Padwa rozstrzygnęła trudny mecz z ekipą z Końskich na swoją korzyść

Padwa rozstrzygnęła trudny mecz z ekipą z Końskich na swoją korzyść

W 2. kolejce rozgrywek I ligi grupy C piłki ręcznej mężczyzn MKS Padwa Zamość pokonała u siebie KSSPR Końskie 28:26. Początek sobotniej konfrontacji był bardzo wyrównany, a żadna z drużyn nie potrafiła odskoczyć. Dopiero w 21. minucie zamościanie zbudowali dwubramkową przewagę (10:8). Przyjezdni rzucili bramkę kontaktową, na którą gracze Padwy odpowiedzieli trzema trafieniami z rzędu, dzięki czemu prowadzili w 27. minucie 13:9. Pierwsza połowa zakończyła się zwycięstwem gospodarzy 14:12. Po przerwie gracze z Końskich zniwelowali straty do jednej bramki (16:15). Wtedy podopieczni Marcina Czerwonki zanotowali serię pięciu trafień, co doprowadziło w 42. minucie do rezultatu 21:15 na korzyść miejscowych. Po skutecznym rzucie Adriana Adamczuka zamościanie prowadzili w 53. minucie 24:20. Przyjezdni niemal całkowicie odrobili straty doprowadzając w 58. minucie do wyniku 25:24 dla Padwy. Nerwowa końcówka padła łupem zamojskich szczypiornistów, którzy wygrali 28:26. Najwięcej bramek dla zwycięzców rzucił Paweł Puszkarski. Skrzydłowy pokonał bramkarzy rywali jedenastokrotnie. – Przystąpiliśmy do tego spotkania bez podpory naszej defensywy Bartosza Skiby, który skręcił kostkę. Również Tomasz Fugiel zgłosił uraz po meczu w Kielcach. Ostatni tydzień trenował na pół gwizdka i nie mogłem z niego skorzystać. Co prawda zaistniał na chwilę na boisku, ale urazy zawęziły nam pole manewru. Były sytuacje, w których trzeba było coś zmienić i być może ten mecz ułożyłby się inaczej. Gdy dojdą kontuzjowani zawodnicy, myślę, że będziemy jeszcze mocniejsi i skuteczniejsi. W pierwszej połowie zagraliśmy bardzo dobrze w obronie i mieliśmy rozpracowanego przeciwnika. Wychodzenie przez nas na większą przewagę działa na zespół dekoncentrująco. Prowadziliśmy różnicą sześciu bramek i aż się prosiło, żeby brzydko mówiąc dobić rywala. Ułożyło się inaczej i do końca musieliśmy walczyć o trzy punkty. Sfera mentalna szwankuje w takich sytuacjach i jest do poprawy, tym bardziej że borykamy się z tym, biorąc pod uwagę poprzedni sezon, już od dłuższego czasu. Ten mecz to było spotkanie pełne walki. Wiedzieliśmy, że tak będzie, bo zespół z Końskich jest bardzo doświadczoną drużyną. Nawet gdy wyszliśmy na sześciobramkowe prowadzenie, rywale nie brali pod uwagę porażki i walczyli do końca. Właśnie przy tej przewadze przeciwnicy wyszli obroną 4+2. My złapaliśmy przestój, przez co różnica bramkowa stopniała do dwóch trafień. Pomogły nam wtedy udane interwencje Patryka Plaszczaka. Gdy ktoś analizuje protokół meczowy, to widzi, że cały czas prowadziliśmy, jednak zapewniam, że to było trudne spotkanie, którego losy ważyły się do samego końca – tłumaczy Marcin Czerwonka.

NASTĘPNA KOLEJKA

W następnej kolejce MKS Padwa Zamość zagra na wyjeździe z KSZO Odlewnia Ostrowiec Świętokrzyski (4 października, 19:00).

MKS Padwa Zamość – KSSPR Końskie 28:26 (14:12)

MKS Padwa: Plaszczak, Wnuk – Puszkarski 11, Obydź 6, Adamczuk 5, Orlich 2, S. Fugiel 2, Szymański 2, Misalski, Pomiankiewicz, T. Fugiel, Sałach, Gałaszkiewicz.

KSSPR: Buchcic, Szot – Maleszak 9, Pilarski 4, Gruszczyński 4, T. Napierała 2, Woś 2, Śledź 2, Wolski 1, Telka 1, Rurarz 1, Słonicki, Woźniak, P. Napierała, Janus.

Kary: 10 minut (Piotr Gałaszkiewicz x3, Łukasz Orlich, Hubert Obydź) – 12 minut (Adam Janus x2, Adrian Gruszczyński, Dawid Maleszak, Ernest Pilarski, Tomasz Napierała)
Czerwona kartka:
Piotr Gałaszkiewicz 58′

fot. Padwa Zamość (archiwum)