Hit kolejki tuż po wznowieniu rozgrywek. Górnik Łęczna jedzie na mecz do Katowic

Hit kolejki tuż po wznowieniu rozgrywek. Górnik Łęczna jedzie na mecz do Katowic

Już dziś Górnik Łęczna powróci na II-ligowe boiska po wydłużonej przerwie spowodowanej pandemią koronawirusa. Na pierwszy ogień, w 23. kolejce rozgrywek zielono-czarnym przyjdzie się zmierzyć z sąsiadem w ligowej tabeli, a zarazem bezpośrednim rywalem w walce o awans, ekipą GKS-u Katowice. Pierwszy gwizdek Sebastiana Tarnowskiego, który poprowadzi to spotkanie wybrzmi o 20:05.

Trener Kamil Kiereś, odpowiadając na pytania dziennikarzy w trakcie wirtualnej konferencji prasowej, odniósł się do niedawno przedłużonego kontraktu z Górnikiem Łęczna. Nowa umowa ze szkoleniowcem będzie obowiązywała do 30 czerwca 2021 roku. − To w jeszcze większym stopniu cementuje to, co przed nami. Naszym celem jest promocja do wyższej klasy rozgrywkowej. Wizja długofalowej współpracy z tym sztabem wyszła od zarządu, a nasze rozmowy nie trwały długo. Razem uznaliśmy, że fundament tej pracy się zazębił. Mieliśmy lepsze, jak również słabsze momenty, których co prawda było mniej, ale też potrafiliśmy je przetrwać, więc to było podstawą do dalszych działań – wyjaśnia trener ekipy z Łęcznej.

Przygotowania do starcia z GKS-em Katowice odbiegały nieco od ich normalnego toku. W pierwotnym terminie spotkanie miało się odbyć 15 marca, jednak z powodu zagrożenia epidemicznego zostało odwołane. Przez trzy tygodnie treningów grupowych trzeba było w przyspieszonym trybie powrócić do systemu sprzed pandemii. − Nie można mówić o typowych przygotowaniach, takich jak w okresie zimowym, czy letnim. Musieliśmy nadrobić pewne elementy motoryczne, ale nie chcieliśmy też przesadzić. Zawodnicy pracowali indywidualnie, jednak odbywało się to bez typowej charakterystyki zachowań piłkarskich, występujących w grach treningowych. Po analizie nagrań z zajęć skupiliśmy się na poprawie popełnianych błędów. Sporo pracowaliśmy również nad taktyką oraz układem personalnym na to pierwsze spotkanie − mówi 45-letni szkoleniowiec. Istotne konsekwencje niósł za sobą brak pozwolenia na przetarcie przed ligą w postaci gry kontrolnej. − Nie można było rozgrywać sparingów i musieliśmy poszukać innych rozwiązań w postaci gier wewnętrznych. To w żadnym stopniu nie zastąpi normalnego starcia towarzyskiego z innym zespołem. Chodzi głównie o motywację i o to, że gra z przeciwnikiem jest utrudnieniem i pewną niewiadomą. Zawodnicy wzajemnie znają swoje zachowania boiskowe, ale mentalnie staraliśmy się wybudować taki mechanizm, żeby ta forma treningu zastępowała mecz − dodaje.

Wymuszona przerwa przyniosła także pewne pozytywy. Dobrą wiadomością dla sztabu szkoleniowego jest powrót do składu kilku zawodników, co daje znacznie szersze pole manewru przed meczem w Katowicach. − W tamtym okresie wielu piłkarzy było kontuzjowanych bądź nie w pełni gotowych. Udało nam się doprowadzić ich do pełnej sprawności, przez co możemy już o nich myśleć w kontekście gry. Nie unikniemy drobniejszych urazów, ale nie są one problemem. Gorzej, gdy kontuzja eliminuje jednego z graczy na dłuższy czas. Na ten moment mogę powiedzieć, że kadra jest w pełni zdrowa − tłumaczy trener Kiereś.

Jak szkoleniowiec zielono-czarnych ocenia najbliższego rywala i czego spodziewa się po środowym spotkaniu? − Myślę, że ekipa z Katowic miała podobne problemy kadrowe, dlatego też trudno przewidzieć wyjściową jedenastkę przeciwnika. Oczywiście można charakteryzować ich styl gry, bo GKS to drużyna, która patrząc na statystyki, najdłużej utrzymuje się przy piłce spośród wszystkich ekip w II lidze. To zespół z czołówki tabeli z dużymi ambicjami, więc wydaje się, że to godny rywal naszego starcia − kończy Kamil Kiereś.

fot. Górnik Łęczna