ŁKS Łódź – Wisła Puławy 1:0 (Wypowiedzi pomeczowe)

ŁKS Łódź – Wisła Puławy 1:0 (Wypowiedzi pomeczowe)

“Duma Powiśla” przegrała w sobotę z ŁKS-em Łódź 0:1. Trener Ryszard Wieczorek po spotkaniu mógł mieć pretensje do jednego ze swoich podopiecznych. Jakub Smektała dwukrotnie w przeciągu nieco ponad minuty faulował i został wyrzucony z boiska.

Relację z meczu przeczytasz tutaj.

Wojciech Robaszek (trener ŁKS-u Łódź): – Kolejny ciężki bój za nami. Zagraliśmy dwie różne połowy. Pierwsza w naszym wykonaniu nie wyglądała tak, jak powinna. Bardzo dobra organizacja gry Wisły Puławy sprawiała, że biliśmy głową w mur. Nie mieliśmy pomysłu na stwarzanie sytuacji. Po przerwie gra wyglądała inaczej. Wyszliśmy na drugą połowę z większą wiarą, z przeświadczeniem, że musimy pokazać charakter i zdobyć upragnioną bramkę. Sytuacja Jakuba Smektały nam pomogła, bo wiadomo, że inaczej gra się w przewadze. W Poznaniu, grając w dziesiątkę, dowieźliśmy do końca remis. Wiedzieliśmy, jak ciężko gra się w osłabieniu. Po wykluczeniu Smektały wiara w zdobycie bramki urosła. Dzięki całemu zespołowi i Maksowi Rozwandowiczowi wygraliśmy. Każdy mecz w II lidze to spotkanie walki, które pokazuje, że należy zostawić dużo zdrowia. Być może wynik 1:0 nie zadowoli wszystkich, ale już kiedyś powiedziałem, że należy cieszyć się z każdego triumfu. Słowa uznania dla zespołu za grę, za wykorzystanie gry w przewadze. Zwracamy uwagę na stałe fragmenty, co dziś przyniosło pożytek. Po ostatniej porażce u siebie triumf był nam bardzo potrzebny. Cieszymy się z trzech punktów, gratuluję zespołowi za walkę. Jesteśmy myślami przy meczu z Radomiakiem i mam nadzieję, że co najmniej zremisujemy.

Ryszard Wieczorek: – Mówiąc szczerze – źle gramy w piłkę. W pierwszej połowie nieźle organizowaliśmy się i ustawialiśmy. Były momenty inicjatywy. W piłce nożnej oprócz taktyki są umiejętności. Niestety, sytuacje boiskowe pokazały, ze brakowało nam zdecydowania – przy strzałach, dośrodkowaniach. Brakowało dobrych zachowań. Nie możemy zwalać tego na karb presji wyniku. Trzeba sobie szczerze powiedzieć. Umiejętności operowania piłką brakuje wielu zawodnikom, są one za małe. W obu zespołach było widać, że tabela nie kłamie. ŁKS jest wysoko, gra z polotem, chciejstwem, co było widać zwłaszcza na początku drugiej połowy. Nam tej pewności brak. Jestem przekonany, że każdy z nas potrafi lepiej grać. Trudno nie odnieść się do czerwonej kartki. Sędziowie często popełniają błędy. W pierwszej połowie wykluczenie należało się – za nadepnięcie – zawodnikowi gospodarzy. Nie będziemy zwalać na to naszej porażki. Próbowaliśmy dobrze się organizować, nie brakowało fajnych akcji, których dobrze nie kończyliśmy. Moment czerwonej kartki był kluczowy. Wówczas rywal nabrał jeszcze większej pewności. Szkoda gola po stałym fragmencie gry. Nagle zawodnik został sam, niepokryty. To konsekwencja – nie wiem – braku myślenia, patrzenia do przodu. Zespół nie gra tak, jak bym sobie życzył. Jest dużo spraw do poprawy. Mam nadzieję, że szybko pewne rzeczy zweryfikujemy. Porażką zweryfikowaliśmy nasz okres niemocy. Wcześniej remisowaliśmy, a powinniśmy zdobyć więcej punktów. To jest piłka i my musimy mocno zastanowić się nad tym, co robimy.

Maksymilian Rozwandowicz (obrońca ŁKS-u Łódź): – Z perspektywy boiska sytuacja wygląda nieco inaczej. Zaczęliśmy źle, oddaliśmy inicjatywę przeciwnikowi. W drugiej połowie potrafiliśmy to odwrócić i szybko poczułem, że gra idzie na naszą korzyść. Wiedziałem, że po przerwie podkręcimy tempo i zbierzemy komplet punktów. Czerwona kartka dodała nam skrzydeł. Trzeba ją jednak było umieć wykorzystać. Często zdarza się, że nie daje się tego zrobić. Trzy punkty zostają w Łodzi. Przy stałym fragmencie gry mamy rozpisane to, gdzie kto ma się znaleźć. Zrobiłem to, co do mnie należało – byłem w odpowiednim miejscu i czasie. Wydaje mi się, że dobrze się zachowałem.

0 0 vote
Article Rating