Łukasz Młynarski: Dzieciaki widziały w nas swego rodzaju idoli… (Wywiad)

Łukasz Młynarski: Dzieciaki widziały w nas swego rodzaju idoli… (Wywiad)

Przed rozpoczęciem sezonu 2015/2016 do duńskiego NB Bornholm trafiło trzech piłkarzy z Lubelszczyzny. Łukasz Młynarski i Marcin Fiedeń przybyli na wyspę z Chełmianki Chełm, a Oskar Wróbel na północ wyjechał z Avii Świdnik. O życiu w Danii – tym sportowym i prywatnym – ewentualnym powrocie do kraju oraz o… zasypianiu z padem i byciu idolem rozmawialiśmy z 25-letnim wychowankiem Stoku Zakrzówek.

Bartosz Biernacki – LUBSPORT.PL: Chłopak z Zakrzówka w Danii? Brzmi ciekawie… Jak to się stało, że trafiłeś na północ?

Łukasz Młynarski: Miałem dość ciągłych problemów związanych z graniem w piłkę w Polsce. Głównie chodziło o sprawy finansowe. Pojawiła się możliwość wyjazdu z kraju i spróbowania swoich sił, więc wysłałem skróty meczów ze swoim udziałem, NB Bornholm wyraziło zainteresowanie i trafiłem na wyspę

W Danii jesteś już blisko pół roku. Przyzwyczaiłeś się do życia w tym kraju?

Powiem szczerze, że na początku było ciężko się przyzwyczaić. Wiadomo – inny klimat, typowo wyspiarski, inna kultura, którą uważam za duży plus Duńczyków. Ludzie są mili i uprzejmi – to też miało duży wpływ na dosyć szybką aklimatyzację.

Język duński jest trudny? Czy nie masz z nim problemów?

Jest to trudny język. Szczególnie trudne są akcent i poprawna wymowa, ale załapałem kilka podstawowych zwrotów, które są potrzebne do komunikacji.

W jakim języku kontaktujesz się z trenerem i z kolegami z drużyny?

Tutaj każdy mówi biegle w języku angielskim, więc nie było problemu z komunikacją. Podstawy potrzebne do gry w języku duńskim – tak jak wspomniałem – zostały opanowane.

Ceny w Danii, a ceny w Polsce. Da się to w ogóle porównać?

Nie… Niestety nie ma porównania. W Polsce jest inny przelicznik niż tutaj. Tu wydaję się, że wszystko kosztuje dużo drożej.

Domyślam się też, że skoro wszystko jest droższe – to pewnie zarobki również poszły w górę?

Tu też nie ma porównania. Moje zarobki są czterokrotnie większe niż w Polsce.

W klubie grasz m.in. z Marcinem Fiedeniem i Oskarem Wróblem. Trzymacie się razem?

Jasne, że tak. Wyjechaliśmy tutaj we trzech, a w szatni jest jeszcze dwóch Polaków. Trzymamy się razem, ale nie zamykamy się na kontakt z innymi. Duńczycy to mili i otwarci ludzie. Mamy tutaj też kilku Serbów. Głównie spędzamy jednak czas we trzech.

Z kolegami z drużyny założyliście szkółkę piłkarską. Mógłbyś powiedzieć coś więcej na ten temat?

Szkółka to wspólny pomysł – mój i Oskara Wróbla. Mieliśmy dużo czasu i dobre warunki. Chłopcy widzieli w nas swego rodzaju idoli. Przychodzili na mecze, kibicowali, podglądali na treningach, więc padł pomysł, aby dać coś od siebie. Obecnie trenujemy dziesięciu chłopców, w wieku od siedmiu do trzynastu lat. Dzielimy się z nimi wiedzą na temat żywienia i trenowania oraz podnosimy ich indywidualne umiejętności. Wykorzystujemy w tym swoje doświadczenie, jak i wiedzę nabytą od innych kolegów, z którymi graliśmy w piłkę w Polsce, jak i trenerów, który spotkaliśmy na swojej drodze. Jednocześnie podnosimy swoje indywidualne umiejętności trenując dwa razy w tygodniu z dzieciakami.

Jak wygląda Twój zwykły dzień w Danii?

Śniadanie jem zazwyczaj o godzinie 9:00. Dwie godziny później korzystamy z siłowni, która jest w klubie. Są rowerki, bieżnie – wszystko w pełni wyposażone. O godzinie 13:00 lub 14:00 jem obiad, który przyrządzamy sami razem z Oskarem (dobrze gotuje). Zazwyczaj jemy kurczaka z ryżem lub makaron – same zdrowe rzeczy. Później mamy czas dla siebie i na pojedynki w FIFĘ 16, oglądanie telewizji czy internet. O 18:00 mamy trening z zespołem. Ćwiczymy wieczorami. Mamy sztuczne oświetlenie, dwa pełnowymiarowe boiska, więc można korzystać i trenować profesjonalnie. O 20:00 kolacja i rewanż w FIFĘ. Czasem uda mi się wygrać z Oskarem, który praktycznie budzi się i zasypia z padem w ręce (śmiech). Później przychodzi czas na sen – tak właśnie wygląda dzień na wyspie.

Porównując ligi – polską i duńską – którą uznajesz za mocniejszą?

Liga duńska jest dosyć ciekawa. Jest inna niż polska – bardziej fizyczna. Grają w niej Serbowie, Szwedzi, Duńczycy i czasem Polacy. Występują tu drużyny wielokulturowe i wielonarodowościowe. Poziom jest ciekawy, a mecze nieprzewidywalne. Ciężko to opisać w kilku słowach. Na pewno warto się sprawdzić w zagranicznej lidze.

O co walczy Twój klub?

Walczymy o jak najwyższe miejsce w lidze. Pierwsza drużyna jest poza zasięgiem, ale może uda się awansować do wyższej ligi z drugiego miejsca. Takie są cele i plany na ten sezon.

Ty, Oskar i Marcin jesteście kluczowymi zawodnikami drużyny?

Występowałem we wszystkich meczach swojej drużyny. Odpowiadałem za linię pomocy i grę w środku pola. Oskar występował jako skrzydłowy – również grając od początku do końca. Marcin natomiast dbał o porządek w linii obrony. Trener i właściciel podkreślają, że podnieśliśmy poziom tej drużyny, co uważam za nasz mały sukces.

Twój wyjazd do Danii to długofalowy projekt? Nie myślisz nad powrotem do kraju?

Nie zastanawiałem się nad tym. Obecnie jestem jeszcze w Danii. Na Święta wracam do Polski i będę zastanawiał się co dalej. Z końcem grudnia kończy mi się kontrakt. NB chce, żebym został na kolejny sezon. Czas pokaże jak będzie dalej.

Gdybyś dostał telefon od trenera Artura Bożyka – wracasz do Chełma czy zostajesz w Danii?

Hm… Najtrudniejsze pytania zawsze na koniec? Powiem szczerze – w Chełmie faktycznie spędziłem fajne chwile. Rozwinąłem się przez ostatni rok. Mieliśmy dobrą drużynę, a trener Artur Bożyk miał w tym duży udział. Do Chełmianki mam sentyment, ale nie mogę się zadeklarować, że wrócę do Chełma. Piłka nożna jest nieprzewidywalna. Może być różnie.

0 0 vote
Article Rating