Padwa pokonała Viret i zrehabilitowała się za porażkę w Końskich

Padwa pokonała Viret i zrehabilitowała się za porażkę w Końskich

Rywalizacja w grupie D I ligi piłkarzy ręcznych nabiera tempa. Ostatnie dni były niezwykle intensywne dla szczypiornistów MKS-u Padwa Zamość. W Narodowe Święto Niepodległości podopieczni Marcina Czerwonki rozegrali zaległy mecz 6. kolejki z KSSPR-em Końskie. Zamościanie stracili w Końskich status niepokonanych, ulegając miejscowym 29:31. – Zdecydowanie przegraliśmy drugą połowę. Zamiast grać podobnie jak w pierwszej części, czyli przede wszystkim zespołowo, to zaczęliśmy urządzać indywidualne popisy. Być może po pierwszej połowie zlekceważyliśmy rywali. Do tego doszła nieskuteczność, bo mieliśmy sytuacje rzutowe. Przeciwnicy poczuli krew i mimo, że nie byli faworytem, zdali sobie sprawę, że mogą nawiązać równorzędną walkę. Tak jak już wspomniałem, o naszej przegranej zaważyła niska skuteczność i brak zespołowej gry po przerwie. Nie chcemy przejść do porządku dziennego po tej porażce, bo gdyby nasza gra wyglądała lepiej, to moglibyśmy ją potraktować jako wypadek przy pracy. Nie jesteśmy jeszcze zespołem na takim poziomie, żeby do jakiejkolwiek przegranej podchodzić w taki sposób. Musimy wyciągnąć wnioski i podjąć wyzwanie w meczu z Viretem Zawiercie, który postawi nam ciężkie warunki – mówił po spotkaniu w Końskich trener Padwy Marcin Czerwonka. Przewidywania szkoleniowca się sprawdziły, a jego podopieczni rzeczywiście mieli trudną przeprawę w sobotniej konfrontacji z drużyną z Zawiercia. Ostatecznie reprezentanci Lubelszczyzny pokonali Viret 30:28. Po siedmiu kolejkach zamojska ekipa przewodzi I-ligowej tabeli z przewagą czterech oczek nad MKS-em Olimpią MEDEX Piekary Śląskie i Orlen Upstream SRS-em Przemyśl. – Zdobyte punkty cieszą. Rozgrywaliśmy kolejny mecz w krótkim odstępie czasu i zauważalny był brak skuteczności. Myślę, że gdybyśmy byli trochę lepsi w tym elemencie, to spotkanie przebiegałoby zupełnie inaczej. Przygotowywaliśmy pozycje, jednak bramkarz gości stawał nam na przeszkodzie. Nawet przy dobrych zawodach golkipera i jego klasie nie powinien odbić tylu piłek przy próbach z szóstego metra. Do tego dochodzą dwie sytuacje, które musimy przeanalizować. Zarówno w pierwszej, jak i w drugiej połowie przeciwnicy wzięli przerwę, bo odskoczyliśmy im na cztery bramki i po bardzo krótkim czasie po wznowieniu gry doprowadzali do remisu. Zamiast konsekwentnie grać to, co przed wzięciem czasu przez drużynę przeciwną, traciliśmy koncentrację i musieliśmy budować przewagę od nowa. Rywale podobnie jak my czuli w nogach drugie spotkanie, do tego doszła przebyta przez nich podróż. Ekipa z Zawiercia rozegrała dobry i otwarty mecz. Szkoda, że na hali nie było kibiców, bo wyłączając naszą skuteczność, to starcie było całkiem przyjemne do oglądania – podsumowuje opiekun Padwy. 

NASTĘPNA KOLEJKA

W następnej kolejce MKS Padwa Zamość zagra na wyjeździe z Unimetal Recykling MTS-em Chrzanów (21 listopada, 18:00).

KSSPR Końskie – MKS Padwa Zamość 31:29 (12:15)

KSSPR: Witkowski, Szot – Woś 9, Kubała 7, Matyjasik 5, Wolski 4, Włodarski 3, Napierała 1, Rurarz 1, Maleszak 1, Ciszek, Słonicki.

MKS Padwa: Procho, Proć – Skiba 7, Puszkarski 7, T. Fugiel 4, Szymański 4, Bajwoluk 4, Adamczuk 2, Obydź 1, Małecki, Mchawrab.

Kary: 12 minut (Bartosz Woś x2, Dawid Maleszak, Wiktor Ciszek, Wiktor Kubała, Krzysztof Słonicki) – 12 minut (Hubert Obydź x2, Konrad Bajwoluk x2, Karol Małecki, Łukasz Szymański).


MKS Padwa Zamość – KS Viret CMC Zawiercie 30:28 (14:14)

MKS Padwa: Procho – Szymański 8, Obydź 5, T. Fugiel 4, Mchawrab 4, Bajwoluk 4, Skiba 2, Puszkarski 2, Małecki 1, S. Fugiel, Adamczuk, Kłoda.

KS Viret: Jarosz, Teterycz – S. Zagała 7, Romian 5, Kurzawa 5, Kapral 3, Cegłowski 3, Szeląg 2, Jałowiecki 2, Wójcik 1, Bugaj, I. Zagała, Makaruk, Danysz.

Kary: 4 minuty (Tomasz Fugiel, Karol Małecki) – 8 minut (Kacper Cegłowski, Michał Jałowiecki, Marcin Kurzawa, Igor Zagała).

fot. MKS Padwa Zamość/Tomasz Tomczewski