Mikołaj Smyłek: poobijane ciało motywuje do ciągłej pracy

Wychowanek Lublinianki – Mikołaj Smyłek – od blisko czterech lat próbuje podbić stolicę. Przez skautów Legii wypatrzony został jako 15-latek, podczas mistrzostw Polski, w których reprezentował Lubelski Związek Piłki Nożnej. Dziś stara się wywalczyć miejsce w bramce II-ligowej Legionovii Legionowo, jednak jego przyszłe plany związane są z drużyną mistrza Polski. O kolegach z Lublinianki, najsilniejszej lewej nodze na Lubelszczyźnie, kształtowaniu charakteru, występach w Las Vegas i grze przeciwko PSV Eindhoven, w wywiadzie dla Lubsport, opowiada Mikołaj Smyłek.

Lubsport: Jesteś wychowankiem Lublinianki. Jak wspominasz swoje początku z piłką nożną?

Mikołaj Smyłek: Moje początki z piłką wspominam cudownie. Gdy miałem osiem lat poszedłem na pierwszy trening, od razu do rocznika 94 (Mikołaj Smyłek ur. 1995 przyp. red.), w którym trenerem był Maciej Kleszcz. Na samym początku trenowaliśmy na betonowym boisku z bramkami do piłki ręcznej, a później przenieśliśmy się na boczne, „trawiaste” boisko . Wziąłem to w cudzysłów, ponieważ ciężko było doszukać się tam jakiejkolwiek trawy ale to właśnie kształtuje charakter od najmłodszych lat. Piach, kurz, kamyki w polu bramkowym i co za tym idzie poobijane ciało po treningu motywuje do ciągłej pracy.

Czy któryś z piłkarzy, z którymi zaczynałeś treningi na Wieniawie, gra na Lubelszczyźnie do dziś?

Oczywiście. Sporo piłkarzy z którymi zaczynałem kopać piłkę gra w nią do dzisiaj, np. Wojtek Gawrylak, który próbuje swoich sił obecnie w Lubliniance. Pamiętam, jeszcze jak mieliśmy po 8-9 lat i Wojtek na tym betonowym boisku co chwilę robił wślizgi. Charakter strasznego walczaka, nie było i do tej pory nie ma dla niego straconych piłek. Jest jeszcze Marcin Świech i Patryk Czułowski obaj teraz grają w Motorze Lublin. Ten pierwszy to najsilniejsza lewa noga na Lubelszczyźnie, a drugi to mózg zespołu, klasyczny playmaker, który jednym dograniem potrafił przesądzić o losach meczu.

W młodym wieku trafiłeś do Legii Warszawa. Opowiedz nam – jak do tego doszło?

Pamiętam to doskonale. To było na sam koniec wakacji, przełom sierpnia i września 2010r. Podczas spędzania wolnego czasu z dziewczyną dostałem telefon od trenera Radosława Kucharskiego z Legii Warszawa. Powiedział, że obserwował mnie na mistrzostwach Polski, w których uczestniczyłem jako zawodnik Lubelskiego ZPN. Wtedy właśnie zaproponował mi przyjazd na testy do stołecznego klubu. Pamiętam, że od razu gdy skończyliśmy rozmowę telefoniczną, pomyślałem sobie, że to na pewno jakiś żart. Okazało się, że to była prawda, od razu zadzwoniłem do taty, by go o tym poinformować. Minął tydzień od rozmowy z trenerem Kucharskim, gdy razem z tatą wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy na Łazienkowską na szybkie (bo tylko dwudniowe) testy.

Jak wyglądały Twoje początki w stolicy?

Początki były bardzo owocne. Od razu wszedłem do bramki w roczniku 95 i broniłem regularnie. Byłem na bardzo wielu zagranicznych turniejach, między innymi w Hadze z rocznikiem 92/93, w Las Vegas z rocznikiem 93/94, dwukrotnie w Niemczech – raz z rocznikiem 94, a drugi raz z 95/96 – oraz we Francji i Włoszech z rocznikiem 95. Ponownie bardzo zdziwił mnie telefon od trenera Kucharskiego, który zadzwonił do mnie na lekcji i zapytał czy mam paszport, bo jutro jadę na turniej do Hagi z o trzy lata starszymi kolegami. Mało tego! Pojechałem tam z Oliwierem Wienczatkiem przekonany, że to on będzie bronił wszystkie mecze, a okazało się, że graliśmy po równo. To było bardzo przydatne doświadczenie zagrać z PSV Eindhoven i Zenitem Sankt Petersburg. Wspominam to bardzo miło.

