystania timeoutu. Skuteczna gra Nikki Greene (7 pkt., 4 zb. – 1q) pod koniec kwarty zapewniła utrzymanie kontaktu z rywalkami – Pszczółki traciły do przeciwniczek trzy oczka.

Podopieczne trenera Szawarskiego rozpoczęły drugą odsłonę od faulu – oba wolne wykorzystała Agnieszka Skobel. Mimo chaotycznej gry obu ekip, Energa utrzymywała kilkupunktowe prowadzenie. Wojciech Szawarski zdecydował się wykorzystać drugą przerwę na żądanie przy stanie 32:22. Po krótkiej przerwie na plac gry wróciła Greene, która w dwóch kolejnych akcjach zdobyła punkty, a po trafieniu Martyny Cebulskiej i przechwycie lubelskiej środkowej cierpliwość stracił szkoleniowiec torunianek, prosząc o czas. Zawodniczki miały plan uciec na dłuższy dystans jeszcze przed przerwą i część tego planu udało im się zrealizować – seria 5:0, jednak w odpowiedzi z dystansu przymierzyła uśpiona do tej pory Kateryna Rymarenko, zmniejszając deficyt swojej ekipy – Nikki Greene jako jedyna zawodniczka w pierwszej połowie przekroczyła barierę 10 punktów. Solidnie pracowała inna wysoka – Magdalena Szajtauer skończyła pierwsze 20 minut z linijką 4 punktów, 3 zbiórek i 3 bloków.

Dobrą passę z poprzedniej ćwiartki kontynuowała Nikki Greene, otwierając trzecią odsłonę, Rymarenko poprawiła z dystansu i trener Svitka szybciutko wziął czas. Energa skutecznie trzymała rywalki na kilkupunktowym dystansie, jednak lublinianki nie zamierzały się poddawać i na 150 sekund przed końcem zbliżyły się na dwa oczka. Podopieczne trenera Szawarskiego postanowiły iść za ciosem i za sprawą trafienia za trzy Dajany Butuliji, zmniejszyły deficyt do jednego punktu – Energa nie wykorzystała ostatniego posiadania – Katarzyna Trzeciak nie trafiła w ostatniej akcji. Po 30 minutach Pszczółki przegrywały 55:56.

Początek ostatniej odsłony delikatnie wskazywał na przewagę miejscowych. Skuteczne akcje Nikki Greene i Dajany Butuliji pozwoliły Pszczółkom trzymać się blisko. Dopiero skuteczne wolne Laury Svarye dały koszykarkom Energi odjechać na cztery oczka – Wojciech Szawarski interweniował natychmiast, wykorzystując przerwę na żądanie. Mecz w dalszym ciągu był na styku, a szkoleniowiec Pszczółek reagował, gdy Energa próbowała odjeżdżać, wykorzystując przerwę na żądanie. Lublinianki walczyły do samego końca, jednak nie udało im się wyrwać zwycięstwa. Po raz kolejny były bez swojej liderki, a pokazały chęć i wolę walki. Niestety wąska ławka rezerwowych znowu dała się we znaki. Lubelskie rezerwowe przegrały konfrontacje z toruniankami 14:26.

KOMENTARZ TRENERA WOJCIECHA SZAWARSKIEGO:

O PRZEBIEGU MECZU

Gratuluje dziewczynom, bo więcej nie dało się wycisnąć z tego meczu. Jesteśmy rozczarowani, bo mieliśmy nadzieję na sprawienie niespodzianki, ale nie udało się. Zmęczenie też zrobiło swoje, a dodatkowo w drugiej połowie była awaria zegara i po naszej stronie nie odmierzał 24 sekund. Trudno się gra, nie widząc ile pozostało czasu. Spiker kontrolował czas, jednak to nie to samo – tym bardziej jesteśmy rozczarowani, że nie udało się wygrać. Graliśmy bez swojej liderki, a potrafiliśmy walczyć do końca z ekipą, która chce grać o medale – to pokazuje, że w pełnym składzie możemy powalczyć z każdym. Musimy odnieść zwycięstwo w następnym meczu. Zaczynają się spotkania, które po prostu musimy wygrywać i liczyć na potknięcia innych. Walczymy o jak najlepszą lokatę.

O SYTUACJI BRIANNY KIESEL:

Nie wiadomo, czy Brianna zagra w następnym meczu. Trenowała w Lublinie, ale nie chce wyrokować, czy będzie w składzie w niedzielnym spotkaniu – jest na to szansa. Zobaczymy.

Następne spotkanie Pszczółki rozegrają 3 marca na własnym parkiecie. Rywalem będzie Enea AZS Poznań. Początek meczu o godz. 17:00.

Energa Toruń – Pszczółka Polski-Cukier AZS-UMCS Lublin 79:75 (21:18, 22:17, 13:20, 23:20)

Energa: Stankiewicz 25, Svaryte 14 (11 zb., 5 as.), Kunek 12, Tłumak 12, Diawakana 9, Brezinova 3, Skobel 2, Trzeciak 2, Begić, Harris.

Pszczółka: Greene 20 (12 zb., 3 prz.), Butulija 13, Rymarenko 13, Adamowicz 9, Vrancić 7, Cebulska 6, Szajtauer 4, Mistygacz 3, Poleszak.

fot. Marek Jachorek (archiwum)