Marcin Czerwonka: Zakończyliśmy sezon na piątej pozycji i uważam to za sukces (Wywiad)

Marcin Czerwonka: Zakończyliśmy sezon na piątej pozycji i uważam to za sukces (Wywiad)

Zawodnicy MKS-u Padwa Zamość swój premierowy sezon w rozgrywkach I ligi piłki ręcznej mężczyzn zakończyli na piątej pozycji. Ze szkoleniowcem zamojskiej ekipy, Marcinem Czerwonką porozmawialiśmy m.in. o tym, jak szczypiorniak wpłynął na mieszkańców Zamościa, co było największym atutem Padwy w zakończonych rozgrywkach oraz o tym, jakie zmiany potrzebne są, by wzmocnić kadrę przez następną kampanią. Zapraszamy do lektury!

Przemysław Flis – LUBSPORT.PL: Jako beniaminek zakończyliście sezon 2018/2019 na piątym miejscu. Czy przed rozpoczęciem rozgrywek przewidywał Pan osiągnięcie tak znakomitego rezultatu?

Marcin Czerwonka (trener Padwy Zamość): Oczywiście, że nie! Celem było dla nas utrzymanie się na tym poziomie rozgrywek. Wiedziałem, że w zawodnikach mojej drużyny, tych, którzy byli i tych, którzy dołączyli przed startem sezonu drzemie spory potencjał. Jednak najbardziej obawiałem się tego, czy zdążymy z poskładaniem indywidualności w spójną całość, tak byśmy dobrze prezentowali się jako zespół. Na szczęście, co potwierdza wynik udało się nieźle posklejać te klocki i to zafunkcjonowało. Zakończyliśmy sezon na piątej pozycji i uważam to za sukces. Jeżeli na samym początku przygotowań ktoś powiedziałby mi, że skończymy tę kampanię na tym miejscu, to delikatnie mówiąc podszedłbym do tego spokojnie.

Po którym spotkaniu zdał Pan sobie sprawę, że możecie w tej lidze mocno namieszać?

Myślę, że przełomowym meczem było wyjazdowe spotkanie z KPR-em Legionowo, a więc spadkowiczem z PGNiG Superligi. To była konfrontacja na trudnym terenie, która zakończyła się zwycięstwem Padwy. To był moment, w którym uwierzyliśmy, że to właściwe miejsce dla naszego zespołu i że stać nas na wiele.

Mecz Padwy w Zamościu oznaczał w mijającym sezonie komplet publiczności na hali OSiRu. Czy wykreowaliście w mieście modę na piłkę ręczną?

Oczywiście, to co działo się na trybunach, czy nawet w mediach społecznościowych pokazuje, że w Zamościu jest zapotrzebowanie na sport halowy na najwyższym poziomie. Widać, że mieszkańcy potrzebują tego rodzaju rozrywki. Z biegiem trwania tej ligi można było zaobserwować, że ludzie uczą się piłki ręcznej. Na początku było to odbierane przez pryzmat atmosfery na trybunach, bo pojawiały się na nich całe rodziny. Później w luźnych rozmowach z kibicami dało się odczuć, że jakość gry jest dla nich bardzo ważna do odbioru. Osobiście cieszę się z tego, że udało nam się trafić w gusta zamojskiej publiczności i sportowych sympatyków. W dalszym ciągu chcemy im dostarczać emocji i wrażeń.

W czym Pana zdaniem tkwiła największa siła Padwy w zakończonym sezonie?

Uważam, że w zespołowości. Z początkiem okresu przygotowawczego przyszło siedmiu-ośmiu nowych graczy. Czasu nie było zbyt wiele, jednak udało się to poukładać w całość, która zafunkcjonowała w przekroju całych rozgrywek. Ponadto czego jak czego, ale cech wolicjonalnych nie można odmówić moim zawodnikom. Kilka meczów ostatniego sezonu pokazało to w sposób szczególny. Mam na myśli charakter, z którego byliśmy znani już w rozgrywkach II-ligowych i grę do samego końca. Jasne, że kilka spotkań nam nie wyszło, szczególnie na wyjazdach. W dodatku jest jedna bolesna zadra, mianowicie porażka z ekipą z Legionowa u siebie, gdzie bezdyskusyjnie przegraliśmy różnicą dziewięciu bramek. Nasz namacalny “ósmy zawodnik” w postaci publiczności też robił różnicę, dzięki czemu wznosiliśmy się na wyżyny. Myślę, że cechy wolicjonalne, które są u nas na wysokim poziomie to jest punkt wyjścia, bo technika i taktyka są do nadrobienia.

Wspominał Pan o tym, że wyjazdowy mecz z KPR-em Legionowo był przełomowy. Czy to było najlepsze spotkanie Padwy w tej kampanii?

