MKS Perła Lublin – KPR Gminy Kobierzyce 25:24 (Wypowiedzi pomeczowe)

MKS Perła Lublin – KPR Gminy Kobierzyce 25:24 (Wypowiedzi pomeczowe)

Spotkanie 13. serii PGNiG Superligi kobiet pomiędzy MKS-em Perła Lublin, a KPR-em Gminy Kobierzyce zakończyło się minimalnym zwycięstwem lubelskiej ekipy (25:24). O opinię dotyczącą tej konfrontacji zapytaliśmy zawodniczki obu drużyn oraz przedstawicielkę sztabu szkoleniowego zespołu z Lublina.

Relację z meczu przeczytasz tutaj.

Izabela Puchacz (II trener MKS-u Perła Lublin): – Sądzę, że o tej wygranej zadecydowała nasza determinacja i chęć zwycięstwa. Wszyscy wiemy, w jakiej jesteśmy sytuacji. To trudny moment dla całego zespołu. Najważniejsze są trzy punkty i tylko to się w tej chwili liczy. Co do sytuacji zdrowotnej, lekarz prowadzący oceni, która z kontuzjowanych zawodniczek najszybciej dołączy do drużyny. W najbliższym czasie dziewczyny będą przechodziły badania kontrolne, ale aktualnie jesteśmy w takim składzie, w jakim jesteśmy. Kolejny mecz w Pucharze EHF z ERD? Na pewno spodziewam się trudnego spotkania i mocnej obrony, która charakteryzuje węgierską piłkę ręczną. To jedna z najsilniejszych lig w Europie i wiemy, z jakim zespołem przyjdzie nam się mierzyć. Pomimo problemów jedziemy walczyć i zrobimy wszystko, żeby wypaść tam jak najlepiej.

Sylwia Matuszczyk (obrotowa MKS-u Perła Lublin): – Oczywiście, że spodziewałam się trudnego meczu. Niestety, nasza ławka rezerwowych nie jest zbyt długa. Borykamy się z wieloma kontuzjami, co sprawia, że nie ma rotacji. Rozegrałyśmy kolejny mecz w krótkim odstępie czasowym i zmęczenie zaczyna się nakładać. Wiedziałyśmy, że zespół z Kobierzyc przyjedzie bojowo nastawiony, wiedząc, że mamy problemy kadrowe i byłyśmy gotowe na bardzo trudną przeprawę. Ze swojej strony mogę powiedzieć tylko tyle, że cieszę się z trzech punktów. Za chwilę nikt nie będzie pamiętał, że wygrałyśmy jedną bramką i męczyłyśmy się w końcówce. W kluczowych momentach zespół pokazał charakter. Gdy nie “żarło” zaprezentowałyśmy serce, wolę walki i dzięki temu odniosłyśmy zwycięstwo. Następne spotkanie w Pucharze EHF? Myślę, że wysoka porażka w Danii na nas nie wpłynie. Zostawiłyśmy to spotkanie za sobą. Przystąpimy do starcia na Węgrzech w pozytywnych nastrojach i po wygranej w lidze. Z pewnością będziemy chciały powalczyć i pokazać się z dobrej strony, aczkolwiek ta ograniczona rotacja nam w tym nie pomaga. Jesteśmy zmuszone wymyślać warianty, które nie są do końca przećwiczone i może to różnie funkcjonować. Nie wiem, czego mam się obawiać w kontekście zespołu ERD, ponieważ w tej drużynie na każdej pozycji występują zawodniczki, które reprezentują swoje kraje w rozgrywkach międzynarodowych. W każdym spotkaniu inna przejmuje rolę liderki i gra na bardzo wysokim poziomie. To ekipa naszpikowana gwiazdami i musimy przygotować się na ciężki pojedynek.

Mariola Wiertelak (skrzydłowa KPR-u Gminy Kobierzyce): – Trudno powiedzieć, w których elementach gry szczypiornistki z Lublina były od nas lepsze. Chciałyśmy wykorzystać braki kadrowe rywalek, ale niestety to nam się nie udało. Rywalki bardzo fajnie współpracowały z obrotowymi. Kara dwóch minut, którą zostałam napomniana w końcówce meczu? Ciężko mi skomentować tę decyzję. Podobno zbiegłam w nieswojej strefie zmian, ale nie wiem, jak zobaczyli to sędziowie. 

Kinga Jakubowska (rozgrywająca KPR-u Gminy Kobierzyce): – Dziewczyny z Lublina były trochę osłabione, jednak podeszłyśmy do tej konfrontacji tak jak do każdego innego meczu z chęcią wyrwania trzech punktów. Myślę, że o wygranej przeciwniczek przesądziło to, że popełniłyśmy zbyt wiele błędów w ataku i obronie, przez co ten mecz potoczył się tak, a nie inaczej. Uważam, że to nie był mój najlepszy występ. Dołożyłam siedem bramek do dorobku drużyny, ale sądzę, że mogłam mieć lepszą skuteczność i popełnić mniej błędów osobistych. Wydaje mi się, że sędziowie dołożyli swoją cegiełkę do naszej przegranej. Nie oceniam ich zbyt dobrze, ale tak naprawdę liczy się nasza gra i to, jak przeprowadziłyśmy całe spotkanie, więc nie ma co zrzucać winy za porażkę na arbitrów.