Mecz w Łukowie bez goli pod znakiem kontrowersyjnie nieuznanej bramki

Mecz w Łukowie bez goli pod znakiem kontrowersyjnie nieuznanej bramki

Bezbramkowym remisem zakończył się rozgrywany w ramach 7. kolejki IV ligi lubelskiej mecz pomiędzy Orlętami Łuków a Ładą 1945 Biłgoraj. Obie drużyny miały swoje okazje, ale żadna z nich nie zakończyła się bramką. W końcówce meczu piłka po akcji Łady wylądowała w siatce. Jednak arbiter sobotniego spotkania nie uznał tego trafienia ze względu na pozycję spaloną, na której znajdował się jeden z graczy drużyny z Biłgoraja.

Robert Różański:

Możemy żałować, że nie wyszliśmy na prowadzenie w pierwszej połowie, bo na pewno byliśmy w tej części meczu zespołem groźniejszym. Stworzyliśmy sobie przynajmniej jedną stuprocentową okazję. Rafał Jaworski po akcji lewą stroną wygrał pojedynek jeden na jednego z obrońcą rywali, wszedł w pole karne i dokładnym podaniem starał się obsłużyć Marka Charmuszkę. Być może nie była to łatwa sytuacja. Charmuszko próbował strzelić na tak zwanym wślizgu do prawie pustej bramki. Jednak trafił w piłkę na tyle niefortunnie, że ta przeszła obok słupka. To była nasza najlepsza szansa na zdobycie gola. Dosłownie dwie minuty wcześniej Charmuszko również był w głównej roli. Stał tyłem do bramki i pół-przewrotką minimalnie przestrzelił. Mieliśmy też kilka groźnych stałych fragmentów gry, jednak zabrakło wykończenia. Na pewno pierwsza połowa była zdecydowanie pod nasze dyktando. Po przerwie troszkę się to wyrównało. Mój zespół za wszelką cenę chciał się zrehabilitować za wysoką porażkę w Bychawie (0:3 z Granitem – przyp. red.). Mogliśmy zostać przez to skarceni, ponieważ rywale mieli dwie sytuacje, w których wychodzili w przewadze trzech na dwóch. Na szczęście nie wykończyli ich skutecznie. W pierwszej z nich dobrze zachował się Dawid Kuźma broniąc silny strzał, a w drugiej uderzenie jednego z przeciwników było niecelne. Warto podkreślić, że około 80. minuty arbiter nie uznał Ładzie 1945 Biłgoraj bramki. Trudno ocenić tę sytuację. Po strzale piłka odbiła się od gracza, który według sędziego liniowego znajdował się na pozycji spalonej. Jeśli tak było, to gol został słusznie nieuznany, ponieważ po tym rykoszecie futbolówka zmieniła tor lotu i kompletnie zmyliła bramkarza mojego zespołu. Uważam, że ten wynik nie krzywdzi żadnej z drużyn. Jednak sądzę, że szczególnie w pierwszej połowie to my byliśmy bliżej zwycięstwa. 


Bartłomiej Kowalik:

W pierwszej połowie byliśmy słabszą drużyną niż Orlęta Łuków. Trochę miał na to wpływ wiatr. Rywale grali z dużym zaangażowaniem, natomiast my nie potrafiliśmy utrzymać się przy piłce. Po przerwie mieliśmy dużo więcej sytuacji od przeciwników i przynajmniej jedna z tych klarownych szans powinna zakończyć się bramką. Sądzę, że zabrakło nam w tym meczu dokładności w rozegraniu i skuteczności. Czasem zachowywaliśmy się zbyt egoistycznie pod bramką rywali. Na pewno można było lepiej rozwiązać akcje, które sobie stworzyliśmy. Do tego moim, ale nie tylko moim zdaniem doszła sytuacja, po której strzeliliśmy bramkę, jednak sędzia jej nie uznał. Uważam, że ten gol był zdobyty prawidłowo. Jesteśmy trochę na siebie źli, bo zwłaszcza w drugiej połowie mieliśmy stuprocentowe okazje do tego, by rozstrzygnąć spotkanie na swoją korzyść i zdobyć w Łukowie komplet punktów. Jednak patrząc obiektywnie, myślę, że remis jest jak najbardziej sprawiedliwym rezultatem.

NASTĘPNA KOLEJKA

W następnej kolejce Orlęta Łuków zagrają na wyjeździe z Górnikiem II Łęczna (21 września, 13:00). Natomiast Łada 1945 Biłgoraj podejmie Huczwę Tyszowce (22 września, 16:00).

Orlęta Łuków – Łada 1945 Biłgoraj 0:0

Orlęta: Kuźma – Goławski, Miszta, Sadowski, Jaworski – Szustek, Sowisz, Ebert, Kierych (75′ Soćko), Charmuszko – Łukasiewicz.

Łada: Szawara – Łysiak, Mazurek, Grasza, Raduj (75′ Szafraniec) – Krzyszycha, Konopka (85′ Koguc), Szostak, Nawrocki – Dorosz, Titiievskyi (90′ Kapuśniak).

Żółte kartki: Szymon Łukasiewicz – Matthew Łysiak, Krystian Szostak, Bartosz Raduj
Sędziował: Łukasz Woliński (Lublin).

fot. Karol Kotwis (archiwum)