W zespole mistrza Polski panuje spora rywalizacja o miejsce w składzie. Z jakimi zawodnikami musiałeś rywalizować na samym początku swojej przygody z Legią?

Od samego początku rywalizuje z moim rówieśnikiem Arturem Haluchem. Był tez Oskar Pogorzelec, Dawid Leleń no i trochę starsi bramkarze czyli Oliwier Wienczatek, Marjan Antolović czy nawet ostatnio Wojtek Skaba.

W ubiegłym sezonie rozegrałeś osiem spotkań na poziomie III ligi. Jak wyglądało przejście z piłki juniorskiej na seniorską?

Legia ma doskonale wyszkoloną młodzież. Jestem pewny, że pod względem techniki i przygotowania przewyższaliśmy wszystkich w III lidze. Jedyne, czym zaskoczyli nas zawodnicy innych klubów, to doświadczenie i ten boiskowy spryt. Dla mnie osobiście przejście z juniora do seniorskiej piłki nie było aż tak bardzo trudne, po prostu wychodziłem na boisko z myślą, ze muszę zagrać jak najlepiej. Tak samo robię w juniorach, w III lidze czy nawet gdybym grał w Premier League.

Jakie nadzieje wiążą z Tobą w Warszawie? Masz szanse pozostać w stolicy na dłużej?

To pytanie jest raczej do dyrektorów i trenerów. Ja osobiście chciałbym (zresztą kto by nie chciał) grać w Legii Warszawa, ale żeby to osiągnąć to jeszcze ogrom pracy przede mną. Jednak cały czas wierzę, że jestem w stanie to osiągnąć.

Inny zawodnik z Lubelszczyzny – Mateusz Hołownia – zapisał się na stałe w historii Legii, jako najmłodszy debiutant. Ty jesteś od niego trzy lata starszy, ale możesz zaistnieć w inny sposób… Myślałeś nad tym?

Fajnie, że zawodnicy z Lubelszczyzny wybijają się w seniorskiej piłce na takim poziomie. Chciałbym pogratulować mojemu młodszemu koledze debiutu i życzyć mu sukcesów. Jeśli chodzi o mnie to oczywiście, tak jak powiedziałem wcześniej, chciałbym zagrać w Legii Warszawa i zapisać się na kartach historii tego klubu. Może choćby poprzez występy w Lidze Mistrzów?

Osiem występów w III lidze wystarczyło, by trafić do II-ligowej Legionovii. Opowiedz trochę o kulisach tego transferu.

Jeśli chodzi o Legionovie, to zadzwonił do mnie trener Marcin Muszyński z pytaniem czy nie chciałbym przyjechać na trening do Legionowa i tam spróbować swoich sił. Od początku przygotowań szukałem sobie klubu, ponieważ w Legii miałbym małą szanse na grę, a dla mnie najważniejsze jest regularne występowanie między słupkami. Dostałem się do Legionovii i będę tutaj walczył o mój cel.

Jak długo zostaniesz w Legionowie?

Jestem na rocznym wypożyczeniu i zobaczymy jak będzie mi się tutaj układało. Także jak na razie sam nie wiem co będzie potem.

W pierwszym meczu nowego sezonu bronił Marcin Marcinkowski. Czy ciężko będzie Ci wywalczyć miejsce w podstawowym składzie Legionovii?

Marcin to doskonały i utalentowany bramkarz i na pewno będzie ciężko wywalczyć sobie miejsce między słupkami. Wierzę jednak, że jest to możliwe. Dlatego bardzo ciężko pracuje na treningach, żeby jak najszybciej przekonać do siebie sztab szkoleniowy.

Jak Ci się układa współpraca z zagranicznym szkoleniowcem II-ligowca?

Pierwszy trener głównie przywiązuje wagę do zawodników z pola. Za nas – bramkarzy – odpowiada trener Piotr Kotlenga i z nim mamy większe i bliższe relacje. Jednak mimo wszystko współpraca wygląda bardzo dobrze.

O co gra w tym sezonie Legionovia?

Oczywiście o sam czubek tabeli i jak największe premie! (śmiech)

 

0 0 vote
Article Rating