Padwa udany sezon zakończyła porażką w Płocku

Padwa udany sezon zakończyła porażką w Płocku

W 22. kolejce I ligi grupy C piłki ręcznej mężczyzn szczypiorniści MKS-u Padwa Zamość przegrali na wyjeździe z Orlen Wisłą II Płock 23:25. Starcie w płockiej Orlen Arenie rozpoczęło się lepiej dla gospodarzy. Trafienie Mateusza Ziemińskiego w 8. minucie dało Wiśle prowadzenie 4:2. Przyjezdni odpowiedzieli serią czterech trafień i w 13. minucie to oni prowadzili 6:4. Sześć minut później celny rzut Krzysztofa Bigosa dał reprezentantom Lubelszczyzny przewagę czterech bramek (10:6). Płocczanie zniwelowali straty jeszcze przed przerwą, a pierwsza połowa zakończyła się remisem po trzynaście. Na początku drugiej części gry gracze z Zamościa zbudowali dwubramkową przewagę (16:14), jednak miejscowi błyskawicznie doprowadzili do remisu. W 44. minucie po trafieniu Radosława Pomiankiewicza podopieczni Marcina Czerwonki odskoczyli na trzy bramki (19:16). Jednak ekipa z Płocka znów zniwelowała straty. Wyrównaną końcówkę lepiej rozegrali gospodarze i to zespół rezerw aktualnego wicemistrza Polski zwyciężył 25:23. Najwięcej bramek dla drużyny z Zamościa rzucił Tomasz Fugiel. Rozgrywający Padwy zapisał na swoim koncie siedem trafień. – Przegraliśmy to spotkanie różnicą dwóch bramek i tak byle jak zakończyliśmy ten sezon. Była okazja, by w tym wyjazdowym meczu zgarnąć trzy punkty. Tym bardziej że wyniki pozostałych spotkań ułożyły się tak, że mieliśmy szansę na czwarte miejsce w tabeli. Znów powróciły nasze stare grzechy. W pierwszej połowie prowadziliśmy różnicą czterech bramek i wydawało się, że mamy to spotkanie pod kontrolą. Jednak wkradło się myślenie, że jest już po meczu, a przeciwnik odpuścił. Rywale stanęli na wysokości zadania i odrobili straty, a pierwsza część zakończyła się remisem. W 45. minucie mieliśmy trzy bramki przewagi oraz piłkę w posiadaniu. Nie potrafiliśmy spokojnie kontrolować wydarzeń na parkiecie i zabrakło nam koncentracji. Popełniliśmy masę błędów, a rywale znów nas doszli. Końcówka to gra “bramka za bramkę”, w której lepsi byli płocczanie. Szkoda, bo to ostatnie starcie troszkę zaciemnia obraz sezonu, który jak na beniaminka był bardzo udany. Zadecydowało o tym kilka czynników. Przede wszystkim udało się dobrać odpowiedni zasób ludzki i to zagrało w wielu elementach. Oczywiście mogło być lepiej, nigdy nie jest tak dobrze, aby nie mogło. Nie narzekam, ale to tylko pokazuje, że stać nas na jeszcze lepszą grę. Przed sezonem to była spora niewiadoma. Można powiedzieć, że jeśli chodzi o nowych zawodników, to zespół był składany naprędce. Dla graczy, którzy wywalczyli awans, to był praktycznie pierwszy rok poważnego grania. Sprostaliśmy zadaniu i teraz na pewno chcemy się rozwijać, wiedząc o tym, że drugi sezon jest dla beniaminka z reguły trudniejszy. Obserwując to, co stało się wokół piłki ręcznej w Zamościu, mam na myśli kibiców, sponsorów i atmosferę, jaka się tu wytworzyła, można mówić o ewenemencie. Chcemy to wykorzystać, na pewno nie stojąc w miejscu, lecz patrząc do przodu i zmierzając w dobrym kierunku. Kampania 2018/2019 była pełna eksperymentów, począwszy od organizacji poprzez inne finansowanie klubu i nowych zawodników. Również dla mnie to była nowa rola. Nie chcę oczywiście deprecjonować, ale zaplecze PGNiG Superligi to jest wyższy poziom. Ten sezon był dla nas nauką, choć myślę, że wywiązaliśmy się z zadania i możemy pozytywnie patrzeć w przyszłość – podsumowuje trener Czerwonka.

Orlen Wisła II Płock – MKS Padwa Zamość 25:23 (13:13)

Orlen Wisła: Ruciński – Czapliński 8, Ziemiński 4, Fabianowicz 4, Dybiec 3, Zadrożny 2, Jankowski 1, Glinka 1, Mierzwicki 1, Tartas 1, Brzeziński, Stawecki, Janiszewski, Zagroba.

MKS Padwa: Drabik, Wnuk – T. Fugiel 7, Szymański 5, Adamczuk 4, Gałaszkiewicz 2, Bigos 2, Sałach 1, S. Fugiel 1, Pomiankiewicz 1, Puszkarski, Kłoda, Samoszczuk.

fot. Kazimierz Chmiel (archiwum)