Plan nie został wykonany – Robert Różański podsumowuje sezon Podlasia

Plan nie został wykonany – Robert Różański podsumowuje sezon Podlasia

Chociaż wciąż oficjalnie nie wiadomo, które drużyny spadły do IV ligi, to jednak Podlasie Biała Podlaska raczej może być tego pewne. 30 punktów w 34 meczach, 7 zwycięstw, 9 remisów i 18 porażek, bilans bramkowy 32:69 – to liczby. A jak sezon podsumowuje trener Podlasia, Robert Różański?

Adrian Górny – LUBSPORT.PL: Jesienią 15 punktów, wiosną także 15, ale było mniej meczów do rozegrania. Pod względem gry także w 2015 roku szło wam lepiej niż w 2014?

Robert Różański – trener Podlasia Biała Podlaska: Może delikatnie. Ale liczyłem, że drużyna zrobi większy postęp. Troszeczkę było widać, że zawodnicy są bardziej ograni, było więcej meczów “na styk”, a przede wszystkim realna szansa na utrzymanie. Bo na tę chwilę nie wiem kto się utrzymał, ale te 4 czy 6 punktów więcej były w zasięgu i bylibyśmy nad kreską. Kilka razy te oczka uciekały w ostatnich minutach, kiedy wcale nie musieliśmy remisować czy przegrywać. Liczyłem jednak na więcej – myślałem, że po utrzymaniu w tamtym roku będziemy grali lepiej i bez problemów się utrzymamy. Cel nie został osiągnięty – całą odpowiedzialność biorę na siebie. Jestem z Białej Podlaskiej i spuścić zespół do IV ligi to nie jest przyjemność.

Sam początek nawet niezły – dwa remisy, wygrana, później bywało już różnie, ale zwycięstw uzbieraliście jesienią tylko 3. Te remisy, które uzyskiwaliście, to były raczej ze wskazaniem na was czy na rywali?

Były mecze jak np. na wyjeździe w Jarosławiu czy remis z Karpatami na samym początku, kiedy mieliśmy szczęście. Ale też takie jak na Wisłoce, gdzie mieliśmy rzut karny w końcówce i nie wykorzystaliśmy, a przeciwnicy grali w “10”. Podobnie spotkanie na jesieni z Żółkiewką, gdzie przy 1:1 nie wykorzystaliśmy dwóch 100% sytuacji. Ale każdy mecz trzeba oceniać osobno.

Po jesieni różnice nie były jeszcze duże, do 13. miejsca strata wynosiła 3 punkty. No i wiosna – wygrana na starcie, a później to już co tylko się da – 3:3, 2:7, 8:1, brakowało wam stabilizacji?

Tym się charakteryzuje młody zespół, bo chyba nie pomylę się jak powiem, że mieliśmy najmłodszą drużynę w całej lidze. Sześciu młodzieżowców to była norma, a bywało i ośmiu. Trudno porównywać występy ze Stalą Rzeszów, gdzie prowadziliśmy, ale dostaliśmy czerwoną kartkę. Wcale nie musiało się tak skończyć, jednak dążyliśmy do strzelenia gola i odsłanialiśmy się. A z Wisłoką było odwrotnie – przyjechali osłabieni, później byli sfrustrowani i zaczęli łapać kartki. Także dla mnie to nie jest nic dziwnego, jeżeli ktoś zna tylko wyniki, to może się zastanawiać.

Finisz był bardzo dobry, ale nieskuteczny. Wasza forma rosła? Jeszcze kilka kolejek i wygrzebalibyście się ze strefy spadkowej?

Trudno powiedzieć, bo to jednak piłka nożna – najmniej przewidywalny ze sportów zespołowych. Ktoś kiedyś wyliczył, że faworyci wygrywają w tym sporcie tylko pięćdziesiąt kilka procent meczów. Ważny okazał się powrót Łukasza Sawtyruka – to dość kontuzjogenny piłkarz, rzadko rozgrywa wszystkie mecze. Ale tutaj wrócił i przyczynił się do naszej lepszej gry.

Na co najczęściej narzekał pan po spotkaniach swojej drużyny, a do czego przez większą część sezonu nie można było się przyczepić?

Często miałem pretensje o straty bramek po stałych fragmentach gry. To jest najprostszy sposób, żeby strzelić bramkę, a my je traciliśmy. Podlasie nie ma dobrych warunków fizycznych, nie mamy zawodnika, który miałby 190 cm, najwyżsi mają po 185. Natomiast nie mogłem mieć pretensji o walkę do końca w każdym meczu – to pokazała końcówka sezonu.

Jaki był najlepszy i najgorszy moment tego sezonu?

Bardzo przeżyłem to 1:8 Rzeszowie ze Stalą. Wtedy byłem bliski zrezygnowania z prowadzenia zespołu. Ale było też kilka miłych chwil, chociaż trudno teraz wybrać najlepszą z nich.

Dziękuję za rozmowę. 

0 0 vote
Article Rating