Z tego, co pamiętam starcie w Legionowie z obu stron było dosyć chaotyczne. Pierwsze spotkanie, które przychodzi mi na myśl, mając na uwadze naszą najlepszą grę, to chyba jednak domowy mecz z MTS-em Chrzanów w 2. kolejce rundy rewanżowej. W Chrzanowie polegliśmy w sposób niepodlegający dyskusji. Tamto starcie było okupione kontuzją naszego czołowego zawodnika Łukasza Szymańskiego. W związku z tym przystąpiliśmy do rewanżu z dużą żądzą wygranej. Zespół z Chrzanowa grał niewygodnym dla wszystkich rywali systemem obrony, a mimo to nasze siedmiobramkowe zwycięstwo było niezagrożone od początku do końca konfrontacji.

Czy jest jakiś zawodnik zespołu z Zamościa, którego pozytywna postawa w zakończonym sezonie zaskoczyła Pana najbardziej?

Nie chciałbym nikogo indywidualnie wyróżniać pod tym względem. Uważam, że każdy z graczy dołożył swoją cegiełkę do tego sukcesu i każdy spisał się na miarę swoich możliwości. Chciałbym podkreślić, że jeśli chodzi o możliwości, to czas działa na naszą korzyść. One są duże, ale będą wzrastać i dlatego chcemy rozwijać nasz potencjał. Wiek zawodników rokuje i w tych aspektach będziemy mogli iść do przodu. Poza Karolem Drabikiem, Grzegorzem Mroczkiem i Tomaszem Samoszczukiem, który zrezygnował z dalszej gry przynajmniej w Padwie Zamość mamy graczy w wieku, jak ja to mówię jeszcze do nauki. Mają trochę doświadczenia, nawet z PGNiG Superligi jak Jakub Kłoda czy Tomasz Fugiel, ale to zawodnicy, którzy absolutnie nie mogą odcinać kuponów, tylko jak najbardziej się rozwijać i są w stanie to robić. A doświadczenie wyniesione z wcześniejszych lat działa na plus nie tylko dla nich, ale dla całej ekipy.

W których elementach gry zauważył Pan największy progres w grze Padwy na przestrzeni tego sezonu?

Jednym z naszych głównych mankamentów był brak rzutu z drugiej linii. Mając w składzie zawodnika, który ten element gry potrafi wykonywać bardzo dobrze i przede wszystkim skutecznie, łatwo zdobywalibyśmy bramki. Jeszcze do momentu kontuzji Tomasz Fugiel spełniał taką funkcję, ale to też nie jest typowy “rzutek”, bo jego styl gry jest całkiem inny. Są u nas jednak zawodnicy z potencjałem, dla których ten element gry może stać się groźną bronią. Na pewno będziemy nad tym pracowali. W każdym aspekcie powinniśmy poprawiać się taktycznie, technicznie i motorycznie. Gdybyśmy wygrali ligę, moglibyśmy rozmawiać o tym w innych kategoriach, a tak zajęliśmy dla nas aż, ale jednak tylko piąte miejsce. Także do poprawy jest bardzo dużo.

Czy są pozycje, które będzie chciał Pan wzmocnić przed następną kampanią?

Zdajemy sobie sprawę z tego, że drugi sezon jest z reguły trudniejszy dla beniaminka. Skoro mamy rozwijać się sportowo i zajmować wyższe miejsce niż w ostatniej kampanii, musimy wzmocnić zespół. Jest zbyt wcześnie by mówić o konkretnych nazwiskach, ale rozglądamy się za nimi. Mamy pewne pomysły i wpasowujemy je do naszej filozofii. Na pewno potrzebujemy zawodnika leworęcznego z dobrym rzutem. Tak jak wspominałem, szukamy gracza z mocnym rzutem z drugiej linii. Oczywiście mam nadzieję, że ktoś z obecnej kadry wykaże się taką umiejętnością w najbliższym czasie. Myślę, że na pozycji bramkarza też trzeba wzmocnić rywalizację.

O co Padwa powinna Pana zdaniem walczyć w sezonie 2019/2020?

Cel na kolejny sezon będzie uzależniony od tego, jaki będziemy mieli potencjał osobowy w zespole. Musimy jeszcze poczekać na pełen obraz drużyny z zawodnikami, którzy ewentualnie nas wzmocnią. Chcielibyśmy postawić kolejny kroczek do przodu. Tak jak już mówiłem, dla beniaminka drugi sezon jest trudniejszy, ale chciałbym nadmienić, że w drugim sezonie w II lidze wywalczyliśmy awans na zaplecze PGNiG Superligi. Niejako udało nam się zadać chłam temu powiedzeniu. Wcale nie obraziłbym się, gdyby tak stało się i tym razem. Chcemy rozwijać się, a celem samym przez się jest awans w końcowej tabeli po następnych rozgrywkach.

fot. Kazimierz Chmiel (archiwum)